Kilka miesięcy temu zachwycałam się pierwszą częścią „Śmierci
Komandora” autorstwa Harukiego Murakamiego. Pamiętam, że jej lektura pochłonęła
mnie bez reszty. W zasadzie nie jest to pierwsza książka tego autora, która
bardzo mi się spodobała. Miałam okazję być oczarowaną jego twórczością przy „Bezbarwnym
Tsukuru Tazaki i latach jego pielgrzymstwa”. Tym oto sposobem nie mogłam
odmówić sobie sięgnięcia po drugi tom „Śmierci Komandora”. Przyznam, że
najpierw tylko trochę ja podczytywałam, odkładałam, później znowu wracałam, aż
w końcu przysiadłam i ponownie dałam się wciągnąć, ale czy było warto?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZA. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 kwietnia 2019
sobota, 29 grudnia 2018
„Śmierć Komandora. Pojawia się idea ” Haruki Murakami
Miałam już okazję sięgnąć po powieść autorstwa Harukiego Murakamiego. Pamiętam, że była to wspaniała literacka przygoda. Chociaż od tej pory minęło kilka lat, nadal mam w głowie to, jakie zrobiła na mnie wrażenie. Kiedy kilka tygodni temu nadarzyła się okazja, aby poznać kolejną jego książkę, nie wahałam się ani chwili i absolutnie tego nie żałuję.
To historia pewnego japońskiego portrecisty, który po rozstaniu z żoną postanawia na jakiś czas porzucić wszelkie zlecenia i wybrać się w podróż po północno-wschodniej części Japonii. Po powrocie prosi swojego przyjaciela o nocleg. Mieszkając w opuszczonym domu należącym niegdyś do słynnego malarza, doświadcza wewnętrznej przemiany, za którą stoi znajomość z nowym, dość ekscentrycznym sąsiadem oraz odkrycie obrazu wiernie odtwarzającego śmierć Komandora. Bohater doświadcza coraz to dziwniejszych sytuacji, które ujawniają relacje między ludźmi i zdarzeniami.
Dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Gdy tylko zabrałam się za tę powieść, przepadłam. Dotarcie do końca zajęło mi raptem dwa dni, co przy mojej ostatniej kondycji czytelniczej, a raczej jej totalnego braku, było naprawdę imponujące. Nie mogłam się oderwać. Nie pamiętam, kiedy jakaś powieść zrobiła na mnie takie wrażenie, jak ta. Możliwe, że był to Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Podejrzewam, że wpływ na to ma styl autora, który jest według mnie jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowo do mnie trafia, przez co czytanie powieści, które wyszły spod pióra tego japońskiego mistrza literatury jest czystą przyjemnością.
Z każdą kolejną stroną Śmierci Komandora czułam, jakbym coraz bardziej zagłębiała się w zadziwiającą, skrywającą wiele tajemnic, może nieco niebezpieczną, historię. Autor potrafi stworzyć bardzo specyficzny klimat, który intryguje i wciąga czytelnika. Poza tym wplata wątki historyczne, legendarne, dodatkowo urozmaicając już fantastyczną fabułę. Motyw z mnichem – genialny.
Bohaterowie to bardzo interesujące postacie. W zasadzie z jednej strony możemy czytać im w myślach, ale z drugiej ma się wrażenie, że nie odkrywają przed nami wszystkich kart. Zwłaszcza dość tajemniczy, kontrowersyjny sąsiad portrecisty. Sam artysta z kolei wiele analizuje, rozmyśla, poszukuje czegoś wewnątrz siebie, by w końcu doznać przemiany. Jestem niezmiernie ciekawa, jak potoczą się ich losy w kolejnym tomie.
Wspaniały styl, wykonanie, wciągająca i niebanalna fabuła. Tak w kilku słowach mogę streścić tę książkę. Zakochałam się. Nadal jestem pod jej wielkim wrażeniem i już niebawem zabieram się za kolejny tom, w którym, mam nadzieję, wiele się wyjaśni. Moim zdaniem jest to literacki fenomen i ogromna motywacja do przeczytania pozostałych powieści Murakamiego. Gorąco polecam.
To historia pewnego japońskiego portrecisty, który po rozstaniu z żoną postanawia na jakiś czas porzucić wszelkie zlecenia i wybrać się w podróż po północno-wschodniej części Japonii. Po powrocie prosi swojego przyjaciela o nocleg. Mieszkając w opuszczonym domu należącym niegdyś do słynnego malarza, doświadcza wewnętrznej przemiany, za którą stoi znajomość z nowym, dość ekscentrycznym sąsiadem oraz odkrycie obrazu wiernie odtwarzającego śmierć Komandora. Bohater doświadcza coraz to dziwniejszych sytuacji, które ujawniają relacje między ludźmi i zdarzeniami.
Dawno nie czytałam tak wciągającej książki. Gdy tylko zabrałam się za tę powieść, przepadłam. Dotarcie do końca zajęło mi raptem dwa dni, co przy mojej ostatniej kondycji czytelniczej, a raczej jej totalnego braku, było naprawdę imponujące. Nie mogłam się oderwać. Nie pamiętam, kiedy jakaś powieść zrobiła na mnie takie wrażenie, jak ta. Możliwe, że był to Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Podejrzewam, że wpływ na to ma styl autora, który jest według mnie jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowo do mnie trafia, przez co czytanie powieści, które wyszły spod pióra tego japońskiego mistrza literatury jest czystą przyjemnością.
Z każdą kolejną stroną Śmierci Komandora czułam, jakbym coraz bardziej zagłębiała się w zadziwiającą, skrywającą wiele tajemnic, może nieco niebezpieczną, historię. Autor potrafi stworzyć bardzo specyficzny klimat, który intryguje i wciąga czytelnika. Poza tym wplata wątki historyczne, legendarne, dodatkowo urozmaicając już fantastyczną fabułę. Motyw z mnichem – genialny.
Bohaterowie to bardzo interesujące postacie. W zasadzie z jednej strony możemy czytać im w myślach, ale z drugiej ma się wrażenie, że nie odkrywają przed nami wszystkich kart. Zwłaszcza dość tajemniczy, kontrowersyjny sąsiad portrecisty. Sam artysta z kolei wiele analizuje, rozmyśla, poszukuje czegoś wewnątrz siebie, by w końcu doznać przemiany. Jestem niezmiernie ciekawa, jak potoczą się ich losy w kolejnym tomie.
Wspaniały styl, wykonanie, wciągająca i niebanalna fabuła. Tak w kilku słowach mogę streścić tę książkę. Zakochałam się. Nadal jestem pod jej wielkim wrażeniem i już niebawem zabieram się za kolejny tom, w którym, mam nadzieję, wiele się wyjaśni. Moim zdaniem jest to literacki fenomen i ogromna motywacja do przeczytania pozostałych powieści Murakamiego. Gorąco polecam.
Za możliwość przeczytania dziękuję Business & Culture
Wydawnictwo Muza
środa, 23 listopada 2016
"Muza" Jessie Burton
Miałam już przyjemność zapoznać się z twórczością Jessie Burton. Bardzo podobała mi się "Miniaturzystka". Teraz nadszedł czas na najnowszą powieść, czyli "Muzę", która moim zdaniem jest genialna.
Czego dotyczy? To historia tajemniczego obrazu, który został namalowany przez słynnego hiszpańskiego malarza w latach 30. XX wieku, a zaginął w czasie II wojny światowej. W 1967 roku dzieło trafia do renomowanej londyńskiej galerii, czym wzbudza niemałe poruszenie wśród marszandów. Przez przypadek stenotypistka (Odelle Bastien) wpada na trop bardzo intrygującej zagadki sprzed trzydziestu lat. Jeszcze nie wie, że jest bliska odkrycia sekretu, którego ujawnienie wywołałoby wielką burzę w świecie sztuki..
Ostatnio przychodzi mi z trudem znalezienie takiej książki, od której nie mogłabym się oderwać i która byłaby tak dobra, że zepchnęłaby moje obowiązki na dalszy plan. Tym razem udało się. "Muza" pochłonęła mnie bez reszty, a zeszły wieczór uznaję za jeden z najlepszych pod względem spędzania czasu z lekturą. Uwielbiam wciągające, intrygujące historie, które z każdą stroną odkrywają coraz więcej. Taka właśnie jest najnowsza powieść Jessie Burton. Daję jej ogromnego plusa.
Bohaterowie również są bardzo ciekawi. Każdy z nich jest inny, każdy z nich jest wyjątkowy, ale los niesamowicie potrafi ich połączyć za sprawą jednego obrazu i to nawet na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Zdecydowaną faworytką wśród postaci jest dla mnie Teresa. Ta postać jest najciekawsza i najbardziej tajemnicza. Oczywiście, pozostali również są warci uwagi. Olivia ze swoim niebywałym talentem malarskim. Izaak, o którym nie można powiedzieć, żeby był nudny. Jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych bohaterów tej powieści. Odelle także da się polubić. Poza tym to właśnie dzięki niej możemy poznać tę fantastyczną historię.
Ponadto jest to piękne przedstawienie emocji związanych ze sztuką i nie tylko z nią. Widać tutaj złość, miłość, przyjaźń, nienawiść. Wyczuwa się wszechobecną atmosferę jakiegoś tajemniczego wydarzenia, które niewątpliwie rzutuje na teraźniejszość. To powieść, która ukazuje potęgę ludzkiego umysłu jako narzędzia do tworzenia wspaniałych wizualizacji własnej wyobraźni.
Fabuła "Muzy" jest bardzo dobrze przemyślana, co zasługuje na kolejny plus. Uwielbiam książki, które potrafią zaciekawić już od pierwszych stron. Ta zdecydowanie do takich należy. Ponadto jest napisana w bardzo przystępny sposób. Czyta się ją szybko za sprawą niesamowitej historii, jaką przedstawia, a także stylu autorki, który z pewnością będzie odpowiadał wielu czytelnikom.
Najnowsza powieść Jessie Burton to wspaniała lektura, która wciąga bez reszty. To opowieść o tajemnicach, intrygach i strzeżeniu prawdy. Do tego jest to duży zastrzyk emocji. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak, jak i mnie. "Muza" Jessie Burton trafia na moją półkę jako kolejna ulubiona powieść. Gorąco polecam ją wszystkim tym, którym spodobała się "Miniaturzystka". Warto, aby sięgnęły po nią te osoby, które gustują w historiach ze sztuką w tle, a także wszyscy ci, którzy chcieliby przeczytać niesłychanie wciągającą, pełną sekretów książkę, która na pewno nie pozostanie Wam obojętna.
Czego dotyczy? To historia tajemniczego obrazu, który został namalowany przez słynnego hiszpańskiego malarza w latach 30. XX wieku, a zaginął w czasie II wojny światowej. W 1967 roku dzieło trafia do renomowanej londyńskiej galerii, czym wzbudza niemałe poruszenie wśród marszandów. Przez przypadek stenotypistka (Odelle Bastien) wpada na trop bardzo intrygującej zagadki sprzed trzydziestu lat. Jeszcze nie wie, że jest bliska odkrycia sekretu, którego ujawnienie wywołałoby wielką burzę w świecie sztuki..
Ostatnio przychodzi mi z trudem znalezienie takiej książki, od której nie mogłabym się oderwać i która byłaby tak dobra, że zepchnęłaby moje obowiązki na dalszy plan. Tym razem udało się. "Muza" pochłonęła mnie bez reszty, a zeszły wieczór uznaję za jeden z najlepszych pod względem spędzania czasu z lekturą. Uwielbiam wciągające, intrygujące historie, które z każdą stroną odkrywają coraz więcej. Taka właśnie jest najnowsza powieść Jessie Burton. Daję jej ogromnego plusa.
Bohaterowie również są bardzo ciekawi. Każdy z nich jest inny, każdy z nich jest wyjątkowy, ale los niesamowicie potrafi ich połączyć za sprawą jednego obrazu i to nawet na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Zdecydowaną faworytką wśród postaci jest dla mnie Teresa. Ta postać jest najciekawsza i najbardziej tajemnicza. Oczywiście, pozostali również są warci uwagi. Olivia ze swoim niebywałym talentem malarskim. Izaak, o którym nie można powiedzieć, żeby był nudny. Jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych bohaterów tej powieści. Odelle także da się polubić. Poza tym to właśnie dzięki niej możemy poznać tę fantastyczną historię.
Ponadto jest to piękne przedstawienie emocji związanych ze sztuką i nie tylko z nią. Widać tutaj złość, miłość, przyjaźń, nienawiść. Wyczuwa się wszechobecną atmosferę jakiegoś tajemniczego wydarzenia, które niewątpliwie rzutuje na teraźniejszość. To powieść, która ukazuje potęgę ludzkiego umysłu jako narzędzia do tworzenia wspaniałych wizualizacji własnej wyobraźni.
Fabuła "Muzy" jest bardzo dobrze przemyślana, co zasługuje na kolejny plus. Uwielbiam książki, które potrafią zaciekawić już od pierwszych stron. Ta zdecydowanie do takich należy. Ponadto jest napisana w bardzo przystępny sposób. Czyta się ją szybko za sprawą niesamowitej historii, jaką przedstawia, a także stylu autorki, który z pewnością będzie odpowiadał wielu czytelnikom.
Najnowsza powieść Jessie Burton to wspaniała lektura, która wciąga bez reszty. To opowieść o tajemnicach, intrygach i strzeżeniu prawdy. Do tego jest to duży zastrzyk emocji. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak, jak i mnie. "Muza" Jessie Burton trafia na moją półkę jako kolejna ulubiona powieść. Gorąco polecam ją wszystkim tym, którym spodobała się "Miniaturzystka". Warto, aby sięgnęły po nią te osoby, które gustują w historiach ze sztuką w tle, a także wszyscy ci, którzy chcieliby przeczytać niesłychanie wciągającą, pełną sekretów książkę, która na pewno nie pozostanie Wam obojętna.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
tytuł:"Muza"
tytuł oryginału: "The Muse: A Novel"
autor: Jessie Burton
tłumaczenie: Anna Sak
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 2016
liczba stron: 475
okładka: twarda
sobota, 30 lipca 2016
"Chwila szczęścia" Federico Moccia
"Chwilę szczęścia" przeczytałam kilka miesięcy temu, jednak jakoś nie miałam weny, żeby cokolwiek o tej książce napisać. Sięgnęłam po nią, kiedy choroba uziemiła mnie na dwa tygodnie w domu. Spośród wielu powieści, jakie czekają na półkach, wybrałam właśnie tę, jako jedno z moich wyzwań na 2016 rok. "Chwila szczęścia" była świetną odskocznią od myślenia o nieustającym przeziębieniu.
Nicco przeżywa właśnie kryzys. Jego dziewczyna, Alessia, odeszła od niego praktycznie bez słowa. Z pomocą w tych trudnych chwilach przychodzi jego najlepszy przyjaciel, Gruby, który zabiera go na różne imprezy, do baru itp. Chłopak zajmuje się sprzedażą pirackich płyt i filmów przez internet. Jego ciekawy styl życia nie kończy się na tym. Od roku spotyka się z dwiema dziewczynami. Jest człowiekiem, który nie za bardzo przejmuje się konsekwencjami i stara się brać z życia jak najwięcej. Nicco to jego zupełne przeciwieństwo. Pewnego dnia obaj poznają dwie turystki z Polski. Nie pozostają obojętni na to przypadkowe spotkanie...
Od zawsze miałam słabość do tego pięknego kraju jakim są Włochy. Odkąd pamiętam, marzy mi się podróż do Rzymu, dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po "Chwilę szczęścia", która już od dawna zalegała na mojej półce. Już wcześniej miałam okazję poznać twórczość autora. Zarówno "Trzy metry nad niebem", jak i "Tylko ciebie chcę" bardzo mi się podobały. Natomiast średnio przypadła mi do gustu powieść "Mężczyzna, którego nie chciała pokochać". Przyszedł czas na "Chwilę szczęścia", która z kolei zapowiadała się bardzo ciekawie, ale nie powaliła mnie na łopatki tak, jak te dwie pierwsze, które wymieniłam. Owszem, jest miło, klimatycznie, ale nie czytałam jej z zapartym tchem. W porównaniu z wcześniejszymi książkami czegoś mi tutaj zabrakło.
Jeżeli chodzi o samych bohaterów, oceniam ich raczej pozytywnie. Nicco to wrażliwy mężczyzna, który nieco pesymistycznie podchodzi do życia. Bardzo przeżywa rozstanie z ukochaną i w dużej mierze uważa siebie za winnego całej tej sprawy. Na szczęście ma przyjaciela, który jest jego zupełnym przeciwieństwem. Gruby we wszystkim widzi pozytywy. Nie zastanawia się, co zrobi, kiedy jego dwie dziewczyny poznają prawdę o swoim istnieniu. Chociaż nie przepadam, a wręcz mogę powiedzieć, że nie znoszę tego typu facetów, którzy bawią się na kilka frontów i nie widzą w tym nic złego, ten bohater zyskał moją sympatię. Za to, że pomimo swojego dosyć oryginalnego stylu życia, jest wspaniałym przyjacielem.
Jak można się bez problemu domyślić, nie zabrakło również wątku miłosnego. Dwie turystki z Polski nie pozostaną obojętne dla Włochów. Wręcz przeciwnie. Dzięki nim życie dwóch przystojniaków bardzo się zmieni. Chociaż historii o miłości jest mnóstwo i wiele jest tak podobnych do siebie, że temat staje się powoli oklepany, to tutaj był to bardzo trafiony pomysł. Nie każdy czytelnik lubi takie książki, ale czasami dobrze jest po takową sięgnąć. Na przykład mi tego typu lektura zapewnia świetną rozrywkę. Zwłaszcza, gdy skończę czytać coś, co zajęło mi dużo czasu, taka lekka książka jest wspaniałym sposobem na odprężenie.
"Chwila szczęścia" spodoba się zapewne tym, którzy lubią powieści obyczajowe z historią miłosną. Zdecydowanym plusem jest tutaj klimat Rzymu. Czytając tę książkę mogłam przenieść się do mojego wymarzonego miasta i czuć się, jak na wakacjach. Jest to dobra książka, dzięki której miło spędziłam czas, ale porównując ją chociażby z "Trzy metry nad niebem", nie wypada aż tak świetnie. Na szczęście mam już na horyzoncie kolejną część i liczę na to, że będę nią zachwycona tak, jak przy pierwszym spotkaniu z twórczością autora.
Wydawnictwo Muza
Nicco przeżywa właśnie kryzys. Jego dziewczyna, Alessia, odeszła od niego praktycznie bez słowa. Z pomocą w tych trudnych chwilach przychodzi jego najlepszy przyjaciel, Gruby, który zabiera go na różne imprezy, do baru itp. Chłopak zajmuje się sprzedażą pirackich płyt i filmów przez internet. Jego ciekawy styl życia nie kończy się na tym. Od roku spotyka się z dwiema dziewczynami. Jest człowiekiem, który nie za bardzo przejmuje się konsekwencjami i stara się brać z życia jak najwięcej. Nicco to jego zupełne przeciwieństwo. Pewnego dnia obaj poznają dwie turystki z Polski. Nie pozostają obojętni na to przypadkowe spotkanie...
Od zawsze miałam słabość do tego pięknego kraju jakim są Włochy. Odkąd pamiętam, marzy mi się podróż do Rzymu, dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po "Chwilę szczęścia", która już od dawna zalegała na mojej półce. Już wcześniej miałam okazję poznać twórczość autora. Zarówno "Trzy metry nad niebem", jak i "Tylko ciebie chcę" bardzo mi się podobały. Natomiast średnio przypadła mi do gustu powieść "Mężczyzna, którego nie chciała pokochać". Przyszedł czas na "Chwilę szczęścia", która z kolei zapowiadała się bardzo ciekawie, ale nie powaliła mnie na łopatki tak, jak te dwie pierwsze, które wymieniłam. Owszem, jest miło, klimatycznie, ale nie czytałam jej z zapartym tchem. W porównaniu z wcześniejszymi książkami czegoś mi tutaj zabrakło.
Jeżeli chodzi o samych bohaterów, oceniam ich raczej pozytywnie. Nicco to wrażliwy mężczyzna, który nieco pesymistycznie podchodzi do życia. Bardzo przeżywa rozstanie z ukochaną i w dużej mierze uważa siebie za winnego całej tej sprawy. Na szczęście ma przyjaciela, który jest jego zupełnym przeciwieństwem. Gruby we wszystkim widzi pozytywy. Nie zastanawia się, co zrobi, kiedy jego dwie dziewczyny poznają prawdę o swoim istnieniu. Chociaż nie przepadam, a wręcz mogę powiedzieć, że nie znoszę tego typu facetów, którzy bawią się na kilka frontów i nie widzą w tym nic złego, ten bohater zyskał moją sympatię. Za to, że pomimo swojego dosyć oryginalnego stylu życia, jest wspaniałym przyjacielem.
Jak można się bez problemu domyślić, nie zabrakło również wątku miłosnego. Dwie turystki z Polski nie pozostaną obojętne dla Włochów. Wręcz przeciwnie. Dzięki nim życie dwóch przystojniaków bardzo się zmieni. Chociaż historii o miłości jest mnóstwo i wiele jest tak podobnych do siebie, że temat staje się powoli oklepany, to tutaj był to bardzo trafiony pomysł. Nie każdy czytelnik lubi takie książki, ale czasami dobrze jest po takową sięgnąć. Na przykład mi tego typu lektura zapewnia świetną rozrywkę. Zwłaszcza, gdy skończę czytać coś, co zajęło mi dużo czasu, taka lekka książka jest wspaniałym sposobem na odprężenie.
"Chwila szczęścia" spodoba się zapewne tym, którzy lubią powieści obyczajowe z historią miłosną. Zdecydowanym plusem jest tutaj klimat Rzymu. Czytając tę książkę mogłam przenieść się do mojego wymarzonego miasta i czuć się, jak na wakacjach. Jest to dobra książka, dzięki której miło spędziłam czas, ale porównując ją chociażby z "Trzy metry nad niebem", nie wypada aż tak świetnie. Na szczęście mam już na horyzoncie kolejną część i liczę na to, że będę nią zachwycona tak, jak przy pierwszym spotkaniu z twórczością autora.
Wydawnictwo Muza
środa, 17 września 2014
"Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" Haruki Murakami
autor: Haruki Murakami
wydawnictwo: MUZA S.A.
liczba stron: 352
moja ocena: 9/10
Przyznam szczerze. Nie wiem, dlaczego, ale po przeczytaniu książki Alice Munro "Dziewczęta i kobiety", straciłam ochotę na twórczość najbardziej popularnych pisarzy ostatnich czasów, w tym Murakamiego. Teraz, pod wpływem chwili, sięgnęłam po pożyczoną od kuzynki książkę tegoż właśnie autora i.. jestem oczarowana!
Historia dotyczy inżyniera- Tsukuru, który zajmuje się budową dworców. Jako licealista był członkiem zgranej ekipy przyjaciół, którzy pewnego dnia, z niewiadomych przyczyn, nagle kazali mu się odłączyć. Chłopak, mimo iż nawet nie domyśla się przyczyny takiego postępowania ze strony znajomych, nie próbuje dociec prawdy. Dopiero po kilkunastu latach, po rozmowie z przyjaciółką, postanawia dowiedzieć się, co wydarzyło się w przeszłości. Tak rozpoczyna się jego podróż do wyjaśnienia sprawy i poznania samego siebie...
Dawno nie czytało mi się tak dobrze książki z głębszym przesłaniem. Naprawdę, byłam bardzo sceptycznie do nich nastawiona. I chociaż bardzo chciałam poznać ich treść, zawsze miałam pewne obawy. Haruki Murakami rozwiał je. Tą książkę po prostu uwielbiam. Jest fantastyczna. Nie mogłam się od niej oderwać.
Powieść daje wiele do myślenia. Dzięki niej możemy się naprawdę wiele dowiedzieć. Wyciągnąć wnioski. A nawet inaczej spoglądać na otaczającą nas rzeczywistość. Jest na świecie wiele osób, które uważają, że niewiele znaczą. Nie potrafią zrozumieć, że ktoś może ich szczerze lubić i widzieć w nich coś wartościowego. Ta książka będzie zdecydowanie dla takich osób. Główny bohater przez długi czas uważał się za człowieka "bezbarwnego". Takiego, który niczym się nie wyróżnia. Niczym nie może zabłysnąć. Tak oczywiście nie było, ale zanim Tsukuru doszedł do tego wniosku, minęło mnóstwo czasu.
Bohaterowie dokonali też bardzo ciekawego odkrycia. Gdy została zamordowana jedna z ich bliskich znajomych z początku mocno to przeżywali. Śmierć młodej osoby, to zawsze szok i wiele nasuwających się pytań, refleksji. Jednak po wielu latach dochodzą do wniosku, że być może i oni po części przyczynili się do pozbawienia jej życia. Nie w sensie fizycznym. Wiedzieli, że ma problem, a być może wykazywali zbyt małe zainteresowanie. To było bardzo ciekawe spostrzeżenie z ich strony.
Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością Murakamiego. Niedługo skończy się przerwa wakacyjna i trzeba będzie na trochę odłożyć czytanie książek. Mam jednak nadzieję, że znajdę chociaż trochę czasu i sięgnę po kolejne dwie książki autora, które czekają na mojej półce.
Wydawnictwo MUZA S.A.
Wyzwania:
wydawnictwo: MUZA S.A.
liczba stron: 352
moja ocena: 9/10
Przyznam szczerze. Nie wiem, dlaczego, ale po przeczytaniu książki Alice Munro "Dziewczęta i kobiety", straciłam ochotę na twórczość najbardziej popularnych pisarzy ostatnich czasów, w tym Murakamiego. Teraz, pod wpływem chwili, sięgnęłam po pożyczoną od kuzynki książkę tegoż właśnie autora i.. jestem oczarowana!
Historia dotyczy inżyniera- Tsukuru, który zajmuje się budową dworców. Jako licealista był członkiem zgranej ekipy przyjaciół, którzy pewnego dnia, z niewiadomych przyczyn, nagle kazali mu się odłączyć. Chłopak, mimo iż nawet nie domyśla się przyczyny takiego postępowania ze strony znajomych, nie próbuje dociec prawdy. Dopiero po kilkunastu latach, po rozmowie z przyjaciółką, postanawia dowiedzieć się, co wydarzyło się w przeszłości. Tak rozpoczyna się jego podróż do wyjaśnienia sprawy i poznania samego siebie...
Dawno nie czytało mi się tak dobrze książki z głębszym przesłaniem. Naprawdę, byłam bardzo sceptycznie do nich nastawiona. I chociaż bardzo chciałam poznać ich treść, zawsze miałam pewne obawy. Haruki Murakami rozwiał je. Tą książkę po prostu uwielbiam. Jest fantastyczna. Nie mogłam się od niej oderwać.
Powieść daje wiele do myślenia. Dzięki niej możemy się naprawdę wiele dowiedzieć. Wyciągnąć wnioski. A nawet inaczej spoglądać na otaczającą nas rzeczywistość. Jest na świecie wiele osób, które uważają, że niewiele znaczą. Nie potrafią zrozumieć, że ktoś może ich szczerze lubić i widzieć w nich coś wartościowego. Ta książka będzie zdecydowanie dla takich osób. Główny bohater przez długi czas uważał się za człowieka "bezbarwnego". Takiego, który niczym się nie wyróżnia. Niczym nie może zabłysnąć. Tak oczywiście nie było, ale zanim Tsukuru doszedł do tego wniosku, minęło mnóstwo czasu.
Bohaterowie dokonali też bardzo ciekawego odkrycia. Gdy została zamordowana jedna z ich bliskich znajomych z początku mocno to przeżywali. Śmierć młodej osoby, to zawsze szok i wiele nasuwających się pytań, refleksji. Jednak po wielu latach dochodzą do wniosku, że być może i oni po części przyczynili się do pozbawienia jej życia. Nie w sensie fizycznym. Wiedzieli, że ma problem, a być może wykazywali zbyt małe zainteresowanie. To było bardzo ciekawe spostrzeżenie z ich strony.
Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością Murakamiego. Niedługo skończy się przerwa wakacyjna i trzeba będzie na trochę odłożyć czytanie książek. Mam jednak nadzieję, że znajdę chociaż trochę czasu i sięgnę po kolejne dwie książki autora, które czekają na mojej półce.
Wydawnictwo MUZA S.A.
Wyzwania:
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
"Pałac Północy" Carlos Ruiz Zafón
autor: Carlos Ruiz Zafón
wydawnictwo: MUZA S.A.
liczba stron: 288
moja ocena: 7/10
Z Carlosem Ruizem Zafónem "spotkałam się" nie raz. Przepadłam, czytając "Cień Wiatru". Zakochałam się w "Marinie". A "Księcia Mgły" bardzo polubiłam. Przyszedł moment, kiedy zabrałam się za "Pałac Północy".
Kalkuta, 1932 rok. Sierociniec St. Patrick's. Każdy wychowanek, który ukończy szesnaście lat musi opuścić swój dotychczasowy dom i rozpocząć życie jako dorosły człowiek. Taki los spotkał Bena i jego przyjaciół. Na krótko przed wyjazdem z sierocińca poznaje Sheere, którą zabiera na spotkanie ich tajnego stowarzyszenia do Pałacu Północy. Po poznaniu historii dziewczyny przyjaciele postanawiają jej pomóc. Wyruszają na poszukiwanie tajemniczego domu należącego do jej ojca. Zagadka doprowadza ich do strasznego sekretu. Pojawia się płonący duch. Po torach zniszczonego dworca przejeżdża palący się pociąg z umierającymi w ogniu dziećmi... Młodzi przyjaciele muszą rozwikłać zagadkę i ocalić siebie przed grożącym ich życiu niebezpieczeństwem...
"Pałac Północy" czytało mi się bardzo dobrze. Błyskawiczne tempo. Ciągła akcja. Ciągłe odkrywanie nowych elementów układanki. Do tego nuta horroru. Naprawdę, bardzo dobry pomysł. Przy tej książce nie sposób się nudzić. Na spokojnie można ją przeczytać w jeden dzień bez większego wysiłku, a zagwarantuje nam wspaniałą przygodę. Muszę jednak przyznać, że mimo iż książka jest świetna, nie podobała mi się aż tak jak "Marina" czy "Cień Wiatru". Owszem, polubiłam ją, ale zabrakło mi tego "czegoś", co znalazłam w wyżej wymienionych tytułach.
W pewnym momencie lektury przypomniał mi się film "Piła". Nie pamiętam, która część, ale fragment, w którym bohater musi wybrać odpowiednią skrzynkę spośród kilku (w jednej czai się śmierć), naprawdę przypomniał mi o tamtym horrorze. Na szczęście mimo wielu przerażających akcji, w książce nie znajdziemy tyle okrucieństwa, co w "Pile".
Zabrakło mi trochę bardziej rozwiniętego opisu bohaterów. W porównaniu z innymi książkami, poznajemy ich (jak dla mnie) w niewystarczającym stopniu. To chyba sprawiło, że nie dałabym tej książce maksymalnej oceny. Niemniej jednak, jeżeli lubicie dreszczyk emocji i powieści Zafóna, zachęcam do lektury.
Wydawnictwo MUZA S.A.
Wyzwania:
wydawnictwo: MUZA S.A.
liczba stron: 288
moja ocena: 7/10
Z Carlosem Ruizem Zafónem "spotkałam się" nie raz. Przepadłam, czytając "Cień Wiatru". Zakochałam się w "Marinie". A "Księcia Mgły" bardzo polubiłam. Przyszedł moment, kiedy zabrałam się za "Pałac Północy".
Kalkuta, 1932 rok. Sierociniec St. Patrick's. Każdy wychowanek, który ukończy szesnaście lat musi opuścić swój dotychczasowy dom i rozpocząć życie jako dorosły człowiek. Taki los spotkał Bena i jego przyjaciół. Na krótko przed wyjazdem z sierocińca poznaje Sheere, którą zabiera na spotkanie ich tajnego stowarzyszenia do Pałacu Północy. Po poznaniu historii dziewczyny przyjaciele postanawiają jej pomóc. Wyruszają na poszukiwanie tajemniczego domu należącego do jej ojca. Zagadka doprowadza ich do strasznego sekretu. Pojawia się płonący duch. Po torach zniszczonego dworca przejeżdża palący się pociąg z umierającymi w ogniu dziećmi... Młodzi przyjaciele muszą rozwikłać zagadkę i ocalić siebie przed grożącym ich życiu niebezpieczeństwem...
"Pałac Północy" czytało mi się bardzo dobrze. Błyskawiczne tempo. Ciągła akcja. Ciągłe odkrywanie nowych elementów układanki. Do tego nuta horroru. Naprawdę, bardzo dobry pomysł. Przy tej książce nie sposób się nudzić. Na spokojnie można ją przeczytać w jeden dzień bez większego wysiłku, a zagwarantuje nam wspaniałą przygodę. Muszę jednak przyznać, że mimo iż książka jest świetna, nie podobała mi się aż tak jak "Marina" czy "Cień Wiatru". Owszem, polubiłam ją, ale zabrakło mi tego "czegoś", co znalazłam w wyżej wymienionych tytułach.
W pewnym momencie lektury przypomniał mi się film "Piła". Nie pamiętam, która część, ale fragment, w którym bohater musi wybrać odpowiednią skrzynkę spośród kilku (w jednej czai się śmierć), naprawdę przypomniał mi o tamtym horrorze. Na szczęście mimo wielu przerażających akcji, w książce nie znajdziemy tyle okrucieństwa, co w "Pile".
Zabrakło mi trochę bardziej rozwiniętego opisu bohaterów. W porównaniu z innymi książkami, poznajemy ich (jak dla mnie) w niewystarczającym stopniu. To chyba sprawiło, że nie dałabym tej książce maksymalnej oceny. Niemniej jednak, jeżeli lubicie dreszczyk emocji i powieści Zafóna, zachęcam do lektury.
Wydawnictwo MUZA S.A.
Wyzwania:
czwartek, 27 marca 2014
"Książę Mgły" Carlos Ruiz Zafón
autor: Carlos Ruiz Zafón
wydawnictwo: MUZA S.A.
liczba stron: 200
moja ocena: 8/10
wydawnictwo: MUZA S.A.
liczba stron: 200
moja ocena: 8/10
Kolejna książka autorstwa Carlosa Ruiza Zafóna trafiła do
kolekcji przeczytanych. Jakie wrażenia towarzyszyły mi w trakcie czytania tym
razem?
Książkę zaczęłam wczoraj po południu, przed chwilą
dokończyłam ostatnią stronę. To już dowód na to, że „Księcia Mgły” czyta się
szybko i dobrze. Historia zaczyna się niepozornie, pod koniec II wojny
światowej. Rodzina Carverów przeprowadza się do małego miasteczka nad oceanem.
Dom jest zapuszczony i wypadałoby go porządnie wyremontować. Już na samym
początku najmłodsza z rodu Irina, postanawia przygarnąć zabłąkanego kota. Na
krótko po przeprowadzce rodzina odkrywa w jednym z pokoi projektor.
Zaciekawieni oglądają znalezione w domu filmy. Ku ich rozczarowaniu są to filmy
nagrywane amatorsko i w zasadzie nie dzieje się nic ciekawego. Pewnego dnia
nasz główny bohater Max poznaje w miasteczku Rolanda. Chłopcy zaprzyjaźniają
się ze sobą. Na następne spotkanie młody Carver przyprowadza swoją starszą
siostrę Alicję, która od razu wpada w oko Rolandowi. Po wspólnym nurkowaniu
poznają historię zatopionego w okolicy statku. Dziadek Rolanda- pan Victor
Kray, opowiada młodzieży mroczną historię wraku, a także zapoznaje ich z niesłychanie
tajemniczą postacią jaką jest Doktor Kain, zwany również Księciem Mgły. Od tej pory życie
nastolatków nie będzie już takie samo.. Ani się obejrzą, a ich życie stanie pod
wielkim znakiem zapytania..
Po raz kolejny jestem oczarowana twórczością Carlosa Ruiza
Zafóna. Po raz kolejny zafundował mi historię trzymającą w napięciu do samego
końca. Przyznaję, nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia jak „Cień Wiatru”
czy „Marina”, ale uważam ją za jedną z lepszych książek. Zawiera w sobie trochę
fantastyki, sensacji, ale myślę, że dominuje tu nuta horroru i thrillera.
Myślę, że teraz, kiedy znam tą historię, będę odczuwała dyskomfort spotykając
gdzieś klauna. Dlaczego? Przeczytajcie, a się dowiecie. Mogę jeszcze dodać, że
w „Księciu Mgły” pojawia się również wątek miłosny, jednak jest to miłość nieszczęśliwa.
Jest pewien fragment, który może wywołać potok łez (nie żartuję).
Książkę oczywiście polecam serdecznie. Jest krótka (cóż to
jest dwieście stron) i można ją „pożreć” w dosłownie jeden dzień. Autor jak
zwykle umila nam czas swoim stylem pisania i akcją trzymającą w napięciu. Dla
miłośników thrillerów, horrorów- jak najbardziej.
Wydawnictwo MUZA

Za książkę dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta
Wyzwania:
piątek, 7 marca 2014
"Marina" Carlos Ruiz Zafón
autor: Carlos Ruiz Zafón
wydawnictwo: MUZA
liczba stron: 304
moja ocena: 9/10
wydawnictwo: MUZA
liczba stron: 304
moja ocena: 9/10
Książka ta już od pewnego czasu leżała sobie spokojnie na
jednej z moich półek. Kiedy przeczytałam „Cień wiatru”, sięgnęłam właśnie po
nią. Opis z tyłu okładki przykuł moją uwagę. Prędko zabrałam się za lekturę.
Historia dotyczy młodego chłopaka- Óskara, który na co dzień
mieszka w internacie. Pewnego dnia za sprawą kota, który na jego oczach
upolował bezbronnego ptaka, trafia do tajemniczego domu. Kiedy okazuje się, że
nie jest w nim sam, szybko z niego ucieka. Dopiero po czasie orientuje się, że
w ręku pozostał mu zegarek, który nieświadomie zabrał z sekretnego miejsca.
Kiedy postanawia go oddać, spotyka pewną dziewczynę, która wie, do kogo należy
przedmiot. W ten oto sposób poznaje Marinę. Zaprzyjaźniają się ze sobą i
wpadają na trop bardzo intrygującej sprawy. Podążają śladem tajemniczej damy.
Jeszcze nie wiedzą, że wielka ciekawość zaprowadzi ich do największej i
najbardziej niebezpiecznej przygody życia. Przygody, która mogłaby stać się
inspiracją, dla najlepszych twórców horrorów…
Jeszcze niedawno byłam sceptycznie nastawiona do twórczości
Zafóna. Teraz stwierdzam, że było to zupełnie nieuzasadnione. Póki co, jestem
po przeczytaniu jego dwóch książek i nie zawiodłam się na nich. Wręcz
przeciwnie. Są jednymi z najlepszych, jakie miałam okazję poznać. Lubię
historie, które trzymają w napięciu. Zapewniają ciągłą akcję i nie nudzą
zbędnymi opisami. Taka jest właśnie „Marina”. Opowieść, która rozpoczyna się
niepozornie, a prowadzi do niezłego thrillera. Nie powiem, czasami można się
przerazić podczas czytania.
„Marina” to także historia o wielkiej przyjaźni i miłości.
Pozwala nam się cofać w czasie, by poznać wcześniejsze losy bohaterów, które
nie zawsze były przepełnione szczęściem. Bardzo podobała mi się więź, jaka
połączyła Óskara z Mariną. Taka przyjaźń z prawdziwego zdarzenia. Gotowa
przetrwać najcięższe chwile. Równie wspaniała okazała się dla mnie miłość, jaką
darzyła swojego męża Eva Irinova. Nawet w tej najbardziej dramatycznej chwili,
nie opuściła swojego ukochanego.
Uwielbiam takie książki. Myślę, że nie jest to moje ostatnie
spotkanie z twórczością Zafóna. Czeka na mnie jeszcze „Gra Anioła” i „Więzień
Nieba”. Mam nadzieję, że szybko nadarzy się okazja do ich przeczytania. Już
teraz „Marinę”, jak i po raz kolejny „Cień wiatru” mogę wszystkim z wielką przyjemnością
polecić.
Wyzwania:
Subskrybuj:
Posty (Atom)











