Kilkuletni Jan mieszka z rodzicami w Barcelonie. Pewnego dnia do ich domu wprowadzają się dziadkowie. Dla chłopca to nieopisana radość, ale domownicy nie podzielają jego entuzjazmu. Oni już znają diagnozę. Jan na początku nie potrafi tego zrozumieć. Nie wie, czym jest demencja. Cieszy się, że dziadek odbiera go ze szkoły, rozmawia z nim i opowiada wiele historii. Jedna z nich jest wyjątkowo ważna. Historia o pewnym drzewie, które mężczyzna pamięta z dzieciństwa...
To jedna z tych książek, które długo zajmują myśli. Choć wydanie jest dość skromne, bo to raptem 272 strony, uwierzcie, że niosą za sobą bardzo głębokie refleksje. Co ciekawe, rozdziały są krótkie, przez co przypominają urywki wspomnień, a mimo to przekazują wiele treści. Autorka pisze w taki sposób, że akcja toczy w rytmie spacerów dziadka i wnuka. Nie biegnie, ale pozwala nam płynąć, choć z każdą stroną, z każdym powrotem ze szkoły, coraz mocniej chwyta za serce. Zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie sens tytułu.
Dla mnie tytuł zyskał pełne znaczenie w momencie, gdy drzewo zostało ścięte. Nagle, bez uprzedzenia. Mimo, że dziadek, jako dziecko, powierzał mu swoje sekrety i stanowiło ono jego nieodłączną codzienność, bez pytania zniknęło. Okazuje się, że tak naprawdę nic nie trwa wiecznie. To obraz, który boli, bo dokładnie tak można opisać demencję, z którą zmaga się dziadek. To choroba, która zabiera to, co zdawało się być zapisane w głowie na stałe - wspomnienia. Nie pyta przy tym o zgodę. Tak, jak widać pamięć drzewa po jego słojach, tak dziadek nosił w sobie warstwy wspomnień i zostało mu to bezlitośnie zabrane...
Dodajmy do tego to, że postęp demencji jest obserwowany z boku przez Jana. Dziecko, które nie zdaje sobie sprawy z utraty najbliższej osoby, choć cały czas jest ona obok. W „Pamięci drzewa” dokładnie też widać, jak z tym problemem mierzą się kolejne pokolenia. To najstarsze, jakby poniekąd pogodzone z losem, jakie je czeka. Świadome przemijania. Pokolenie rodziców, które zna diagnozę i widzi zbliżające się trudności. Wreszcie Jan, najmłodszy, patrzący na to dziecięcymi oczami. Dokładnie widać to, jak życie zaczyna się rozwijać i przemijać. Jakbyśmy obserwowali jego linię.
„Pamięć drzewa” Tiny Vallès to wyjątkowa opowieść o stracie, wartości wspomnień i o przemijaniu. Bardzo refleksyjna. Smutna, a jednocześnie ukazująca tę niesamowitą radość i nadzieję w dziecięcym postrzeganiu świata. To historia, którą polecam osobom szukającym cichej, dającej do myślenia lektury. To książka dla tych, którzy czasami potrzebują przypomnienia, że pamięć jest czymś, co warto pielęgnować, zanim zniknie.
Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Znak
.jpeg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli dotarliście tutaj, nie zapomnijcie zostawić chociaż jednego słowa :)