Co mogło pójść nie tak? Wymarzony dom na obrzeżach miasta. Wspaniały mąż i dzieci. Oaza spokoju i bezpieczeństwa. Tymczasem jedno przypadkowe spotkanie rujnuje idealne życie Justyny. Podczas wyjścia z córką na plac zabaw kobieta rozpoznaje w jednym mężczyźnie gwałciciela, który wiele lat temu ją skrzywdził i nie poniósł żadnych konsekwencji. Na domiar złego okazuje się, że mieszka on po sąsiedztwie i obecnie sprawia wrażenie wzorowego ojca i męża. Koszmarne wspomnienia wracają do Justyny ze zdwojoną siłą. Czy w takich okolicznościach nadal będzie ukrywać swoją bolesną przeszłość?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 marca 2023
„Kłamstwa, którymi oddycham” Katarzyna Misiołek
Są takie książki, które poruszają ważne tematy. Są takie książki, które nie dają o sobie zapomnieć. Są takie książki, które po przeczytaniu pozostawiają czytelnika w refleksyjnym nastroju. Czy taką właśnie jest powieść Katarzyny Misiołek pt. „Kłamstwa, którymi oddycham”?
Labels:
2023,
Czytajmy polską literaturę,
Katarzyna Misiołek,
Kłamstwa którymi oddycham,
Kłamstwo,
Manipulacja,
Novae Res,
Polscy autorzy,
Rodzina,
Sąsiedztwo,
Zło
niedziela, 12 marca 2023
„Jesienne liście” Andrzej F. Paczkowski
Sagi rodzinne to książki, które są niczym dobry serial. Na początku poznajesz bohaterów, powoli zaczynasz się z nimi zżywać, aż wreszcie nie możesz doczekać się poznania ich kolejnych losów. Czy „Jesienne liście” są właśnie tego typu książką?
Historia dotyczy trójki przyjaciół i ich rodzin, których bieg wydarzeń na zawsze ze sobą splata. Zosia, Janek i Łukasz urodzili się w tym samym roku, mieszkają w jednej wsi Karkoszce, razem chodzą do szkoły. Z biegiem czasu zaprzyjaźniają się ze sobą, ale dorastanie i burza hormonów psuje ich dotychczasową dziecięcą idyllę.
Zosia marzy o wyjściu za mąż za Łukasza, jednak ten nie mogąc poradzić sobie z targającymi nim emocjami, postanawia zostać księdzem. Tymczasem Janek również nie radząc sobie z rodzącym się w nim uczuciu postanawia związać swoją przyszłość z Zosią. Jakie będą konsekwencje podjętych przez nich decyzji?
Labels:
2023,
Andrzej F. Paczkowski,
Czytajmy polską literaturę,
Jesienne liście,
Polscy autorzy,
Problem,
Przyjaciele,
Rodzina,
Saga rodzinna,
WasPos
piątek, 13 stycznia 2023
„Fałszywe tropy” Katarzyna Wolwowicz
Dobry kryminał, to dobra czytelnicza rozrywka. Różnie kończyły się moje spotkania z tym gatunkiem. Raz byłam zachwycona, a raz znudzona, mimo że przecież kryminał powinien wciągać bez reszty. Jak było w przypadku „Fałszywych tropów” Katarzyny Wolwowicz?
Komisarz Olga Balicka oglądając lokalną telewizję dochodzi do wniosku, że w Jeleniej Górze jest wyjątkowy spokój. Niespodziewanie trafia na informację o wypadku samochodowym między Świeradowem-Zdrojem, a Szklarską Porębą. Nie przypuszcza, że to początek śledztwa, które będzie miało nieprzewidywalny koniec...
piątek, 20 września 2019
„Krewni” Piotr Górski
Nie poznałam do tej pory twórczości pana Piotra Górskiego. „Krewni” było
pierwszą powieścią autora, jaką miałam okazję przeczytać, ale czy ostatnią? Hmm…
Patrząc na wiele pozytywnych opinii dotyczących zarówno tej książki, jak i
poprzednich części, zapewne kiedyś po nie sięgnę. Tym bardziej, że niestety, ta
historia nie powaliła mnie na łopatki.
W jednym z gdańskich domów zostaje znalezione ciało uduszonej kobiety.
Komisarz Sławomir Kruk dowiaduje się, że przed śmiercią ofiara odkryła pewien
sekret. Sprawę utrudnia fakt, że rodzina zamordowanej nie ma zamiaru
współpracować z policją i prowadzi własne dochodzenie. Na domiar złego krewni zmarłej
nie powstrzymają się przed wymierzeniem sprawiedliwości na własną rękę… Czy
komisarz zdąży rozwiązać sprawę zanim będzie za późno?
Labels:
2019,
Booktime,
Czytajmy polską literaturę,
Harper Collins,
Krewni,
Kryminał,
Morderstwo,
Piotr Górski,
Polscy autorzy,
Rodzina,
Tajemnice
wtorek, 2 kwietnia 2019
„Pisarka” Katarzyna Michalak
Zauważyłam już jakiś czas temu, że twórczość Katarzyny Michalak często wywołuje dość sporo kontrowersji w czytelniczym świecie. Sama nie jestem do niej negatywnie nastawiona, a ponieważ przeczytałam już kilka książek autorki i mam z nimi całkiem miłe wspomnienia, chętnie sięgnęłam po „Pisarkę”.
To opowieść o, właśnie, pisarce, która postanowiła spisać wspomnienia dwojga młodych ludzi, których połączyło wielkie uczucie, a których los tak okrutnie doświadczył. Czy to powieść zakrawająca o biografię, czy też fikcja literacka? Przekonajcie się sami czytając tę książkę.
To opowieść o, właśnie, pisarce, która postanowiła spisać wspomnienia dwojga młodych ludzi, których połączyło wielkie uczucie, a których los tak okrutnie doświadczył. Czy to powieść zakrawająca o biografię, czy też fikcja literacka? Przekonajcie się sami czytając tę książkę.
środa, 15 sierpnia 2018
"Czarodzieje Hateway" Marek Bartłomiej Cabak
"Czarodzieje Hateway" trafili do mnie już jakiś czas temu. Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby napisać małe co nieco o tej książce. Kiedy pierwszy raz spojrzałam na okładkę, pomyślałam, że będzie to pewnie jakaś młodzieżowa fantastyka. Czy aby na pewno?
Wydawałoby się, że Demek jest przeciętnym szczecińskim studentem, jednak pewnego dnia jego życie przewraca się do góry nogami. Ojciec ginie w wypadku, a krótko po tym wydarzeniu wychodzą na jaw rodzinne tajemnice. Na domiar złego wokół zaczynają dziać się paranormalne zjawiska...
Przyznaję bez bicia, że bywały momenty, kiedy miałam ochotę odłożyć tę powieść i wrócić do niej trochę później. Jakoś nie mogłam się za bardzo wciągnąć pomimo tego, że nie ma tutaj zbędnych opisów, czy niepotrzebnych dłużyzn. Nie poddałam się i dałam się w końcu porwać bardzo ciekawej fabule, zaskakującym wydarzeniom, zwrotom akcji, a przede wszystkim nietuzinkowemu humorowi, którego jest tutaj całkiem sporo. Podoba mi się pomysł na tę powieść. Coś nowego, coś przygodowego, coś magicznego i to wszystko ładnie ze sobą wymieszane. Niespotykane w realnym świecie postacie, transmutacje, przenoszenie w inne miejsca. Do tego rodzinne sekrety, które ja w literaturze bardzo lubię.
Nie można tutaj pominąć bohaterów. Demek jest bardzo ciekawą postacią, przed którą stoi wiele wyzwań, łącznie z uratowaniem ludzkiego życia. Nagle w jego życiu pojawiają się istoty, jakich próżno szukać w codziennym świecie. Ponadto musi rozwiązać wiele rodzinnych zagadek, w czym jest niesamowicie zdeterminowany. Na początku myślałam, że będzie bardziej fajtłapowaty, jakiś bez wyrazu, ale jednak nie, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Warto również zaznaczyć, że cała rodzina Hatewayów ma sporo za uszami, a zazdrość, intrygi i kłamstwa wszystkich i każdego z osobna doprowadzają to nieprzewidywalnych wydarzeń.
"Czarodzieje Hateway" to przyjemna powieść z elementami magii. Pełna zwrotów akcji, humoru i zagadek, które ma się ochotę rozwiązać razem z głównym bohaterem. Wszystkiego dopełniają świetne ilustracje wykonane przez Joahannah, które ułatwiają nam wyobrażenie postaci. Polecam miłośnikom fantastyki. To książka nie tylko dla młodzieży. Również dorosły czytelnik znajdzie tutaj niemałą rozrywkę.
Wydawałoby się, że Demek jest przeciętnym szczecińskim studentem, jednak pewnego dnia jego życie przewraca się do góry nogami. Ojciec ginie w wypadku, a krótko po tym wydarzeniu wychodzą na jaw rodzinne tajemnice. Na domiar złego wokół zaczynają dziać się paranormalne zjawiska...
Przyznaję bez bicia, że bywały momenty, kiedy miałam ochotę odłożyć tę powieść i wrócić do niej trochę później. Jakoś nie mogłam się za bardzo wciągnąć pomimo tego, że nie ma tutaj zbędnych opisów, czy niepotrzebnych dłużyzn. Nie poddałam się i dałam się w końcu porwać bardzo ciekawej fabule, zaskakującym wydarzeniom, zwrotom akcji, a przede wszystkim nietuzinkowemu humorowi, którego jest tutaj całkiem sporo. Podoba mi się pomysł na tę powieść. Coś nowego, coś przygodowego, coś magicznego i to wszystko ładnie ze sobą wymieszane. Niespotykane w realnym świecie postacie, transmutacje, przenoszenie w inne miejsca. Do tego rodzinne sekrety, które ja w literaturze bardzo lubię.
Nie można tutaj pominąć bohaterów. Demek jest bardzo ciekawą postacią, przed którą stoi wiele wyzwań, łącznie z uratowaniem ludzkiego życia. Nagle w jego życiu pojawiają się istoty, jakich próżno szukać w codziennym świecie. Ponadto musi rozwiązać wiele rodzinnych zagadek, w czym jest niesamowicie zdeterminowany. Na początku myślałam, że będzie bardziej fajtłapowaty, jakiś bez wyrazu, ale jednak nie, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Warto również zaznaczyć, że cała rodzina Hatewayów ma sporo za uszami, a zazdrość, intrygi i kłamstwa wszystkich i każdego z osobna doprowadzają to nieprzewidywalnych wydarzeń.
"Czarodzieje Hateway" to przyjemna powieść z elementami magii. Pełna zwrotów akcji, humoru i zagadek, które ma się ochotę rozwiązać razem z głównym bohaterem. Wszystkiego dopełniają świetne ilustracje wykonane przez Joahannah, które ułatwiają nam wyobrażenie postaci. Polecam miłośnikom fantastyki. To książka nie tylko dla młodzieży. Również dorosły czytelnik znajdzie tutaj niemałą rozrywkę.
Za możliwość przeczytania dziękuję oficynie Wydajemy Książki
Wydawnictwo Wieża Czarnoksiężnika
czwartek, 27 lipca 2017
"Chata" William Paul Young
Wakacje, które miały być cudownym czasem spędzonym w rodzinnym gronie, okazują się dla Mackenziego największym koszmarem. Chwila uzasadnionej nieuwagi wystarcza, aby jego najmłodsza córka Missy została porwana. Niestety, wszystko wskazuje na to, że dziewczynka padła ofiarą seryjnego, psychopatycznego mordercy, który do tej pory pozostaje nieuchwytny. Kilka lat po tych wydarzeniach Mack jest pogrążony w Wielkim Smutku. Cały czas nie może się pogodzić z tym, co miało miejsce. Niespodziewanie dostaje list od Boga, który zaprasza go na weekend do chaty, w której wcześniej znaleziono dowody zbrodni. Zrozpaczony Mack postanawia przyjąć owe zaproszenie, chociaż nie uważa swojego zachowania za racjonalne. Jednak to, czego doświadcza na miejscu, przechodzi jego najśmielsze oczekiwania. Ma szanse znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania i wyleczenie ze smutku dzięki Trójcy Świętej, która ukazuje mu się zupełnie niestandardowo.
"Chata" to przepiękna opowieść o niewiarygodnej sile miłości, nadziei i dobra. To niesamowite przedstawienie Boga i jego wszechmocy w sposób przystępny dla każdego człowieka. Już dawno nie trafiłam na książkę, która niosłaby ze sobą tyle uczuć i emocji. Ukazuje, że bezinteresowna miłość jest w stanie pokonać wszystko, co najgorsze. Dzięki niej człowiek jest zdolny żyć w wewnętrznej radości i spokoju ducha nawet ze świadomością, że w jego życiu wydarzyło się coś bardzo złego. To trudne do wyobrażenia, ale po przeczytaniu tej historii, wydaje się być możliwe. Z miłością idzie w parze również wybaczenie, które często dużo nas kosztuje. Zwłaszcza, gdy winowajca dopuścił się wyjątkowego zła. Tutaj wyraźnie widać, w jaki sposób można z czystym sumieniem takiej osobie wybaczyć i że dzięki temu my sami poczujemy się lepiej.
Jestem pod wrażeniem wizerunku Boga, jaki został przedstawiony w tej książce. Często jest On ukazywany jako starzec, niekiedy groźny, innym razem niezrozumiały. Tym razem bliżej Mu do ludzi. Dzięki tej książce sami możemy znaleźć łatwiejsze do pojęcia odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Myślę, że dla wielu ludzi pokazanie Boga, który wychodzi do człowieka i staje się dla niego widzialny, napawa nadzieją, a być może sprawia, że odetchną z ulgą, bo od teraz będą mieć świadomość, że w górze naprawdę jest ktoś, kto kocha i wspiera nawet, gdy się zbłądzi.
"Chatę" jak najbardziej polecam. To pełna ciepła opowieść, która dodaje skrzydeł. Opowieść o miłości, której nie da się opisać słowami. Daje niesamowite poczucie bycia kochanym. Napawa nadzieją. Skłania do refleksji, a kto wie, może i do nawrócenia. Jeszcze raz polecam.
Za możliwość przeczytania dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta
Wydawnictwo Nowa Proza
tytuł: "Chata"
tytuł oryginału: "The Shack"
autor: William Paul Young
tłumaczenie: Anna Reszka
wydawnictwo: Nowa Proza
data wydania: 2017
liczba stron: 304
okładka: twarda
źródło okładki
sobota, 18 marca 2017
"Nigdy nie jesteś sama" Renata Adwent
Natłok wszelkich obowiązków uniemożliwiał mi ostatnio czytanie w takim wymiarze, jak zwykle, ale na szczęście znalazłam chwilę, żeby sięgnąć po "Nigdy nie jesteś sama" Renaty Adwent. Książkę, która bardzo mnie zaskoczyła...
Historia dotyczy w zasadzie czterech sióstr, chociaż ta jedna — Aniela, odgrywa tutaj znaczącą rolę. Na początku wszystko wydaje się być w porządku. Zgodna rodzina, bez większych problemów, a jedynie jakieś drobnostki, które szybko udaje się zniwelować. Niestety, pewnego dnia dochodzi do tragedii, którą każdy przeżywa na swój sposób. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze dopiero nadejdzie i dotknie właśnie bezpośrednio Anielę...
Dlaczego zdecydowałam się przeczytać tę powieść? Zaintrygował mnie jej opis. Dawno nie czytałam książki, w której bohater czy bohaterka musi się zmierzyć z przeciwnością losu, jaką jest choroba psychiczna. Wiadomo, jest to przerażające, ale z drugiej strony bardzo ciekawe. Poruszenie tak trudnego tematu to nie lada wyzwanie. Chociaż wiedziałam, bo w końcu zaznajomiłam się z opisem na okładce, czego mniej więcej się spodziewać, byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i tego, co dokładnie stanie się z główną bohaterką. Aż ciarki przechodzą po ciele...
Nie chcę zdradzać szczegółów tej strasznej dolegliwości, jaka zabrała Anieli radość życia. Warto natomiast skupić się na tym, co doprowadziło ją do takiego stanu, ponieważ osób o podobnym charakterze i sposobie myślenia jest na tym świecie całkiem sporo. Chodzi o poczucie, że czegoś nam brakuje, że wszyscy wokół są od nas lepsi, mają więcej, wszystko im się udaje i tak dalej. Często dochodzi do tego stopniowa utrata wiary w siebie, brak akceptacji, poczucie osamotnienia i ciągłe poszukiwanie drogi do zainteresowania innych swoją osobą. Chęć zaimponowania. Jednym do rozwiązania tego typu problemu wystarczy rozmowa z rodziną, przyjaciółmi, znalezienie nowego hobby. Niestety, inni idą dalej, co może doprowadzić do swego rodzaju obsesji, która z kolei może zakończyć się tragedią. Jest to przerażające, ale też często występujące zjawisko w rzeczywistości. Z jednej strony mnóstwo bogatych celebrytów, którym, wydawałoby się, wszystko się udaje, a z drugiej strony coraz więcej osób z kompleksami, niskim poczuciem własnej wartości, wszechobecna depresja. Myślę, że warto się nad tym zastanowić.
To moja kluczowa refleksja po przeczytaniu tej powieści. Co do samej książki i jej bohaterów muszę napisać, że są to bardzo ciekawe postacie. Każda z nich jest inna, wyrazista. Każda ma inny charakter. Jedne lubi się bardziej, drugie mniej. Wszystkie są, moim zdaniem, bardzo dobrze wykreowane. Nie będę opisywać po kolei, kto jaki jest, bo zajęłoby to zdecydowanie za wiele miejsca. Największą uwagę należy jednak zwrócić na Anielę, ponieważ to ona odgrywa tutaj znaczącą rolę i momentami nadaje historii klimat dobrego dreszczowca, za co przyznaję tej książce ogromnego plusa.
Skupiając się na stylu autorki, jest to bardzo lekko napisana powieść, chociaż dotyka trudnych tematów. Ostatnio miałam problem z czytaniem tak, jak dawniej, czyli po trzysta stron dziennie, nie tylko ze względu na brak czasu, ale przełamałam to właśnie przy "Nigdy nie jesteś sama", co świadczy o tym, że jest to historia wciągająca i nie dająca się odłożyć nawet na chwilę. Pochłonęłam ją prawie na poczekaniu. To kolejna jej zaleta.
O tej powieści mogłabym pisać i pisać, ponieważ bardzo przypadła mi do gustu i nie pozostawiła mnie po przeczytaniu bez kilku refleksji, a takie lektury wprost uwielbiam i najbardziej cenię. Chwyciła mnie za serce nie tylko fabułą i niebanalnymi bohaterami, ale przede wszystkim próbą poruszenia trudnego tematu, jakim jest choroba psychiczna, a także przekazaniem czytelnikowi tego wszystkiego w sposób niezwykle przystępny. Gorąco polecam.
wydawnictwo: Feeria
data wydania: 2017
liczba stron: 416
okładka: miękka
źródło okładki
Historia dotyczy w zasadzie czterech sióstr, chociaż ta jedna — Aniela, odgrywa tutaj znaczącą rolę. Na początku wszystko wydaje się być w porządku. Zgodna rodzina, bez większych problemów, a jedynie jakieś drobnostki, które szybko udaje się zniwelować. Niestety, pewnego dnia dochodzi do tragedii, którą każdy przeżywa na swój sposób. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze dopiero nadejdzie i dotknie właśnie bezpośrednio Anielę...
Dlaczego zdecydowałam się przeczytać tę powieść? Zaintrygował mnie jej opis. Dawno nie czytałam książki, w której bohater czy bohaterka musi się zmierzyć z przeciwnością losu, jaką jest choroba psychiczna. Wiadomo, jest to przerażające, ale z drugiej strony bardzo ciekawe. Poruszenie tak trudnego tematu to nie lada wyzwanie. Chociaż wiedziałam, bo w końcu zaznajomiłam się z opisem na okładce, czego mniej więcej się spodziewać, byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i tego, co dokładnie stanie się z główną bohaterką. Aż ciarki przechodzą po ciele...
Nie chcę zdradzać szczegółów tej strasznej dolegliwości, jaka zabrała Anieli radość życia. Warto natomiast skupić się na tym, co doprowadziło ją do takiego stanu, ponieważ osób o podobnym charakterze i sposobie myślenia jest na tym świecie całkiem sporo. Chodzi o poczucie, że czegoś nam brakuje, że wszyscy wokół są od nas lepsi, mają więcej, wszystko im się udaje i tak dalej. Często dochodzi do tego stopniowa utrata wiary w siebie, brak akceptacji, poczucie osamotnienia i ciągłe poszukiwanie drogi do zainteresowania innych swoją osobą. Chęć zaimponowania. Jednym do rozwiązania tego typu problemu wystarczy rozmowa z rodziną, przyjaciółmi, znalezienie nowego hobby. Niestety, inni idą dalej, co może doprowadzić do swego rodzaju obsesji, która z kolei może zakończyć się tragedią. Jest to przerażające, ale też często występujące zjawisko w rzeczywistości. Z jednej strony mnóstwo bogatych celebrytów, którym, wydawałoby się, wszystko się udaje, a z drugiej strony coraz więcej osób z kompleksami, niskim poczuciem własnej wartości, wszechobecna depresja. Myślę, że warto się nad tym zastanowić.
To moja kluczowa refleksja po przeczytaniu tej powieści. Co do samej książki i jej bohaterów muszę napisać, że są to bardzo ciekawe postacie. Każda z nich jest inna, wyrazista. Każda ma inny charakter. Jedne lubi się bardziej, drugie mniej. Wszystkie są, moim zdaniem, bardzo dobrze wykreowane. Nie będę opisywać po kolei, kto jaki jest, bo zajęłoby to zdecydowanie za wiele miejsca. Największą uwagę należy jednak zwrócić na Anielę, ponieważ to ona odgrywa tutaj znaczącą rolę i momentami nadaje historii klimat dobrego dreszczowca, za co przyznaję tej książce ogromnego plusa.
Skupiając się na stylu autorki, jest to bardzo lekko napisana powieść, chociaż dotyka trudnych tematów. Ostatnio miałam problem z czytaniem tak, jak dawniej, czyli po trzysta stron dziennie, nie tylko ze względu na brak czasu, ale przełamałam to właśnie przy "Nigdy nie jesteś sama", co świadczy o tym, że jest to historia wciągająca i nie dająca się odłożyć nawet na chwilę. Pochłonęłam ją prawie na poczekaniu. To kolejna jej zaleta.
O tej powieści mogłabym pisać i pisać, ponieważ bardzo przypadła mi do gustu i nie pozostawiła mnie po przeczytaniu bez kilku refleksji, a takie lektury wprost uwielbiam i najbardziej cenię. Chwyciła mnie za serce nie tylko fabułą i niebanalnymi bohaterami, ale przede wszystkim próbą poruszenia trudnego tematu, jakim jest choroba psychiczna, a także przekazaniem czytelnikowi tego wszystkiego w sposób niezwykle przystępny. Gorąco polecam.
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria
tytuł:"Nigdy nie jesteś sama"
autor: Renata Adwentwydawnictwo: Feeria
data wydania: 2017
liczba stron: 416
okładka: miękka
źródło okładki
Labels:
2017,
Czytajmy polską literaturę,
Feeria,
Miłość,
Nigdy nie jesteś sama,
Polscy autorzy,
Psychologia,
Renata Adwent,
Rodzina,
Siostry
niedziela, 6 marca 2016
"Cukiernia w ogrodzie" Carole Matthews
Literatura obyczajowa ma swoje plusy. Dzięki niej z pewnością możemy się zrelaksować, dlatego lubię czasami po nią sięgać. Jest to dla mnie świetna rozrywka. Jak było tym razem?
Trochę o fabule. Fay jest właścicielką cukierni w domowym ogrodzie. Jej życie opiera się na pracy i nieustannej opiece nad niewdzięczną matką. Poza tym od blisko dziesięciu lat jest związana z Anthonym, ale trudno powiedzieć, aby łączyło ich bajkowe uczucie. Któregoś dnia do brzegu dobija nowa łódź, a na jej pokładzie niesamowicie przystojny trzydziestolatek - Danny. Mężczyzna sprawia, że Fay zaczyna inaczej postrzegać swoje dotychczasowe życie. Niestety, los nie jest dla niej łaskawy. Przychodzi dzień, kiedy musi się pożegnać ze wszystkim, co do tej pory było jej bliskie. Kobieta musi podjąć bardzo ważną decyzję...
"Cukiernia w ogrodzie" jest książką, która mnie zaskoczyła. Myślałam, że trafiłam na powieść, która będzie dla mnie stanowić jedynie rozrywkę i nic z niej nie wyniosę. Myliłam się. Podczas lektury nie jeden raz nachodziła mnie refleksja nad ludzkim zachowaniem. W tym momencie należy wspomnieć o głównej bohaterce. Fay całe swoje życie poświęciła matce, która nigdy nie okazała jej cienia wdzięczności, a wręcz przeciwnie. Kobieta nigdy jednak nie poddała się. Mało tego, często doświadczała poczucia winy, gdy choć przez chwilę chciała zająć się swoimi sprawami. Nic dziwnego, skoro matka opanowała do perfekcji wpędzanie jej w ten stan. Często w realnym świecie spotyka się tego typu relacje, kiedy jeden człowiek manipuluje drugim poprzez obarczanie go winą. Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego ci potencjalnie słabsi ludzie tak łatwo im ulegają i sami przed sobą tłumaczą. Czy wynika to z ludzkiej naiwności? Czy z dobroci serca człowiek nie potrafi się komuś postawić? Czytając "Cukiernię w ogrodzie" będziecie mieli okazję się nad tym zastanowić.
Poza tym powieść Carole Matthews wywołała u mnie naprawdę silne emocje. Uwielbiam książki, które potrafią tak na mnie działać. Moje odczucia w trakcie lektury zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz bardzo współczułam głównej bohaterce i dzieliłam wraz z nią smutek. Innym razem denerwowała mnie swoim zachowaniem, kiedy aż chciało mi się krzyczeć, żeby wreszcie pomyślała o sobie. Wpadałam w złość, kiedy tylko pojawiały się fragmenty, w których matka Fay pokazywała swoje prawdziwe "ja". Swoją drogą zawsze daję szansę nawet tym negatywnym bohaterom i często jakiś przejaw dobroci jest w nich widoczny. Tutaj do samego końca Miranda nie zyskała nawet cienia mojej sympatii. Były też fragmenty, kiedy cieszyłam się, że wreszcie wszystko wychodzi na prostą, ale za moment nie mogłam uwierzyć, że los w tak okrutny sposób bawi się bohaterką. Wywoływanie tak różnych emocji jest niewątpliwie zaletą tej książki. Dzięki temu czytelnik nie może się nudzić.
Ta powieść uświadomiła mi bardzo istotną rzecz. W życiu warto być dobrym człowiekiem dla innych, ale nie powinno zapominać się o sobie. Czasami trzeba pomyśleć o własnym szczęściu i skupić się na nim. Nie należy jednak popadać w skrajność. Bycie egoistą nigdy nie wyjdzie na dobre i prędzej czy później odwróci się przeciwko nam. Takie wnioski wyciągnęłam po przeczytaniu "Cukierni w ogrodzie".
Historia niesie ze sobą jeszcze więcej. Oczywiście, nie zabrakło tutaj wątku miłosnego, który chociaż jest przewidywalny od samego początku (w zasadzie już po przeczytaniu opisu na okładce), nie jest banalny i całkowicie sielankowy. To również atut tej powieści. I tutaj można wyciągnąć ciekawy wniosek. Prawda jest taka, że prawdziwa miłość nie zna przeszkód. Nie da się przed nią uciec, schować, zapomnieć. Ona zawsze wraca. Nie ma na nią rady. Jest silniejsza od czegokolwiek. To najsilniejsze uczucie, jakiego doświadczają ludzie. Potrafi zwyciężyć wszystko, nawet największą nienawiść.
Ponadto jest to powieść, która idealnie odzwierciedla powiedzenie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Nie zawsze jest tak, że to najbliższa rodzina stanie za nami murem. Często to właśnie obcy ludzie są bardziej życzliwi i pomocni. Właśnie dla takich osób warto żyć i takim ludziom ofiarować swoje zaufanie i szacunek. Przekonała się o tym Fay, gdy całe jej życie legło w gruzach. Wtedy wyszło na jaw, kto jest jej prawdziwym przyjacielem.
"Cukiernię w ogrodzie" polecam wszystkim czytelnikom, którzy szukają ciekawej lektury. Z pewnością bardziej spodoba się paniom, chociaż może i panowie znajdą tutaj coś dla siebie. Myślę, że jeszcze sięgnę po twórczość autorki, ponieważ ta książka bardzo mi się spodobała. Natomiast Was, drodzy czytelnicy, zachęcam do zapoznania się z konkretnie tym tytułem. To naprawdę niesamowita powieść, która wywołuje mnóstwo emocji i pokazuje, że nie warto być egoistą, ale z pewnością należy od czasu do czasu pomyśleć o sobie, jeżeli całe swoje dotychczasowe życie poświęciliśmy innym.
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harper Collins
poniedziałek, 15 lutego 2016
"Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszka Tomczyszyn [recenzja przedpremierowa]
Jak to dobrze czasami przenieść się do świata nieco odmiennego od rzeczywistego. Od czasu do czasu potrzeba człowiekowi takiej odskoczni. Wtedy warto sięgnąć po książkę, która nam to zapewni. Taka jest właśnie powieść Agnieszki Tomczyszyn "Ezotero. Moje przeznaczenie".
Pola jest mieszkanką Góry Brocken. Magia i nadprzyrodzone zdolności to dla niej nic nadzwyczajnego. Kiedy pewnego dnia schodzi na Ziemię, gdzie odnajduje swoją rodzinę, ma okazję przekonać się, jak wiele dobra daje obecność kochających osób. Ponadto odkrywa, że życie ludzi często przepełnione jest wieloma problemami, z którymi ona, jako osoba o niesamowitych zdolnościach, mogłaby sobie raz dwa poradzić. Postanawia przeprowadzić wielką reformę zarówno na Górze Brocken, jak i w zwykłym świecie. Jednak zanim wprowadzi zmiany w życie, musi rozwiązać zagadkę dotyczącą tajemniczej dziewczyny, która często pojawia się w jej snach i odkryć, kim ona jest.
Kiedy przeczytałam zaledwie pięćdziesiąt z trzystu trzydziestu stron tej książki, przepadłam. Nie mogłam już się od niej oderwać. Jest to jedna z tych powieści, które nie pozwalają na to, aby je chociaż na chwilę odłożyć. Bardzo intrygował mnie wątek dotyczący owej tajemniczej dziewczyny. Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć, co z niego wyniknie. Dzięki temu książkę czytało mi się jak dobrą powieść sensacyjną, za co przyznaję jej bardzo dużego plusa.
Urzekła mnie również pomoc, jaką zaoferowała ludziom Pola. Żałuję, że jest to jedynie fikcja literacka, ponieważ zmiany, jakie wprowadziła bohaterka, byłyby doskonałym rozwiązaniem wszelkich ziemskich problemów. Muszę powiedzieć, że wręcz wzruszyły mnie niektóre fragmenty, w których nadprzyrodzone zdolności dziewczyny, dawały tyle radości i szczęścia. Nie chcę zdradzać fabuły, ale kiedy przeczytacie tę książkę, myślę, że przyznacie mi rację.
Bohaterów tej powieści nie da się nie lubić. Są to osoby bardzo sympatyczne, pełne ciepła i radości. Czuje się pozytywną energię, jaka od nich bije. Cieszę się niezmiernie, że miałam okazję ich poznać. Są to takie postacie, które chciałoby się spotkać w realnym świecie. Główna bohaterka szczególnie zyskała moją sympatię za chęć niesienia pomocy, brak egoizmu i odwagę, kiedy postanowiła wprowadzić tak wielkie zmiany.
Oczywiście, nie obyłoby się bez negatywnych charakterów. W tej książce również pojawiają się postacie, które za wszelką cenę chcą wszystko zniszczyć. Standardowo, chodzi o chęć władzy. Zawsze mnie zastanawia, skąd w ludziach taka żądza panowania. Nie mogę zrozumieć, że są w stanie zrobić dosłownie wszystko, aby to osiągnąć. Bez patrzenia na to czy zrobią tym komuś krzywdę. Idealnie sprawdza się tutaj powiedzenie "po trupach do celu". Chociaż nie cierpię takich osób w rzeczywistości, wywołują one dreszczyk emocji w literaturze. Tak jest i w tej książce. Mimo, że nie darzę najmniejszą sympatią tych negatywnych postaci, to dodają one nieco charakteru powieści, co również uważam za plus.
"Ezotero. Moje przeznaczenie" to powieść, która chwyta za serce. Niesamowita. Pełna nadziei i ciepła. To książka, w której spotkacie wiele wspaniałych postaci i z pewnością pozostaną w waszej pamięci na długo. Dzięki niej będziecie mogli oderwać się od szarej rzeczywistości i choć przez chwilę popatrzeć na wszystko bardziej optymistycznie. Ponadto "Ezotero. Moje przeznaczenie" to książka napisana w bardzo dobrym stylu. Wciągnie Was bez reszty, co niewątpliwie jest cechą, której oczekuje się od dobrej powieści.
Gorąco polecam wszystkim czytelnikom, którzy chcą choć na chwilę przenieść się do lepszego świata. Świata pełnego nadziei, miłości i ciepła. Myślę, że spodoba się również osobom, które lubią nieco bajkowe klimaty. Oczywiście, zachęcam do lektury także tych, którzy spotkali się już wcześniej z twórczością autorki czytając "Ezotero. Córka wiatru". Ja nie miałam jeszcze okazji poznać tej książki, ale z pewnością po nią sięgnę, ponieważ ta najnowsza bardzo mi przypadła do gustu.
Książka przeczytana w ramach wyzwania "Czytam fantastykę IV"
Pola jest mieszkanką Góry Brocken. Magia i nadprzyrodzone zdolności to dla niej nic nadzwyczajnego. Kiedy pewnego dnia schodzi na Ziemię, gdzie odnajduje swoją rodzinę, ma okazję przekonać się, jak wiele dobra daje obecność kochających osób. Ponadto odkrywa, że życie ludzi często przepełnione jest wieloma problemami, z którymi ona, jako osoba o niesamowitych zdolnościach, mogłaby sobie raz dwa poradzić. Postanawia przeprowadzić wielką reformę zarówno na Górze Brocken, jak i w zwykłym świecie. Jednak zanim wprowadzi zmiany w życie, musi rozwiązać zagadkę dotyczącą tajemniczej dziewczyny, która często pojawia się w jej snach i odkryć, kim ona jest.
Kiedy przeczytałam zaledwie pięćdziesiąt z trzystu trzydziestu stron tej książki, przepadłam. Nie mogłam już się od niej oderwać. Jest to jedna z tych powieści, które nie pozwalają na to, aby je chociaż na chwilę odłożyć. Bardzo intrygował mnie wątek dotyczący owej tajemniczej dziewczyny. Chciałam się jak najszybciej dowiedzieć, co z niego wyniknie. Dzięki temu książkę czytało mi się jak dobrą powieść sensacyjną, za co przyznaję jej bardzo dużego plusa.
Urzekła mnie również pomoc, jaką zaoferowała ludziom Pola. Żałuję, że jest to jedynie fikcja literacka, ponieważ zmiany, jakie wprowadziła bohaterka, byłyby doskonałym rozwiązaniem wszelkich ziemskich problemów. Muszę powiedzieć, że wręcz wzruszyły mnie niektóre fragmenty, w których nadprzyrodzone zdolności dziewczyny, dawały tyle radości i szczęścia. Nie chcę zdradzać fabuły, ale kiedy przeczytacie tę książkę, myślę, że przyznacie mi rację.
Bohaterów tej powieści nie da się nie lubić. Są to osoby bardzo sympatyczne, pełne ciepła i radości. Czuje się pozytywną energię, jaka od nich bije. Cieszę się niezmiernie, że miałam okazję ich poznać. Są to takie postacie, które chciałoby się spotkać w realnym świecie. Główna bohaterka szczególnie zyskała moją sympatię za chęć niesienia pomocy, brak egoizmu i odwagę, kiedy postanowiła wprowadzić tak wielkie zmiany.
Oczywiście, nie obyłoby się bez negatywnych charakterów. W tej książce również pojawiają się postacie, które za wszelką cenę chcą wszystko zniszczyć. Standardowo, chodzi o chęć władzy. Zawsze mnie zastanawia, skąd w ludziach taka żądza panowania. Nie mogę zrozumieć, że są w stanie zrobić dosłownie wszystko, aby to osiągnąć. Bez patrzenia na to czy zrobią tym komuś krzywdę. Idealnie sprawdza się tutaj powiedzenie "po trupach do celu". Chociaż nie cierpię takich osób w rzeczywistości, wywołują one dreszczyk emocji w literaturze. Tak jest i w tej książce. Mimo, że nie darzę najmniejszą sympatią tych negatywnych postaci, to dodają one nieco charakteru powieści, co również uważam za plus.
"Ezotero. Moje przeznaczenie" to powieść, która chwyta za serce. Niesamowita. Pełna nadziei i ciepła. To książka, w której spotkacie wiele wspaniałych postaci i z pewnością pozostaną w waszej pamięci na długo. Dzięki niej będziecie mogli oderwać się od szarej rzeczywistości i choć przez chwilę popatrzeć na wszystko bardziej optymistycznie. Ponadto "Ezotero. Moje przeznaczenie" to książka napisana w bardzo dobrym stylu. Wciągnie Was bez reszty, co niewątpliwie jest cechą, której oczekuje się od dobrej powieści.
Gorąco polecam wszystkim czytelnikom, którzy chcą choć na chwilę przenieść się do lepszego świata. Świata pełnego nadziei, miłości i ciepła. Myślę, że spodoba się również osobom, które lubią nieco bajkowe klimaty. Oczywiście, zachęcam do lektury także tych, którzy spotkali się już wcześniej z twórczością autorki czytając "Ezotero. Córka wiatru". Ja nie miałam jeszcze okazji poznać tej książki, ale z pewnością po nią sięgnę, ponieważ ta najnowsza bardzo mi przypadła do gustu.
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG
Książka przeczytana w ramach wyzwania "Czytam fantastykę IV"
poniedziałek, 4 maja 2015
"Ogród cieni" Virginia C. Andrews
autor: Virginia C. Andrews
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 320
moja ocena: 7/10
Tak, zakończyłam wspaniałą serię poświęconą rodzinie Dollangangerów. Jakie wrażenia? Cudowne, niesamowite, mnóstwo przemyśleń. Chociaż muszę przyznać, że ta część najmniej przypadła mi do gustu.
"Kto wiatr sieje..." to w zasadzie ostatni tom dotyczący "przygód" Cathy i Chrisa. W "Ogrodzie cieni" przenosimy się w czasie do wydarzeń, które miały miejsce sporo lat wstecz, zanim pojawiło się feralne rodzeństwo. Dzięki tej części historii dowiadujemy się kilku znaczących faktów, które nieco zakrzywiają obraz bohaterów, którzy zarówno moim, jak i pewnie Waszym zdaniem zasługiwali na miano tych negatywnych. Niestety, po przeczytaniu tego tomu, dochodzę do jednego wniosku. W rodzinie Foxworthów pokoleń panują nieszczęścia. Jedna fatalna decyzja ciągnie za sobą kolejną i tak dalej. To bardzo smutne, ale prawdziwe.
Wiele osób uważa, że "Ogród cieni" wyjaśnia poniekąd zachowanie Olivii i w niektórych momentach można ją nawet usprawiedliwiać. Ja nie do końca mam takie zdanie. Owszem, ta kobieta od dziecka była nieszczęśliwa. Wychodząc za mąż trafiła jakby z deszczu pod rynnę. Zamiast miłości spotkała się z chłodem, nieszczęściem, chęcią władzy i żądzą pieniądza. Nie tłumaczy to jednak faktu, dlaczego tak podle zachowała się wobec Alicji. Wymyśliła straszną intrygę, którą zrealizowała w rzeczywistości. Z zazdrości o piękno i życiowe powodzenie tamtej kobiety? Jeżeli tak, to mam co do niej mieszane uczucia zwłaszcza, że tamta przeszła naprawdę ciężkie chwile. Mało tego, Olivia jest kolejną ofiarą rodzinnej, chorej manipulacji i to nie ze strony Malcolma, którego znając z wcześniejszych części, można uznać za człowieka gotowego sterować wszystkim i wszystkimi. Co ciekawe, Olivia nie uzyskała w większej mierze mojej sympatii, mimo że poznałam jej motywy działania, ale za to coś tknęło mnie w sensie pozytywnym odnośnie Malcolma Foxwortha. I chociaż ten bezwzględny, wydawałoby się pozbawiony uczuć wyższych mężczyzna był istnym tyranem, tak w dosłownie ostatnich stronach książki zdobył u mnie punkt. Gdy okazało się, że całemu dalszemu pechowi rodziny Foxworthów jest winna tak naprawdę jeszcze gorsza osoba...
Czas pożegnać się z tą wspaniałą historią. Po raz kolejny zachęcam do przeczytania całej serii. Dla takich książek warto czytać. Cała saga przekazuje mnóstwo wskazówek i wartości. Niewątpliwie skłania do refleksji. Gwarantuję, że nie zapomnicie o niej tak łatwo.
Wydawnictwo Świat Książki
Zobacz również: | Kwiaty na poddaszu || Płatki na wietrze || A jeśli ciernie || Kto wiatr sieje |
| Ogród cieni |
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 320
moja ocena: 7/10
Tak, zakończyłam wspaniałą serię poświęconą rodzinie Dollangangerów. Jakie wrażenia? Cudowne, niesamowite, mnóstwo przemyśleń. Chociaż muszę przyznać, że ta część najmniej przypadła mi do gustu.
"Kto wiatr sieje..." to w zasadzie ostatni tom dotyczący "przygód" Cathy i Chrisa. W "Ogrodzie cieni" przenosimy się w czasie do wydarzeń, które miały miejsce sporo lat wstecz, zanim pojawiło się feralne rodzeństwo. Dzięki tej części historii dowiadujemy się kilku znaczących faktów, które nieco zakrzywiają obraz bohaterów, którzy zarówno moim, jak i pewnie Waszym zdaniem zasługiwali na miano tych negatywnych. Niestety, po przeczytaniu tego tomu, dochodzę do jednego wniosku. W rodzinie Foxworthów pokoleń panują nieszczęścia. Jedna fatalna decyzja ciągnie za sobą kolejną i tak dalej. To bardzo smutne, ale prawdziwe.
Wiele osób uważa, że "Ogród cieni" wyjaśnia poniekąd zachowanie Olivii i w niektórych momentach można ją nawet usprawiedliwiać. Ja nie do końca mam takie zdanie. Owszem, ta kobieta od dziecka była nieszczęśliwa. Wychodząc za mąż trafiła jakby z deszczu pod rynnę. Zamiast miłości spotkała się z chłodem, nieszczęściem, chęcią władzy i żądzą pieniądza. Nie tłumaczy to jednak faktu, dlaczego tak podle zachowała się wobec Alicji. Wymyśliła straszną intrygę, którą zrealizowała w rzeczywistości. Z zazdrości o piękno i życiowe powodzenie tamtej kobiety? Jeżeli tak, to mam co do niej mieszane uczucia zwłaszcza, że tamta przeszła naprawdę ciężkie chwile. Mało tego, Olivia jest kolejną ofiarą rodzinnej, chorej manipulacji i to nie ze strony Malcolma, którego znając z wcześniejszych części, można uznać za człowieka gotowego sterować wszystkim i wszystkimi. Co ciekawe, Olivia nie uzyskała w większej mierze mojej sympatii, mimo że poznałam jej motywy działania, ale za to coś tknęło mnie w sensie pozytywnym odnośnie Malcolma Foxwortha. I chociaż ten bezwzględny, wydawałoby się pozbawiony uczuć wyższych mężczyzna był istnym tyranem, tak w dosłownie ostatnich stronach książki zdobył u mnie punkt. Gdy okazało się, że całemu dalszemu pechowi rodziny Foxworthów jest winna tak naprawdę jeszcze gorsza osoba...
Czas pożegnać się z tą wspaniałą historią. Po raz kolejny zachęcam do przeczytania całej serii. Dla takich książek warto czytać. Cała saga przekazuje mnóstwo wskazówek i wartości. Niewątpliwie skłania do refleksji. Gwarantuję, że nie zapomnicie o niej tak łatwo.
Wydawnictwo Świat Książki
Zobacz również: | Kwiaty na poddaszu || Płatki na wietrze || A jeśli ciernie || Kto wiatr sieje |
| Ogród cieni |
wtorek, 14 kwietnia 2015
"Płatki na wietrze" Virginia C. Andrews
autor: Virginia C. Andrews
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 446
moja ocena: 9/10
Od przeczytania "Kwiatów na poddaszu" minął prawie rok. Pierwsza część opowiadająca o losach rodziny Dollangangerów zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dosłownie piorunujące. Nie mogłam się powstrzymać, gdy pewnego dnia zobaczyłam prawie całą serię w promocji i to sporej. Od tej pory "Kwiaty na poddaszu", "Płatki na wietrze" i "A jeśli ciernie" zajmowały miejsce na mojej półce. Zwlekałam jednak z przeczytaniem drugiej części. Dlaczego? Sama nawet nie wiem, ale nadrobiłam zaległości z czego jestem bardzo zadowolona, chociaż historia sama w sobie jest tak strasznie smutna...
Cathy, Chris oraz Carrie po ucieczce z koszmarnej posiadłości trafiają przypadkiem do domu doktora Paula Sheffielda. Samotny mężczyzna postanawia zaopiekować się trójką dzieci i traktować jak swoje własne. Mimo wszystko rodzeństwo nie może zapomnieć o swojej mrocznej przeszłości. Zwłaszcza Cathy, która najbardziej nie może pogodzić się z tym, co minęło. Czy dzieciom uda się w końcu osiągnąć spokój i rozpocząć normalne życie?
Cały czas JA sama nie mogę się pogodzić z faktem i zrozumieć, jak dla pieniędzy, sławy, prestiżu można tak potraktować własne dzieci?! Nie znam słowa, które mogłoby dosadnie określić zachowanie tej kobiety, która została znienawidzona przez własne dzieci. Najbardziej przeraża mnie fakt, że na świecie naprawdę istnieją osoby, które dla majątku są w stanie zrobić dosłownie wszystko. Szantażować, kraść, a co najgorsze, często zdobywać pieniądze robiąc przy tym krzywdę drugiej osobie. Nie chodzi tyle o krzywdę fizyczną, ale psychiczną, gdy okazuje się, że powiększanie konta w banku jest ważniejsze niż miłość.
Tak strasznie jest mi żal rodzeństwa Dollangangerów. Tyle nieszczęść spotkało te biedne dzieci. Najgorsze jest jednak to, że los nie rozpieszczał ich zbytnio nawet po zamieszkaniu z Paulem. Ciężko powiedzieć, ale chyba najlepiej z tym wszystkim radził sobie Chris. Bo choć cierpiał, wydawałoby się, że przeszedł przez to wszystko jakoś tak lżej. Nie można jednak traktować tego tak dosłownie, bo doskwierał mu ogromny "problem", jakim była miłość do ukochanej kobiety. Kobiety, która nigdy nie miała stać się jego na zawsze. Carrie z kolei musiała przejść przez kolejne koszmarne doświadczenia, jakby nie dość złego wydarzyło się w Foxworth Hall. Nie mogę zdradzić, co dokładnie jej się przydarzyło. Jedyne, co mogę napisać to to, że strasznie doskwierał jej niski wzrost, który w dużej mierze przyczynił się do nieszczęść dziewczynki. Co do Cathy, tu można by napisać najwięcej. Ta dziewczyna przeszła przez piekło. Przechodziła przez nie zdaje się najdłużej ze wszystkich. Nie mogła w żaden sposób zapomnieć o przeszłości. Chciała za wszelką cenę skonfrontować się z wyrodną matką i zemścić się na niej za całe zło, jakie spotkało rodzeństwo. Poświęciła dla tego celu wiele. Niejeden człowiek powiedziałby, że za dużo...
Co do książki, jako książki mogę napisać, że na pewno nie jest to powieść na poprawę humoru. Jednak warto się nią zainteresować. Dlaczego? Dlatego, żeby dostrzec, ile są w stanie zrobić ludzie dla bogactwa, ale przede wszystkim po to, aby zauważyć, ile jest w stanie zrobić człowiek dla miłości, poczucia kochania, przynależności, ponieważ to jest najważniejsze. Książka ta udowadnia nam po raz kolejny, że pieniądze wcale nie dają prawdziwego szczęścia, a wręcz przeciwnie, mogą doprowadzić do ogromnej tragedii.
Jest to mimo całego smutku wspaniała powieść, którą polecam każdemu. Niesamowita historia, która daje wiele do myślenia.
Wydawnictwo Świat Książki
Zobacz również: | Kwiaty na poddaszu || Płatki na wietrze || A jeśli ciernie || Kto wiatr sieje |
| Ogród cieni |
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 446
moja ocena: 9/10
Od przeczytania "Kwiatów na poddaszu" minął prawie rok. Pierwsza część opowiadająca o losach rodziny Dollangangerów zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dosłownie piorunujące. Nie mogłam się powstrzymać, gdy pewnego dnia zobaczyłam prawie całą serię w promocji i to sporej. Od tej pory "Kwiaty na poddaszu", "Płatki na wietrze" i "A jeśli ciernie" zajmowały miejsce na mojej półce. Zwlekałam jednak z przeczytaniem drugiej części. Dlaczego? Sama nawet nie wiem, ale nadrobiłam zaległości z czego jestem bardzo zadowolona, chociaż historia sama w sobie jest tak strasznie smutna...
Cathy, Chris oraz Carrie po ucieczce z koszmarnej posiadłości trafiają przypadkiem do domu doktora Paula Sheffielda. Samotny mężczyzna postanawia zaopiekować się trójką dzieci i traktować jak swoje własne. Mimo wszystko rodzeństwo nie może zapomnieć o swojej mrocznej przeszłości. Zwłaszcza Cathy, która najbardziej nie może pogodzić się z tym, co minęło. Czy dzieciom uda się w końcu osiągnąć spokój i rozpocząć normalne życie?
Cały czas JA sama nie mogę się pogodzić z faktem i zrozumieć, jak dla pieniędzy, sławy, prestiżu można tak potraktować własne dzieci?! Nie znam słowa, które mogłoby dosadnie określić zachowanie tej kobiety, która została znienawidzona przez własne dzieci. Najbardziej przeraża mnie fakt, że na świecie naprawdę istnieją osoby, które dla majątku są w stanie zrobić dosłownie wszystko. Szantażować, kraść, a co najgorsze, często zdobywać pieniądze robiąc przy tym krzywdę drugiej osobie. Nie chodzi tyle o krzywdę fizyczną, ale psychiczną, gdy okazuje się, że powiększanie konta w banku jest ważniejsze niż miłość.
Tak strasznie jest mi żal rodzeństwa Dollangangerów. Tyle nieszczęść spotkało te biedne dzieci. Najgorsze jest jednak to, że los nie rozpieszczał ich zbytnio nawet po zamieszkaniu z Paulem. Ciężko powiedzieć, ale chyba najlepiej z tym wszystkim radził sobie Chris. Bo choć cierpiał, wydawałoby się, że przeszedł przez to wszystko jakoś tak lżej. Nie można jednak traktować tego tak dosłownie, bo doskwierał mu ogromny "problem", jakim była miłość do ukochanej kobiety. Kobiety, która nigdy nie miała stać się jego na zawsze. Carrie z kolei musiała przejść przez kolejne koszmarne doświadczenia, jakby nie dość złego wydarzyło się w Foxworth Hall. Nie mogę zdradzić, co dokładnie jej się przydarzyło. Jedyne, co mogę napisać to to, że strasznie doskwierał jej niski wzrost, który w dużej mierze przyczynił się do nieszczęść dziewczynki. Co do Cathy, tu można by napisać najwięcej. Ta dziewczyna przeszła przez piekło. Przechodziła przez nie zdaje się najdłużej ze wszystkich. Nie mogła w żaden sposób zapomnieć o przeszłości. Chciała za wszelką cenę skonfrontować się z wyrodną matką i zemścić się na niej za całe zło, jakie spotkało rodzeństwo. Poświęciła dla tego celu wiele. Niejeden człowiek powiedziałby, że za dużo...
Co do książki, jako książki mogę napisać, że na pewno nie jest to powieść na poprawę humoru. Jednak warto się nią zainteresować. Dlaczego? Dlatego, żeby dostrzec, ile są w stanie zrobić ludzie dla bogactwa, ale przede wszystkim po to, aby zauważyć, ile jest w stanie zrobić człowiek dla miłości, poczucia kochania, przynależności, ponieważ to jest najważniejsze. Książka ta udowadnia nam po raz kolejny, że pieniądze wcale nie dają prawdziwego szczęścia, a wręcz przeciwnie, mogą doprowadzić do ogromnej tragedii.
Jest to mimo całego smutku wspaniała powieść, którą polecam każdemu. Niesamowita historia, która daje wiele do myślenia.
Wydawnictwo Świat Książki
Zobacz również: | Kwiaty na poddaszu || Płatki na wietrze || A jeśli ciernie || Kto wiatr sieje |
| Ogród cieni |
niedziela, 13 lipca 2014
"Spotkamy się pod drzewem ombu" Santa Montefiore
autor: Santa Montefiore
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 560
moja ocena: 10/10
Na książkę trafiłam przypadkiem szukając innego tytułu. Zaintrygowała mnie, a skoro była dostępna w bibliotece, to chętnie "zaopiekowałam się" nią. W ten sposób poznałam wspaniałą historię, która dawno mnie tak nie wzruszyła.
Sofia Solanas jest wyjątkowo przebojową dziewczyną wychowywaną w dużej i kochającej się rodzinie. Rozpieszczona, uparta i strasznie dumna. Jej ulubione zajęcia często odbiegają od typowych zabaw jej kuzynek. Zdecydowanie woli grać w polo i wspinać się na drzewa. Jest uwielbiana przez wszystkich, za wyjątkiem swojej matki, której uwagę pragnie za wszelką cenę przyciągnąć. Pewnego dnia wdaje się w romans, który może okryć hańbą całą rodzinę. Rodzice postanawiają wysłać ją za granicę. Nie spodziewają się jednak, że ta decyzja stanowczo zmieni życie wszystkich członków rodziny...
Gdy przyszło mi odebrać książkę z biblioteki, przyznam szczerze, nie spodziewałam się, że jej objętość będzie tak duża. Pewnie, zawsze można sprawdzić w Internecie, ile ma stron, ale jakoś nie zwróciłam wówczas na to uwagi. Pomyślałam, że może wcale nie będzie tak kolorowo z czytaniem. Nic bardziej mylnego. Książka ma 560 stron, ale jest tak wspaniała, że mogłaby mieć ich nawet z tysiąc. Czyta się ją bardzo szybko.
Uwielbiam takie sagi rodzinne. Wszechobecne sekrety i intrygi. Coś, o czym lubię czytać. Tutaj jest tego sporo. Ta książka pokazuje, jak bardzo wszelkie tajemnice i nieczyste zagrania wobec innych, mogą zmienić wydarzenia. Jak jedna źle podjęta decyzja może zaważyć na losie bliskich. Niesamowite. Ile czasu musi minąć, aby rozumieć swoje błędy.
Kiedy skończyłam czytać powieść od razu przypomniał mi się mój maturalny temat: "motyw walki człowieka z przeznaczeniem". Miałam nieodparte wrażenie, że ta książka bardzo by do niego pasowała. Szczególnie, gdy główna bohaterka zaczęła się w pewnym momencie zastanawiać, co by było, gdyby nie uniosła się dumą i postąpiła inaczej. Prawdopodobnie nie mielibyśmy takiego zakończenia, jakie jest (a jest o wiele lepsze i głębsze niż: "i żyli długo, i szczęśliwie"). Sama zaczęłam myśleć o tym, czy aby na pewno Sofia dobrze robi. W wielu kwestiach nie zgadzałam się z nią i bardzo mnie drażniła. Ale cóż, dzięki temu znamy rezultat jej poczynań i zawsze możemy wykorzystać to w naszym życiu, aby zapobiec podjęciu złych decyzji. Kilka razy pomyśleć, zanim coś się zrobi.
Może trochę szkoda, że okładka zdradza z kim Sofia wda się w romans. Z jednej strony można się tego od początku domyślić, ale z drugiej od razu mamy informacje podane jak na tacy. Ja nie zdradzę o kogo chodzi. Po prostu. Jest to miłość zakazana, ale równie piękna. Miłość, która zdarza się raz w życiu. Wyjątkowo szczera i oddana. Która potrafi przetrwać zarówno próbę czasu jak i odległości.
Jest to książka wyjątkowa. Wzruszająca. Uwielbiam takie historie. Chociaż wolałabym, aby jednak skończyła się trochę inaczej i tak jest fantastyczna. Piękna opowieść, która chwyta za serce. Polecam. Długo o niej nie zapomnicie.
Wydawnictwo Świat Książki
Wyzwania:
wydawnictwo: Świat Książki
liczba stron: 560
moja ocena: 10/10
Na książkę trafiłam przypadkiem szukając innego tytułu. Zaintrygowała mnie, a skoro była dostępna w bibliotece, to chętnie "zaopiekowałam się" nią. W ten sposób poznałam wspaniałą historię, która dawno mnie tak nie wzruszyła.
Sofia Solanas jest wyjątkowo przebojową dziewczyną wychowywaną w dużej i kochającej się rodzinie. Rozpieszczona, uparta i strasznie dumna. Jej ulubione zajęcia często odbiegają od typowych zabaw jej kuzynek. Zdecydowanie woli grać w polo i wspinać się na drzewa. Jest uwielbiana przez wszystkich, za wyjątkiem swojej matki, której uwagę pragnie za wszelką cenę przyciągnąć. Pewnego dnia wdaje się w romans, który może okryć hańbą całą rodzinę. Rodzice postanawiają wysłać ją za granicę. Nie spodziewają się jednak, że ta decyzja stanowczo zmieni życie wszystkich członków rodziny...
Gdy przyszło mi odebrać książkę z biblioteki, przyznam szczerze, nie spodziewałam się, że jej objętość będzie tak duża. Pewnie, zawsze można sprawdzić w Internecie, ile ma stron, ale jakoś nie zwróciłam wówczas na to uwagi. Pomyślałam, że może wcale nie będzie tak kolorowo z czytaniem. Nic bardziej mylnego. Książka ma 560 stron, ale jest tak wspaniała, że mogłaby mieć ich nawet z tysiąc. Czyta się ją bardzo szybko.
Uwielbiam takie sagi rodzinne. Wszechobecne sekrety i intrygi. Coś, o czym lubię czytać. Tutaj jest tego sporo. Ta książka pokazuje, jak bardzo wszelkie tajemnice i nieczyste zagrania wobec innych, mogą zmienić wydarzenia. Jak jedna źle podjęta decyzja może zaważyć na losie bliskich. Niesamowite. Ile czasu musi minąć, aby rozumieć swoje błędy.
Kiedy skończyłam czytać powieść od razu przypomniał mi się mój maturalny temat: "motyw walki człowieka z przeznaczeniem". Miałam nieodparte wrażenie, że ta książka bardzo by do niego pasowała. Szczególnie, gdy główna bohaterka zaczęła się w pewnym momencie zastanawiać, co by było, gdyby nie uniosła się dumą i postąpiła inaczej. Prawdopodobnie nie mielibyśmy takiego zakończenia, jakie jest (a jest o wiele lepsze i głębsze niż: "i żyli długo, i szczęśliwie"). Sama zaczęłam myśleć o tym, czy aby na pewno Sofia dobrze robi. W wielu kwestiach nie zgadzałam się z nią i bardzo mnie drażniła. Ale cóż, dzięki temu znamy rezultat jej poczynań i zawsze możemy wykorzystać to w naszym życiu, aby zapobiec podjęciu złych decyzji. Kilka razy pomyśleć, zanim coś się zrobi.
Może trochę szkoda, że okładka zdradza z kim Sofia wda się w romans. Z jednej strony można się tego od początku domyślić, ale z drugiej od razu mamy informacje podane jak na tacy. Ja nie zdradzę o kogo chodzi. Po prostu. Jest to miłość zakazana, ale równie piękna. Miłość, która zdarza się raz w życiu. Wyjątkowo szczera i oddana. Która potrafi przetrwać zarówno próbę czasu jak i odległości.
Jest to książka wyjątkowa. Wzruszająca. Uwielbiam takie historie. Chociaż wolałabym, aby jednak skończyła się trochę inaczej i tak jest fantastyczna. Piękna opowieść, która chwyta za serce. Polecam. Długo o niej nie zapomnicie.
Wydawnictwo Świat Książki
Wyzwania:
Labels:
2014,
Czytam literaturę amerykańską,
Intryga,
Miłość,
Przyjaźń,
Rodzina,
Santa Montefiore,
Spotkamy się pod drzewem ombu,
Świat Książki,
Tajemnice
poniedziałek, 2 czerwca 2014
"Adam i Ewy" Monika Orłowska
autor: Monika Orłowska
wydawnictwo: Replika
liczba stron: 236
moja ocena: 8/10
"Adam i Ewy" to książka, która już dawno temu rzuciła mi się w oczy na półce w księgarni. Długo jednak nie zabierałam się za jej przeczytanie. Kiedy w końcu zdecydowałam się na zapoznanie się z jej treścią, usłyszałam, że wcale nie jest wybitnie dobra. Średnia. Postanowiłam sama się o tym przekonać..
Ewa jest kobietą zbliżającą się do czterdziestki. Ma dobrze zarabiającego męża Adama, kochaną córeczkę Karolinkę i mądrą pasierbicę Ewę. To jednak nie wszyscy członkowie rodziny. Jest jeszcze Maria Bajer- matka Adama. Starsza kobieta, która przeszła dwa udary. Jest w zasadzie pozbawiona wszelkich oznak życia. Funkcjonuje jak "roślina". Niestety, życie tak się ułożyło, że to właśnie Ewa musi pielęgnować swoją teściową. Adam pracuje za granicą i zamiast choć odrobiny wdzięczności, obwinia swoją żonę o złe sprawowanie opieki nad schorowaną matką. Życie młodej pani Bajer jeszcze bardziej się komplikuje, gdy wychodzi na jaw prawda długo skrywana przez męża i jego rodzinę.
Niedawno przeczytałam "Dom cudzych marzeń" Philippy Gregory. Tam spotkałam się z typem bohatera, którego nie znoszę. Dorosły mężczyzna, a zachowujący się jak rozkapryszone dziecko. Tutaj wcale nie było lepiej. Mąż praktycznie nie dbający o żonę i jej potrzeby. Wiecznie za granicą. Nie okazujący zbytniej czułości. Do tego ten sekret, który wstrząsnąłby chyba każdą kobietą w związku. Kolejny przykład mężczyzny, którego należy unikać jak ognia.
Wielkie brawa dla Ewy, która dzielnie opiekowała się sparaliżowaną teściową, wychowywała swoją córkę i pasierbicę, a także prowadziła dom i starała się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki jako synowa, matka i żona. Podziwiam ją za cierpliwość, ale nie pochwalam jej naiwności. Dopiero dawna koleżanka uświadomiła jej, że tak naprawdę Ewa nie ma za wiele do powiedzenia w swoim domu. Że wcale nie jest szczęśliwa. Dobrze, że kobieta to zauważyła i starała się powoli temu zaradzić.
Uważam, ze zakończenie tej historii również zasługuje na oklaski, ponieważ pozostawia nas w miejscu, gdzie wszystko jest możliwe. Ewa może wybrać jedną spośród wielu dróg przygotowanych przez los. To mi się podoba. Chociaż z drugiej strony ciekawość mnie zżera, co powiedziałby jej mąż prosto w oczy, gdyby się spotkali. Wyjaśniłby sytuację, czy też przyznał do błędu?
"Adam i Ewy" to bardzo dobra książka. Mimo, że nie kończy się słowami:" żyli długo i szczęśliwie" jest warta przeczytania. Porusza problemy natury codziennej. Jest wyjątkowo realna. Na pewno daje do myślenia i długo pozostaje w pamięci. Polecam
Wydawnictwo Replika
Wyzwania:
wydawnictwo: Replika
liczba stron: 236
moja ocena: 8/10
"Adam i Ewy" to książka, która już dawno temu rzuciła mi się w oczy na półce w księgarni. Długo jednak nie zabierałam się za jej przeczytanie. Kiedy w końcu zdecydowałam się na zapoznanie się z jej treścią, usłyszałam, że wcale nie jest wybitnie dobra. Średnia. Postanowiłam sama się o tym przekonać..
Ewa jest kobietą zbliżającą się do czterdziestki. Ma dobrze zarabiającego męża Adama, kochaną córeczkę Karolinkę i mądrą pasierbicę Ewę. To jednak nie wszyscy członkowie rodziny. Jest jeszcze Maria Bajer- matka Adama. Starsza kobieta, która przeszła dwa udary. Jest w zasadzie pozbawiona wszelkich oznak życia. Funkcjonuje jak "roślina". Niestety, życie tak się ułożyło, że to właśnie Ewa musi pielęgnować swoją teściową. Adam pracuje za granicą i zamiast choć odrobiny wdzięczności, obwinia swoją żonę o złe sprawowanie opieki nad schorowaną matką. Życie młodej pani Bajer jeszcze bardziej się komplikuje, gdy wychodzi na jaw prawda długo skrywana przez męża i jego rodzinę.
Niedawno przeczytałam "Dom cudzych marzeń" Philippy Gregory. Tam spotkałam się z typem bohatera, którego nie znoszę. Dorosły mężczyzna, a zachowujący się jak rozkapryszone dziecko. Tutaj wcale nie było lepiej. Mąż praktycznie nie dbający o żonę i jej potrzeby. Wiecznie za granicą. Nie okazujący zbytniej czułości. Do tego ten sekret, który wstrząsnąłby chyba każdą kobietą w związku. Kolejny przykład mężczyzny, którego należy unikać jak ognia.
Wielkie brawa dla Ewy, która dzielnie opiekowała się sparaliżowaną teściową, wychowywała swoją córkę i pasierbicę, a także prowadziła dom i starała się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki jako synowa, matka i żona. Podziwiam ją za cierpliwość, ale nie pochwalam jej naiwności. Dopiero dawna koleżanka uświadomiła jej, że tak naprawdę Ewa nie ma za wiele do powiedzenia w swoim domu. Że wcale nie jest szczęśliwa. Dobrze, że kobieta to zauważyła i starała się powoli temu zaradzić.
Uważam, ze zakończenie tej historii również zasługuje na oklaski, ponieważ pozostawia nas w miejscu, gdzie wszystko jest możliwe. Ewa może wybrać jedną spośród wielu dróg przygotowanych przez los. To mi się podoba. Chociaż z drugiej strony ciekawość mnie zżera, co powiedziałby jej mąż prosto w oczy, gdyby się spotkali. Wyjaśniłby sytuację, czy też przyznał do błędu?
"Adam i Ewy" to bardzo dobra książka. Mimo, że nie kończy się słowami:" żyli długo i szczęśliwie" jest warta przeczytania. Porusza problemy natury codziennej. Jest wyjątkowo realna. Na pewno daje do myślenia i długo pozostaje w pamięci. Polecam
Wydawnictwo Replika
Wyzwania:
piątek, 23 maja 2014
"Dom cudzych marzeń" Philippa Gregory
autor: Philippa Gregory
wydawnictwo: Książnica
liczba stron: 376
moja ocena: 10/10
Chyba wielu z Was słyszało o Philippie Gregory. Jej słynne powieści historyczne podbiły serca wielu czytelników. Praktycznie wszystkie stały się bestsellerami. Tym razem poznajemy ją w zupełnie innej odsłonie.
Ruth jest szczęśliwą mężatką. Czy aby na pewno? Niby ma kochającego męża, wspaniałych teściów, którzy chcą dla niej jak najlepiej, ale to nie wszystko. Dziewczyna czuje, że nie pasuje do tej sielankowej rodziny. Życie całej czwórki diametralnie zmienia się, gdy Ruth zachodzi w ciążę. Czy będzie w stanie zadowolić swoją teściową i w końcu być traktowana jak równa jej osoba?
Kiedy pierwszy raz czytałam opis tej książki, uznałam, że może być całkiem przyjemna. Że będzie to trochę jak taka typowa powieść obyczajowa. Nie mogłam się bardziej pomylić. To nie jest zwyczajna książka. To historia, która niesamowicie wpływa na ludzką psychikę. To książka, którą czytałam jednym tchem i mimo, że na spokojnie mogłam ją skończyć jednego dnia, musiałam zrobić sobie przerwę. Dlaczego? Ponieważ jeszcze chyba nigdy żadna książka nie wzbudziła we mnie takich emocji.
Już na "dzień dobry" denerwowała mnie Elizabeth (teściowa Ruth). Była dla mnie zbyt przesłodzona, zbyt perfekcyjna, a przy tym wszystkim łatwo było się domyślić, że to tylko przykrywa, że wbrew pozorom to kobieta, którą rządzi intryga i chęć władzy nad wszystkim i wszystkimi. Patrick (mąż Ruth) to dorosły mężczyzna, a jednocześnie rozpieszczone przez mamusię dziecko, które uważa, że wszystko ma być gotowe i podane mu pod nos na tacy. Frederick (teść Ruth) wydawałby się najbardziej przyjazną osobą w tej rodzinie, ale wbrew pozorom zawsze trzyma się strony żony. Nie lubię takich ludzi.
Było mi naprawdę szkoda Ruth. Dziewczyna po przejściach musiała się borykać z nowymi problemami rodzinnymi. Brak asertywności, chęć bycia jak najlepszą dla innych i przypodobania się rodzinie męża doprowadziła do tego, że zaszła w ciążę sama tak naprawdę tego nie chcąc. To było marzenie męża. To mogę zdradzić, ale nie napiszę, co się działo po urodzeniu małego Thomasa. Tego musicie się dowiedzieć sami. Właśnie od tego momentu książka doprowadza do wybuchu wielu emocji. Dosłownie wulkanu.
A zakończenie? .... Nie spodziewałam się zupełnie. Byłam wręcz w szoku. Nadało ono tej książce nutę fenomenalnego thrilleru. W zasadzie nie nutę, a całą gamę...
Co uważam o "Domie cudzych marzeń"? Nie będę po raz kolejny pisać o uczuciach podczas lektury. Niesamowicie oddaje relacje, jakie mogą panować w rodzinie. Na pewno jest powieścią psychologiczną, co niejednego czytelnika może przekonać do zabrania się za ten tytuł. Wszystko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Do tego brak nudnych opisów i nie dająca się od siebie oderwać akcja. Stanowczo polecam!
Wydawnictwo Książnica
Wyzwania:
wydawnictwo: Książnica
liczba stron: 376
moja ocena: 10/10
Chyba wielu z Was słyszało o Philippie Gregory. Jej słynne powieści historyczne podbiły serca wielu czytelników. Praktycznie wszystkie stały się bestsellerami. Tym razem poznajemy ją w zupełnie innej odsłonie.
Ruth jest szczęśliwą mężatką. Czy aby na pewno? Niby ma kochającego męża, wspaniałych teściów, którzy chcą dla niej jak najlepiej, ale to nie wszystko. Dziewczyna czuje, że nie pasuje do tej sielankowej rodziny. Życie całej czwórki diametralnie zmienia się, gdy Ruth zachodzi w ciążę. Czy będzie w stanie zadowolić swoją teściową i w końcu być traktowana jak równa jej osoba?
Kiedy pierwszy raz czytałam opis tej książki, uznałam, że może być całkiem przyjemna. Że będzie to trochę jak taka typowa powieść obyczajowa. Nie mogłam się bardziej pomylić. To nie jest zwyczajna książka. To historia, która niesamowicie wpływa na ludzką psychikę. To książka, którą czytałam jednym tchem i mimo, że na spokojnie mogłam ją skończyć jednego dnia, musiałam zrobić sobie przerwę. Dlaczego? Ponieważ jeszcze chyba nigdy żadna książka nie wzbudziła we mnie takich emocji.
Już na "dzień dobry" denerwowała mnie Elizabeth (teściowa Ruth). Była dla mnie zbyt przesłodzona, zbyt perfekcyjna, a przy tym wszystkim łatwo było się domyślić, że to tylko przykrywa, że wbrew pozorom to kobieta, którą rządzi intryga i chęć władzy nad wszystkim i wszystkimi. Patrick (mąż Ruth) to dorosły mężczyzna, a jednocześnie rozpieszczone przez mamusię dziecko, które uważa, że wszystko ma być gotowe i podane mu pod nos na tacy. Frederick (teść Ruth) wydawałby się najbardziej przyjazną osobą w tej rodzinie, ale wbrew pozorom zawsze trzyma się strony żony. Nie lubię takich ludzi.
Było mi naprawdę szkoda Ruth. Dziewczyna po przejściach musiała się borykać z nowymi problemami rodzinnymi. Brak asertywności, chęć bycia jak najlepszą dla innych i przypodobania się rodzinie męża doprowadziła do tego, że zaszła w ciążę sama tak naprawdę tego nie chcąc. To było marzenie męża. To mogę zdradzić, ale nie napiszę, co się działo po urodzeniu małego Thomasa. Tego musicie się dowiedzieć sami. Właśnie od tego momentu książka doprowadza do wybuchu wielu emocji. Dosłownie wulkanu.
A zakończenie? .... Nie spodziewałam się zupełnie. Byłam wręcz w szoku. Nadało ono tej książce nutę fenomenalnego thrilleru. W zasadzie nie nutę, a całą gamę...
Co uważam o "Domie cudzych marzeń"? Nie będę po raz kolejny pisać o uczuciach podczas lektury. Niesamowicie oddaje relacje, jakie mogą panować w rodzinie. Na pewno jest powieścią psychologiczną, co niejednego czytelnika może przekonać do zabrania się za ten tytuł. Wszystko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Do tego brak nudnych opisów i nie dająca się od siebie oderwać akcja. Stanowczo polecam!
Wydawnictwo Książnica
Wyzwania:
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















