czwartek, 7 marca 2019

„Tatuażysta z Auschwitz” Heather Morris

Pierwsza moja myśl, kiedy rzuciła mi się w oczy jakiś czas temu ta książka? Muszę ją mieć! Bardzo lubię powieści, które nawiązują do tematyki II wojny światowej. Po zapoznaniu się z opisem uznałam, że na pewno trafi w mój czytelniczy gust i... nie pomyliłam się.

To historia oparta na faktach. Lale trafia do obozu w Auschwitz. Krótko po tym zostaje mu przydzielone zadanie, jakim jest tatuowanie nowo przybyłych więźniów. Pewnego dnia wśród nich zauważa piękną dziewczynę Gitę. Od tej pory wszystko się zmienia...

„Lekcja człowieczeństwa”. Lepiej nie dałoby się ująć tego, co można uchwycić w trakcie czytania tej powieści. To piękna opowieść pełna emocji, uczuć, refleksji. Nie sposób przejść obojętnie obok tego, co dzieje się z bohaterami. Nie sposób tak po prostu oderwać się od lektury. Czytałam ją nawet wówczas, gdy miałam zaledwie kilka minut wolnego czasu, bo tak bardzo chciałam poznać zakończenie. Tak bardzo chciałam dowiedzieć się, czy wszystko skończy się dobrze. Już dawno żadna książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia, jak właśnie „Tatuażysta z Auschwitz”.

To książka, która przenosi czytelnika w czasy II wojny światowej do najbardziej przerażającego wówczas miejsca obozu koncentracyjnego. Dzięki Lale możemy dowiedzieć się, jak wyglądało codzienne życie więźnia w Oświęcimiu i Brzezince. Za każdym razem, kiedy sięgam po literaturę, która dotyczy tego tematu, jestem wstrząśnięta. Chyba nigdy nie przyjdzie mi tak po prostu pogodzić się z faktem, że tak właśnie było, że taka jest historia i że trzeba się cieszyć z życia w wolności. To, jak wielką determinacją wykazywali się ci ludzie i z jakimi trudnościami przyszło im się mierzyć możecie dowiedzieć się czytając „Tatuażystę z Auschwitz”.

Skupiając się na głównej postaci tej powieści. Lale to wyjątkowo odważny młody człowiek. Ryzykując swoje życie stara się mimo wszystko pomagać słabszym. Można powiedzieć, że często igra z losem. Chcąc przetrwać jak najdłużej i ochronić bliskie mu osoby nierzadko postępuje, wydawałoby się, niezgodnie z własnym sumieniem. Jest to niewątpliwie człowiek, który zasługuje na ogromny podziw i szacunek.

Czytając tę książkę naszła mnie pewna refleksja. Obóz zagłady kojarzy się bardziej z piekłem niż miejscem, w którym mogłoby zrodzić się coś dobrego, a jednak. Tutaj narodziła się ogromna miłość. Miłość, która przetrwała wszystko. Przetrwała najgorsze. Była niezniszczalna do samego końca ziemskiego życia dwójki bohaterów powieści Heather Morris. Musi to być naprawdę najbardziej niesamowite, tajemnicze, a przede wszystkim najsilniejsze ze wszystkich uczuć, jakich może doświadczyć człowiek.

Zdecydowanie ogromnie polecam „Tatuażystę z Auschwitz”. Jest to według mnie lektura obowiązkowa dla każdego. Pięknie napisana, przekazująca wartościowe treści, skłaniająca do refleksji. Dawka brutalnej historii w połączeniu ze wspaniałym wątkiem miłosnym, który przebijając się przez całe okrucieństwo II wojny światowej, daje niesamowity efekt. Z pewnością długo nie zapomnę o tej opowieści.

Za możliwość przeczytania i dostarczenie książki dziękuję serwisowi Jakkupowac.pl

https://www.jakkupowac.pl/

Wydawnictwo Marginesy

niedziela, 3 marca 2019

„Hashtag” Remigiusz Mróz

Twórczości tego pana chyba nie muszę nikomu przybliżać. Zdecydowana większość czytelników z pewnością ma za sobą lekturę przynajmniej jednej powieści Remigiusza Mroza. Za mną jest ich już całkiem sporo. Do tej pory nie narzekałam na żadną. A jak jest w przypadku „Hashtagu”?

Tesa niespodziewanie odbiera przesyłkę. Być może, gdyby nie zwyciężyła ciekawość, jej życie nigdy nie potoczyłoby się w taki sposób. Od momentu otwarcia paczki wszystko diametralnie się zmienia, a kobieta staje przed największą zagadką swojego życia. Nie będzie to jednak zwykła przygoda. Robi się tym bardziej przerażająco, kiedy do głosu dochodzą... zmarli.

Do przeczytania „Hashtagu” zbierałam się już jakiś czas.  Kiedy przeczytałam opinie, że ta powieść Remigiusza Mroza jest wyjątkowo dobra i warto po nią sięgnąć, stwierdziłam, że najwyższy czas. Nie żałuję, ponieważ jest to naprawdę niesamowicie wciągająca książka z ogromną dawką zwrotów akcji, które przyznaję, wielokrotnie mnie zaskoczyły. O samym zakończeniu nie wspomnę. Wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Na plus zasługują także nietuzinkowi bohaterowie. Nie są wyidealizowani. Wręcz przeciwnie. To postacie o zróżnicowanych charakterach. Od nieśmiałych po wyjątkowo pewnych siebie. Od tych bardziej wysportowanych po tych, którym nie po drodze do aktywności fizycznej. Łączy ich jedno. Oczytanie, inteligencja i bystry umysł. To właśnie najbardziej urzekło mnie w bohaterach „Hashtagu”, pomimo że nie wszyscy należą do tych pozytywnych.

Podziwiam autora za skonstruowanie niesłychanie ciekawej fabuły z nawiązaniem do starożytnej filozofii. Połączenie takiego wątku z kryminałem dało efekt w postaci genialnej powieści, którą czyta się jednym tchem i nie sposób odłożyć jej chociaż na chwilę. Czytałam ją ekspresowo, a momentami otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć sobie więcej takich książek do przeczytania.

Gorąco polecam „Hashtag” jak i inne powieści Remigiusza Mroza. W tym przypadku mamy do czynienia ze świetnym thrillerem, można nawet powiedzieć psychologicznym, który z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom gatunku. Ja jestem nadal pod ogromnym wrażeniem i założę się, że na długo pozostanie w mojej pamięci.


Za możliwość przeczytania i dostarczenie książki dziękuję serwisowi Jakkupowac.pl

https://www.jakkupowac.pl/


Wydawnictwo Czwarta Strona

czwartek, 28 lutego 2019

„Kuglarnia” Andrzej Turczyński

W zasadzie rzadko sięgam po tego rodzaju literaturę, jednak bywają momenty, kiedy właśnie mam ochotę zagłębić się w bardziej wymagającą treść. Tak było w przypadku „Kuglarni” Andrzeja Turczyńskiego.

Trudno streścić w kilku słowach, o czym jest ta książka. To bardzo wymagająca, zmuszająca do skupienia lektura, która wprowadza czytelnika w niecodzienny świat pełen metafor. Tutaj nic nie jest tak po prostu jasne i przejrzyste. Trzeba naprawdę się wysilić, aby wydobyć z niej to, co najważniejsze.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to wyszukane słownictwo:
„Wielebny, choć niezdecydowany boski to cud czy sztuczka kusego? wetknął wszak nowe oko w oczodół i ujrzał świat we wszystkich jego czasowych i przestrzennych wymiarach: wczorajsze w dzisiejszym, minione jako nadal aktualne, teraz już się realizujące w magicznej perspektywie jutra i jeszcze dalej w niepojętym futurum urojonym i wyrojonym w widzialnej rzeczywistości”
Kolejny dowód na to, że „Kuglarnia” nie jest banalną historią, którą można sobie przeczytać ot tak dla wieczornego relaksu. Naprawdę trzeba nie lada skupienia i wytrwałości, aby czerpać z jej czytania przyjemność, a warto. To pełna gama przenośni, różnorodnych bohaterów. Ukazanie ludzkiej natury drzemiącej w tak odmiennych postaciach. Tajemnice, intrygi, przenoszenie w czasie, różnice zdań i wiele, wiele więcej. Ukazanie życia jako teatru, w którym każdy odgrywa jakąś rolę. Nie zawsze dobrą...

Zdecydowanie jest to pozycja dla osób, które poszukują czegoś wyjątkowego. Koneserów wymagającej literatury. Poszukiwaczy głębokiej i nieoczywistej treści, z której można wiele czerpać, ale nie bez wysiłku. To prawdziwy raj dla miłośników pięknego słowa pisanego. Jeśli zaś szukacie łatwej do przyswojenia historii, która pozwoli Wam na relaks w coraz już bardziej wiosenny wieczór, niestety, nie tym razem. „Kuglarnia” jest swego rodzaju esejem, do którego warto wracać i kontemplować od nowa. 

Wydawnictwo JanKa

sobota, 29 grudnia 2018

„Śmierć Komandora. Pojawia się idea ” Haruki Murakami

Miałam już okazję sięgnąć po powieść autorstwa Harukiego Murakamiego. Pamiętam, że była to wspaniała literacka przygoda. Chociaż od tej pory minęło kilka lat, nadal mam w głowie to, jakie zrobiła na mnie wrażenie. Kiedy kilka tygodni temu nadarzyła się okazja, aby poznać kolejną jego książkę, nie wahałam się ani chwili i absolutnie tego nie żałuję.

To historia pewnego japońskiego portrecisty, który po rozstaniu z żoną postanawia na jakiś czas porzucić wszelkie zlecenia i wybrać się w podróż po północno-wschodniej części Japonii. Po powrocie prosi swojego przyjaciela o nocleg. Mieszkając w opuszczonym domu należącym niegdyś do słynnego malarza, doświadcza wewnętrznej przemiany, za którą stoi znajomość z nowym, dość ekscentrycznym sąsiadem oraz odkrycie obrazu wiernie odtwarzającego śmierć Komandora. Bohater doświadcza coraz to dziwniejszych sytuacji, które ujawniają relacje między ludźmi i zdarzeniami.

Dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Gdy tylko zabrałam się za tę powieść, przepadłam. Dotarcie do końca zajęło mi raptem dwa dni, co przy mojej ostatniej kondycji czytelniczej, a raczej jej totalnego braku, było naprawdę imponujące. Nie mogłam się oderwać. Nie pamiętam, kiedy jakaś powieść zrobiła na mnie takie wrażenie, jak ta. Możliwe, że był to Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Podejrzewam, że wpływ na to ma styl autora, który jest według mnie jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowo do mnie trafia, przez co czytanie powieści, które wyszły spod pióra tego japońskiego mistrza literatury jest czystą przyjemnością.

Z każdą kolejną stroną Śmierci Komandora czułam, jakbym coraz bardziej zagłębiała się w zadziwiającą, skrywającą wiele tajemnic, może nieco niebezpieczną, historię. Autor potrafi stworzyć bardzo specyficzny klimat, który intryguje i wciąga czytelnika. Poza tym wplata wątki historyczne, legendarne, dodatkowo urozmaicając już fantastyczną fabułę. Motyw z mnichem – genialny.

Bohaterowie to bardzo interesujące postacie. W zasadzie z jednej strony możemy czytać im w myślach, ale z drugiej ma się wrażenie, że nie odkrywają przed nami wszystkich kart. Zwłaszcza dość tajemniczy, kontrowersyjny sąsiad portrecisty. Sam artysta z kolei wiele analizuje, rozmyśla, poszukuje czegoś wewnątrz siebie, by w końcu doznać przemiany. Jestem niezmiernie ciekawa, jak potoczą się ich losy w kolejnym tomie.

Wspaniały styl, wykonanie, wciągająca i niebanalna fabuła. Tak w kilku słowach mogę streścić tę książkę. Zakochałam się. Nadal jestem pod jej wielkim wrażeniem i już niebawem zabieram się za kolejny tom, w którym, mam nadzieję, wiele się wyjaśni. Moim zdaniem jest to literacki fenomen i ogromna motywacja do przeczytania pozostałych powieści Murakamiego. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję Business & Culture
Wydawnictwo Muza

wtorek, 27 listopada 2018

„Przesilenie” Katarzyna Berenika Miszczuk

Ahhh cóż to była za przygoda... Bardzo tęskniłam za bohaterami słynnej „Szeptuchy”. Ostatnia niemoc i chęć odpoczynku sprawiły, że sięgnęłam po ostatni tom tej przezabawnej serii. Cel osiągnięty humor poprawiony.

Miłość, nienawiść, zazdrość, żądza władzy, a do tego słowiański klimat, bóstwa i obrzędy. Tak w ogromnym skrócie można opisać tę powieść. Mamy szansę po raz ostatni wejść do tego wspaniałego, magicznego świata. Dla głównej bohaterki to wyjątkowy czas. Czas dotrzymania słowa i wypełnienia polecenia Swarożyca. Czy Gosi uda się przechytrzyć boga ognia i uwolnić się od ciążącej na niej klątwie?

Co tu dużo pisać.. „Przesilenie” jest fantastycznym zakończeniem serii „Kwiat paproci”. Wszystko w ostateczności zaczyna układać się w całość. Zagadka sprzed ponad dwudziestu lat zostaje rozwiązana. Chociaż sporo czytelników poprzednich tomów mogło spodziewać się pewnych faktów, to i tak moim zdaniem autorka potrafiła zaskoczyć swoich fanów. Nie wszystko jest takie oczywiste, jakby się wydawało i to zasługuje na ogromnego plusa.

Bohaterowie nadal są fantastyczni i to nie tylko w dosłownym tego słowa znaczeniu. Każdy z nich jest wyjątkowy. Każdy ma swój wyrazisty charakter. Chociaż w przypadku tego tomu najbardziej skupiłabym się na Swarożycu. Oj wydaje mi się, że gdyby naprawdę chodził po ziemi, byłby uwielbiany przez wszystkie kobiety. W dobie fascynacji silnymi, pewnymi siebie mężczyznami nie miałby raczej konkurencji. Niby nie jest pozytywnym bohaterem, stara się za wszelką cenę uskuteczniać swoje intrygi, nie przejmuje się nikim i niczym w dojściu do zamierzonego celu, patrzy tylko na siebie, a mimo to wzbudza zainteresowanie i niesamowicie kusi. Uważam, że autorce należą się gratulacje za wykreowanie takiego boskiego bohatera, który z pewnością przyciągnie niejedną czytelniczkę.

Co do samego klimatu tej książki i tym razem możemy pokładać się ze śmiechu. Przyznaję, że nigdy nie trafiłam na serię, która byłaby tak zabawna jak ta. Los, który ciągle płata figle Gosi, bezbłędne komentarze Jagi czy różnego rodzaju żarty sytuacyjne sprawiają, że lektura tej powieści staje się ogromną przyjemnością i idealnym sposobem na relaks. Poza tym to, przed czym dużo osób broni się w literaturze uznając za oklepany temat, czyli miłość. Miłość, która ma tutaj niejedno oblicze. Od miłości prawdziwej, pełnej czułości, po tę burzliwą, zazdrosną. Do tego wszystkiego „Przesilenie” jest napisane w taki sposób, że czyta się je w ekspresowym tempie, a kiedy akcja naprawdę się rozpędza, nie ma opcji się od niego oderwać.

Była to wielka przyjemność przeczytać tak wspaniałą serię. Dawka dobrego humoru, słowiańskie bóstwa, mnóstwo uczuć i tych dobrych, i złych, niezapomniany klimat. Czy można chcieć czegoś więcej? W sumie tak. Kolejnej części! Wracając do tematu Swarożyca gorąco polecam!

Wydawnictwo W.A.B.

środa, 15 sierpnia 2018

"Czarodzieje Hateway" Marek Bartłomiej Cabak

"Czarodzieje Hateway" trafili do mnie już jakiś czas temu. Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby napisać małe co nieco o tej książce. Kiedy pierwszy raz spojrzałam na okładkę, pomyślałam, że będzie to pewnie jakaś młodzieżowa fantastyka. Czy aby na pewno?

Wydawałoby się, że Demek jest przeciętnym szczecińskim studentem, jednak pewnego dnia jego życie przewraca się do góry nogami. Ojciec ginie w wypadku, a krótko po tym wydarzeniu wychodzą na jaw rodzinne tajemnice. Na domiar złego wokół zaczynają dziać się paranormalne zjawiska...

Przyznaję bez bicia, że bywały momenty, kiedy miałam ochotę odłożyć tę powieść i wrócić do niej trochę później. Jakoś nie mogłam się za bardzo wciągnąć pomimo tego, że nie ma tutaj zbędnych opisów, czy niepotrzebnych dłużyzn. Nie poddałam się i dałam się w końcu porwać bardzo ciekawej fabule, zaskakującym wydarzeniom, zwrotom akcji, a przede wszystkim nietuzinkowemu humorowi, którego jest tutaj całkiem sporo. Podoba mi się pomysł na tę powieść. Coś nowego, coś przygodowego, coś magicznego i to wszystko ładnie ze sobą wymieszane. Niespotykane w realnym świecie postacie, transmutacje, przenoszenie w inne miejsca. Do tego rodzinne sekrety, które ja w literaturze bardzo lubię.

Nie można tutaj pominąć bohaterów. Demek jest bardzo ciekawą postacią, przed którą stoi wiele wyzwań, łącznie z uratowaniem ludzkiego życia. Nagle w jego życiu pojawiają się istoty, jakich próżno szukać w codziennym świecie. Ponadto musi rozwiązać wiele rodzinnych zagadek, w czym jest niesamowicie zdeterminowany. Na początku myślałam, że będzie bardziej fajtłapowaty, jakiś bez wyrazu, ale jednak nie, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Warto również zaznaczyć, że cała rodzina Hatewayów ma sporo za uszami, a zazdrość, intrygi i kłamstwa wszystkich i każdego z osobna doprowadzają to nieprzewidywalnych wydarzeń.

"Czarodzieje Hateway" to przyjemna powieść z elementami magii. Pełna zwrotów akcji, humoru i zagadek, które ma się ochotę rozwiązać razem z głównym bohaterem. Wszystkiego dopełniają świetne ilustracje wykonane przez Joahannah, które ułatwiają nam wyobrażenie postaci. Polecam miłośnikom fantastyki. To książka nie tylko dla młodzieży. Również dorosły czytelnik znajdzie tutaj niemałą rozrywkę.

Za możliwość przeczytania dziękuję oficynie Wydajemy Książki 





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...