Bernard i Weronika prowadzą kanał poświęcony eksplorowaniu opuszczonych miejsc. Kiedy otrzymują informację o tajemniczym sierocińcu na Podlasiu, postanawiają wykorzystać budynek do swojego kolejnego materiału. Wyprawa szybko przestaje przypominać zwykły urbex, a to, co dzieje się w Domu Smutku, uruchamia serię zdarzeń, które zmuszają bohaterów do zmierzenia się nie tylko z historią tego miejsca, ale też z własnym lękiem...
„Dom Smutku” to powieść, która może nieco namieszać. Tutaj dzieje się dużo, dzieje się naraz i czasami czytelnik może się pogubić. Przede wszystkim jednak, może się pogubić w tym, co jest prawdą, a co zjawiskiem paranormalnym. Zupełnie jak nasi bohaterowie. Autor niejednokrotnie potrafi zaskoczyć, a przy tym utrzymać mroczny klimat pełen napięcia.
Co do samych bohaterów, dawno nie spotkałam się w lekturze z kimś tak irytującym jak Bernard. To, jaką decyzję podjął w czasie pierwszej wizyty w sierocińcu, nadal mnie zastanawia i nie widzę żadnego logicznego wyjaśnienia dla takiego zachowania. Zdecydowanie większą sympatię żywię do Weroniki. Według mnie jest bardziej przebojową i ciekawszą postacią.
Najciekawsza jest jednak sama historia Domu Smutku. Z czasem okazuje się, że za opuszczonym sierocińcem stoi znacznie więcej niż tylko lokalna legenda. Niewytłumaczalne wydarzenia, rozgrywające się w jego murach, okazały się dla niektórych bardzo niewygodne. Dlatego kogoś trzeba było "uciszyć", uznać za chorego psychicznie i zamknąć w zakładzie.
Do tego dochodzą dziwne powiązania między przeszłością sierocińca, a rodziną mieszkającą nieopodal. Początkowo trudno zrozumieć, co mają ze sobą wspólnego, ale kolejne fragmenty historii stopniowo odsłaniają coraz więcej i pozwalają połączyć kropki. Te zależności sprawiają, że „Dom Smutku” nie ogranicza się do schematu: bohaterowie wchodzą do opuszczonego budynku i zaczynają dziać się straszne rzeczy.
Ważne jest również to, że w powieści sam urbex nie został potraktowany wyłącznie jako efektowny punkt wyjścia dla horroru. Autor daje do zrozumienia, że eksplorowanie opuszczonych miejsc samo w sobie wiąże się z realnym zagrożeniem. Zniszczone budynki, niestabilne konstrukcje czy brak wiedzy o tym, co może znajdować się w środku, potrafią być naprawdę niebezpieczne.
A zakończenie książki? Zdecydowanie nie należy do tych, które porządkują wszystkie wydarzenia i zostawiają czytelnika z gotową odpowiedzią. Ostatnie strony tylko dokładają kolejne pytania i pozostawiają po sobie mroczny znak zapytania.
Czy więc pomysł na połączenie horroru z urbexem się obronił? Moim zdaniem tak. „Dom Smutku” wciągnął mnie od początku i do końca chciałam wiedzieć, co tak naprawdę wydarzyło się w sierocińcu. A kiedy już wydawało mi się, że wszystko zaczyna się układać w całość, Autor znów mnie zaskoczył.
Komu polecam ten tytuł? Na pewno miłośnikom horrorów, urbexów i nieoczywistej fabuły.
Współpraca patronacka
Autor: Tomasz J. Nowak


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli dotarliście tutaj, nie zapomnijcie zostawić chociaż jednego słowa :)