wtorek, 10 kwietnia 2018

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz

Chyba nikomu nie muszę przedstawiać, kim jest Remigiusz Mróz, prawda? Przygodę z jego twórczością zaczęłam już jakiś czas temu od "Chóru zapomnianych głosów", a następnie sięgnęłam po "Kasację". W zasadzie przeczytałam tę książkę na poczekaniu, ale mimo że tak bardzo mi się podobała, dopiero teraz kontynuuję serię z Chyłką i Zordonem.

Zaginęła trzyletnia dziewczynka. Nic nie wskazuje na to, żeby do porwania doszło z udziałem osób trzecich. Wszystko natomiast dowodzi, że to rodzice stoją za zniknięciem córki i kto wie, być może za jej śmiercią. Obrony małżeństwa podejmuje się niezłomna Joanna Chyłka wraz ze swoim aplikantem Kordianem Oryńskim. Niestety, sprawa zaczyna przybierać coraz nowszy kształt, a linia obrony powoli upada. Do tego wychodzą na jaw nieznane dotąd fakty...

Ostatnio miałam ogromny czytelniczy kryzys. Liczba książek czytanych miesięcznie drastycznie spadła, a ja często bardziej męczyłam się przy lekturze, niż relaksowałam. Dlatego cieszę się niezmiernie, że coś mnie tknęło i chwyciłam za "Zaginięcie" Remigiusza Mroza. Dzięki tej powieści wróciłam na swoje "czytelnicze tory" i odzyskałam formę, ponieważ jest to niesłychanie wciągająca, trzymająca w napięciu historia, która zaskakuje na każdym kroku. To jedna z tych książek, w których chcesz sobie zrobić chociaż odrobinę przerwy, ale jest to niemożliwe, bo po prostu musisz wiedzieć już, teraz, natychmiast, co się dalej wydarzy.

Co do samych bohaterów, ja ich uwielbiam. Chyłka, Zordon to duet nie do podrobienia. Mnóstwo nieklasycznego humoru, docinki najwyższego kalibru, bezpośredniość są tu na porządku dziennym. Być może nie każdemu tego typu charaktery odpowiadają, ale ja przepadam. Prowadzone dialogi nieraz prawie doprowadziły mnie do łez ze śmiechu. Warto jednak zauważyć, że zachowanie Chyłki, jej sposób bycia, stanowią niejako ochronę, aby nikt nie zdołał przebić się do prawdziwej osoby, która, bardzo możliwe, jest tak naprawdę wyjątkowo wrażliwa. Z drugiej strony Kordian też zdaje się mieć coraz ciekawszy "charakterek". To wyjątkowo barwne postacie i z pewnością zostaną ze mną na długo.

"Zaginięcie" to kolejna powieść autora, która udowadnia, że fenomen jej twórcy. Absolutnie nie dziwi mnie, że praktycznie wszystkie jego książki trafiają na listę bestsellerów. Seria z Chyłką wciągnęła mnie teraz do tego stopnia, że odłożyłam wszystkie inne książki na bok. "Kasacja", "Zaginięcie" i tak tak dalej to tego typu powieści, które czyta się jednym tchem, a przy tym nie są banalne. Nie powiedziałabym również, żeby były w stu procentach przewidywalne. Wręcz przeciwnie, często akcja zaskakuje, nagle zmienia kierunek, zwraca uwagę na innych bohaterów, inne wydarzenia. Moim zdaniem jest to ogromny plus.

Podsumowując, polecam zarówno "Zaginięcie", jak i całą serię z Chyłką. Teoretycznie można czytać poszczególne części w różnej kolejności, ale każda następna nawiązuje do poprzedniej, także zachęcam do rozpoczęcia przygody od "Kasacji". Miłośnicy kryminału, sensacji, thrillerów, to coś dla Was, a fanów Remigiusza Mroza na pewno nie muszę zachęcać. Podejrzewam, że już od jakiegoś czasu mają przeczytane wszystkie jego powieści.

Wydawnictwo Czwarta Strona

niedziela, 8 kwietnia 2018

"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

Nadszedł moment, kiedy zebrałam się w sobie, aby napisać kilka słów o tej jakże bogatej w treść książce jaką jest "Na wschód od Edenu". Ta powieść jest kolejną zainspirowaną recenzjami Olgi z Wielkiego Buka. Sięgnęłam po nią również dlatego, że miałam ochotę na coś poważniejszego, bardziej wymagającego i pod tym względem raczej trafiłam w przysłowiową dziesiątkę.

Czytając tę książkę poznajemy losy rodziny Trasków. Adam Trask samotnie wychowuje dwóch synów Arona i Kaleba. Niby bracia, a jednak tak bardzo różni od siebie. Jedyne, co ich łączy, to walka o miłość i uznanie ojca. Na domiar złego obaj darzą uczuciem tę samą dziewczynę. Do tego, kiedy Kal odnajduje matkę i na jaw wychodzą tajemnice przeszłości, przepaść między braćmi jeszcze bardziej się uwidacznia. Wszystko to sprawia, że życie bohaterów zmierza ku tragedii...

"Na wschód od Edenu" jest uznawane za najwybitniejsze dzieło Johna Steinbecka i chociaż to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, jestem w stanie w stu procentach w to uwierzyć. To jedna z tych powieści, które się podziwia i w których czytelnik zachwyca się zarówno pomysłem jak i stylem autora. To wspaniała, pełna emocji historia nawiązująca do biblijnych postaci w sposób niekonwencjonalny. Niekoloryzowana, prawdziwa, w wielu momentach (o ile nie w większości) smutna i przygnębiająca, a jednak zachwyca miłośników literatury na całym świecie.

Zdecydowanie widać tutaj talent autora. Niebanalny styl. Wszystko szczegółowo dopracowane. Chociaż ta powieść jest jedną z obszerniejszych, bo liczy blisko dziewięćset stron, nie należy się tym zrażać. Właśnie ten ogrom treści sprawia, że dogłębnie poznajemy historię bohaterów, ich charakter, motywy postępowania i tym podobne. Postacie są bardzo zróżnicowane, kontrastowe, a niektóre wyjątkowo kontrowersyjne. Mamy tutaj całą gamę wydarzeń, postępowań, poglądów na przestrzeni wielu lat. Coś niesamowitego.

Jeżeli chodzi o moje osobiste wrażenia, napiszę tak. Zgadzam się, że jest to dzieło wybitne, wręcz doskonałe, ale mnie przygnębiało na każdym kroku. Tragiczne wydarzenia, intrygi, kłamstwa, nienawiść, zazdrość i wiele innych sprawiły, że trudno było przyznać, że poprawił mi się humor po przeczytaniu tej powieści. Po zakończeniu musiałam sięgnąć po coś zdecydowanie weselszego. Niemniej uważam, że warto zapoznać się z tą książką. Nie po to, żeby się rozerwać, ale żeby poznać klasykę w najczystszej postaci. Podziwiać styl autora i pomysł na fabułę. Dostrzec różnice pomiędzy taką powieścią, a typową, standardową książką obyczajową, którą czyta się dla relaksu wieczorami.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

sobota, 17 marca 2018

"Mechaniczny" Ian Tregillis


Od czego zaczęła się moja przygoda z książką?
"Mechaniczny" wielokrotnie pojawiał się w zasięgu mojego wzroku, jednak zawsze znalazła się inna książka, która bardziej mnie interesowała i w ten sposób długo czekał na swoją kolej. Przeznaczenia nie da się oszukać i w końcu trafił do mnie na półkę. Widocznie tak, czy siak, miałam go przeczytać ;)

O kim? O czym?
Christian Huygens tworzy w XVII wieku pierwszego klakiera, czyli mechanicznego człowieka napędzanego mocą alchemii, połączonego niewolniczymi więzami ze swoimi panami. Holandia wykorzystuje ten wynalazek i tworzy całą mechaniczną armię, dzięki czemu Niderlandy stają się mocarstwem. Trzysta lat później jedynie Francja broni zdania, że każdy ma prawo do wolnej woli niezależnie od tego, jak został stworzony. Pewnego dnia, Jax (jeden z klakierów) nie mogąc znieść ciążących na nim obowiązków, postanawia sięgnąć po wolność. Konsekwencje jego zachowania postawią Holandię pod znakiem zapytania...

Wrażenia po przeczytaniu.
Dużo czasu upłynęło, zanim skończyłam tę książkę. Zanim po nią sięgnęłam, czytałam i słyszałam różne opinie, że nie jest lekka w odbiorze. I faktycznie. Nie pochłaniałam kartki za kartką do utraty tchu, tylko musiałam robić sobie przerwy. Nie oznacza to jednak, że ta powieść jest zła. Jest po prostu, moim zdaniem, dość skomplikowana. Mnóstwo mechanizmów, śrubek, trybików i tym podobnych. Jednak mimo wszystko to bardzo ciekawa i wciągająca historia. Podoba mi się pomysł na fabułę, bo przyznam, że rzadko wpadają mi w ręce tego typu książki. Podoba mi się również motyw wolnej woli, który jest tutaj bardzo wyraźnie zarysowany. Uważam, że właśnie to najbardziej zyskało w moich oczach.

Bohaterowie.
Często miałam dość dziwne uczucie, że bardziej było mi szkoda mechanicznych niż ludzi. Gdzieś w głębi serca razi złe traktowanie tych maszyn przez ich panów. Jax, przedstawiciel klakierów, który odzyskuje wolność, staje się poniekąd bohaterem. Czymś lub może kimś, kto dokonuje przełomu. Kto burzy pozorny spokój. Kto rewolucjonizuje świat ludzi i maszyn. Drugą ciekawą postacią tej powieści jest pastor Luuk Visser, który jest w posiadaniu bardzo cennego przedmiotu mogącego dokonać przewrotnych wydarzeń. Poza tym to bohater, któremu przytrafia się jedna z najgorszych "przygód" (chociaż w sumie nawet nie powinno się tego nazywać przygodą...) Nie można również zapominać o francuskiej hrabinie Berenice Charlotte de Mornay. Kobiecie poszukującej odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące klakierów. To, co ją spotyka w pewnym momencie, jest przerażające i okrutne...

Co zapamiętam z tej historii?
Na pewno zapamiętam motyw wolnej woli. Zdecydowanie to najbardziej prześwituje na tle wszelkich wydarzeń tej powieści. Poszukiwanie odpowiedzi, czy wolność wyboru jest determinowana przez posiadanie duszy, czy też jest czymś zupełnie innym. Czy dzieło stworzone ludzkimi rękami może być obdarzone takim samym darem jak człowiek, który został powołany do życia przez Boga? Co, jeżeli człowiek skonstruuje maszynę na swoje podobieństwo, a ona wymknie mu się spod kontroli? Teraz przyszedł mi na myśl film w reżyserii Alexa Garlanda "Ex Machina", który bardzo polecam, a który dość wpasowuje się w klimat "Mechanicznego".

Polecić, czy nie?
Na pewno polecić osobom gustującym w takich klimatach. Czytelnikom, którym nie straszne trybiki, skomplikowane mechanizmy i tym podobne. Lektura dla miłośników science fiction, zwłaszcza clockpunku. Dla tych, którym "Mechaniczny" się spodoba, mam dobrą wiadomość. Kolejne dwie części czekają na Was. Ja z pewnością też kiedyś po nie sięgnę.

Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi Czytam Pierwszy

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

 Wydawnictwo Sine Qua Non

czwartek, 15 lutego 2018

"13 minut" Sarah Pinborough

Od czego zaczęła się moja przygoda z książką?
W zasadzie dowiedziałam się o tej książce przypadkiem. Oglądałam różne recenzje na YouTube i właśnie tam po raz pierwszy trafiłam na "13 minut". Opinia Olgi z Wielkiego Buka bardzo mnie zachęciła do sięgnięcia po tę powieść. Gdy tylko nadarzyła się okazja do zrobienia książkowego zamówienia, właśnie ten tytuł wpadł do koszyka.

O kim? O czym?
Nastoletnia Natasha zostaje wyciągnięta z lodowatej wody. Cudem udaje się jej przeżyć. Okazuje się, że przez 13 minut była... martwa. Trudno wyjaśnić okoliczności tego zdarzenia. Dziewczyna niczego sobie nie przypomina, wie jednak, że na pewno nie był to przypadek. Z czasem zaczyna podejrzewać swoje najlepsze przyjaciółki. W końcu często trudno odróżnić przyjaciół od wrogów...

Wrażenia po przeczytaniu.
Wow! Wow! I jeszcze raz wow! To było coś niesamowitego. Dla tej książki zarwałam noc. Nie mogłam jej tak po prostu odłożyć i zasnąć. Musiałam dowiedzieć się, jak ta historia się zakończy. Prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i kierunku, w jakim pobiegnie akcja. Momentami było naprawdę strasznie. Zwłaszcza, gdy odkrywało się tajemnice ukryte w umyśle jednej z bohaterek. Mroziło krew na miejscu. Przy jednym fragmencie pokusiłam się nawet o skojarzenie z "Carrie" Stephena Kinga. Od razu stanęła mi przed oczami jedna scena. Nie są one identyczne, ale mi przyszła na myśl automatycznie. Nie będę zdradzać, która. Kto czytał "Carrie" i sięgnie po "13 minut", ten może się domyślić.

Bohaterowie.
Tu można się rozpisywać, a rozpisywać. Wiadomo, nastolatki często kierują się zazdrością, intrygą, miłością i nienawiścią jednocześnie. Taki wiek. Jednak w tej powieści zdecydowanie to wszystko wymknęło się spod kontroli. Nie będę opisywać poszczególnych bohaterek. Wolę się skupić na całokształcie. Chora zazdrość o miłość przyjaciółek nie doprowadziła tutaj do młodzieńczego konfliktu. Tu sprawy zaszły za daleko. Śmierć, kara, załamanie psychiczne. Nie tak powinno wyglądać życie młodych ludzi. Do tego wszystkiego alkohol, narkotyki i pozwolenie na wszystko ze strony rodziców, którzy zdawali się zbytnio nie przejmować zachowaniem swoich dzieci. Mnie z kolei najbardziej przerażał charakter jednej z głównych bohaterek. Do teraz nie mogę pojąć, skąd w jej umyśle takie wnioski, plany. Dlaczego? Zero poczucia przyzwoitości, zero zahamować, zero poszanowania dla innych ludzi...

Co zapamiętam z tej historii?
Z tej powieści można wyciągnąć wiele. Od refleksji na temat tego, dokąd zmierza ludzkość, po chore uczucia, które coraz częściej wychodzą na światło dzienne i doprowadzają do tragedii. Miałam wrażenie, że świat pozostawał obojętny na to, co działo się między "przyjaciółkami". Kiedy wydarzyła się krzywda, większość osób odwracała oczy. Kiedy wydarzyła się prawdziwa tragedia, dopiero wówczas dostrzeżono kogoś, kto według przyjętych "norm" był nikim, bo przecież w hierarchii społeczności liczą się tylko ci przebojowi, odważni, pewni siebie, z którymi wszyscy chcą zawierać bliższe znajomości... I tak, tutaj jest to fikcja literacka, ale przecież w realnym świecie nie jest trudno zauważyć podobne sytuacje. Może warto się nad tym zastanowić, zanim będzie za późno.

Polecić, czy nie?
Polecić, polecić! I to bardzo! "13 minut" to jedna z najbardziej wciągających powieści, jakie czytałam. Pełna zwrotów akcji, napięcia. Wywołująca strach i ciarki na rękach. Z mnóstwem emocji, różnych zachowań, psychologicznej analizy ze świetnym nawiązaniem do gry w szachy. A zakończenie... wstrząsające i wcale nie takie oczywiste. Zachęcam do lektury wszystkich czytelników, a zwłaszcza tych, którzy lubią naprawdę mocne i dobre thrillery. Gwarantuję, że dla tej książki warto zarwać noc.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

wtorek, 13 lutego 2018

"Cud na Piątej Alei" Sarah Morgan

Od czego zaczęła się moja przygoda z książką?
Kiedy dostałam propozycję różnych powieści do przeczytania, właśnie "Cud na Piątej Alei" od razu rzucił mi się w oczy. Ponadto, przyznaję, bardzo spodobała mi się okładka. Zerknęłam na opis i już wiedziałam, że będzie to bardzo dobra odskocznia i świetny sposób na relaks zwłaszcza, że wówczas wisiała nade mną sesja, a w takich przypadkach odstresowywanie się jest wręcz obowiązkowe. Nie było na co czekać. Kiedy tylko książka pojawiła się w moich rękach, od razu ją pochłonęłam. W zasadzie na poczekaniu.

O kim? O czym?
 Zbliża się Boże Narodzenie. Eva, wielka romantyczka, prosi Świętego Mikołaja o... romans. Ma już dość swojego samotnego życia i głęboko wierzy w spotkanie wymarzonej miłości. Okoliczności sprawiają, że zostaje uwięziona w apartamencie z wyjątkowo cynicznym i mało sympatycznym pisarzem, który właśnie przeżywa twórczy kryzys. Widocznie los ma wobec nich ciekawe zamiary...

Wrażenia po przeczytaniu.
Kiedy sięgałam po tę powieść, miałam ochotę na coś przyjemnego, co nie wymagałoby ode mnie zbyt wiele i właśnie to dostałam podczas czytania "Cudu na Piątej Alei". To bardzo miła w odbiorze książka, która być może nie niesie ze sobą zbyt wiele refleksji i nie wymaga intelektualnego wysiłku, ale jest idealną rozrywką na zimowe wieczory. Nie uważam tego za jej wadę. Myślę, że od czasu do czasu można przeczytać coś lekkiego. I tak, ta historia jest przewidywalna i raczej mało co może nas tutaj zdziwić. To dość typowa historia miłosna, momentami chyba nawet trochę przesadzona patrząc na zachowania bohaterów, ale bardzo dobrze się przy niej bawiłam, a czas, który na nią poświęciłam, nie uznaję za zmarnowany.

Bohaterowie.
Cóż.. co do bohaterów. Eva, jako romantyczka z krwi i kości jest nieco naiwna w swoim postrzeganiu świata. Z jednej strony w dzisiejszych czasach faktycznie zdaje się brakować ludzi o tak optymistycznym odbiorze rzeczywistości i ludzi, natomiast z drugiej, jak można nieustannie widzieć wszystko w różowych barwach, kiedy wokół panoszy się zło, a nawet najbliżsi przyjaciele okazują zawodzić na całej linii? Lucas, cyniczny pisarz, ma zupełnie odwrotne zdanie. I wydawałoby się, że jego podejście jest bardziej racjonalne, ale czy dzięki temu czuje się szczęśliwszy niż Eva? Nie sądzę. Chociaż bohaterowie znacząco różnią się od siebie, jednak coś zaczyna ich łączyć (w końcu przeciwieństwa się przyciągają). Momentami odnosiłam wrażenie, że ich losy toczą się w średnio realny sposób, ale patrząc na całokształt, aż tak bardzo to nie razi.

Co zapamiętam z tej historii?
Trudno mi stwierdzić, czy cokolwiek istotnego i nowego można z tej książki wywnioskować, jednak być może warto czasami pomarzyć i pomyśleć, że taka historia jednak miałaby możliwość się ziścić i przydarzyć właśnie nam. W końcu nie można ciągle zamartwiać się rzeczywistością, samotnością.

Polecić, czy nie?
Jak już wcześniej wspomniałam, nie szukałam powieści idealnej, tylko czegoś przyjemnego do czytania, a że lubię czasami takie romantyczne historie, nie spisuję tej książki na straty. "Cud na Piątej Alei" to love story, po które część z Was na pewno ma ochotę nieraz sięgnąć, dlatego polecam czytelnikom szukającym lekkiej rozrywki na zimowy wieczór, wielbicielom miłosnych opowieści, a także tym, którym przyda się poprawa humoru i odskocznia od codziennych zmagań.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska

niedziela, 11 lutego 2018

"Improwizator" Hans Christian Andersen


Od czego zaczęła się moja przygoda z książką?
Czy jest ktoś, komu Hans Christian Andersen brzmi nieznajomo? Chyba nie. Właśnie to skłoniło mnie to przeczytania tej książki. Baśnie Andersena nie są mi, oczywiście, obce, dlatego bardzo chciałam "poznać" go z innej strony. Gdy tylko nadarzyła się okazja, "Improwizator" trafił na moją półkę. Chociaż lektura szła mi dość opornie i spędziłam nad nią sporo czasu, w ostateczności uważam, że jest warta uwagi.

O kim? O czym?
Jest to historia Antonia, małego chłopca, który w wyniku nieszczęśliwych zdarzeń zostaje sierotą i trafia do rodziny Borghese. Okazuje się, że został obdarzony wyjątkowym talentem do improwizacji i wyjątkową wrażliwością. Potrafi stworzyć poezję na każdy możliwy temat, a piękny głos staje się jego dodatkową zaletą.

Wrażenia po przeczytaniu.
Tak, jak już wyżej wspomniałam, dużo czasu zajęło mi przeczytanie "Improwizatora". Rzadko zdarza mi się trafić na książkę, która raz niesamowicie mnie wciąga i zachwyca, żeby za chwilę znudzić i zniechęcić. Właśnie przy tej tego doświadczyłam. Były porywające fragmenty, ale zaraz pojawiło się coś, przez co nie miałam ochoty kontynuować, dlatego trudno mi się wypowiedzieć jednoznacznie, co sądzę o tej powieści. Patrząc jednak na całokształt, moją słabość do włoskich klimatów i  romantyzmu, myślę, że mimo wszystko zasługuje na uwagę czytelników. Tym bardziej, że to klasyka, a jak powszechnie wiadomo, klasykę należy znać.

Bohaterowie i klimat.
Urzekła mnie wrażliwość Antonia, jego marzenia o prawdziwej miłości, pełnej romantyzmu. Podczas poszukiwań tej jedynej, nie jeden raz zdarza mu się zauroczyć. Bywa i tak, że chce się zupełnie poddać. Widać, że uczucie może z jednej strony dodawać skrzydeł, inspirować, uszczęśliwiać, a z drugiej doprowadzać do rozpaczy, zrezygnowania i refleksji. Już dawno nie spotkałam bohatera literackiego obdarzonego takim charakterem. Dzięki niemu mamy również okazję przenieść się do klimatycznej Italii pełnej pięknych krajobrazów, kultury i sztuki. Mam ogromną słabość do tego kraju, stąd też mój zachwyt nad otaczającą Antonia rzeczywistością. Rzym, Neapol czy Capri. Cudowne XIX - wieczne Włochy. Coś wspaniałego.

Co zapamiętam z tej historii?
Po przeczytaniu zapamiętałam na pewno to, że w życiu każda nasza decyzja ma znaczenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma jakiś sens, a także jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa miłość.

Polecić, czy nie?
Powtórzę, klasykę należy znać. Między innymi dlatego też sięgnęłam po "Improwizatora". Pomimo chwilowych zwątpień w tę powieść uważam, że warto ją przeczytać. Pięknie napisana, pełna niebanalnego uczucia, a przede wszystkim klimatyczna. Jedyna w swoim rodzaju Italia, wrażliwy bohater, miłość, czyli coś idealnego dla miłośników romantyzmu w najczystszej postaci. Polecam zatem tym, którzy szukają dość wymagającej lektury właśnie w takim klimacie. Nie polecam natomiast tym, którzy szukają lekkiej i łatwej książki o miłości, którą można przeczytać w ramach rozrywki w wolne popołudnie lub wieczór.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG

poniedziałek, 29 stycznia 2018

"Margo" Tarryn Fisher


Od czego zaczęła się moja przygoda z tą książką?
Już jakiś czas temu miałam ochotę sięgnąć po tę powieść, jednak wówczas schodziła w ostateczności na dalszy plan. Teraz, po zapoznaniu się z kilkoma recenzjami zarówno w blogosferze, jak i na booktubie, bardzo chciałam poznać historię Margo. Dodatkowo natrafiłam na opinie, że zakończenie jest dość dziwne, co tym bardziej podsyciło moją ciekawość.

O kim? O czym?
To historia pewnej nastolatki imieniem Margo, która mieszka wraz z matką w zapomnianym miasteczku zwanym Bone. Tutaj na porządku dziennym dzieją się rzeczy, które w każdym innym miejscu uchodziłyby za patologiczne. Nikogo nie dziwi przemoc, nikogo nie dziwi handel narkotykami. Wszechobecna znieczulica. W tym wszystkim Margo, która stara się zrozumieć, dlaczego życie biegnie tak, a nie inaczej. Dlaczego jej matka tak się zmieniła? Dlaczego jest, jak jest? Poznaje Judah, niepełnosprawnego chłopaka z sąsiedztwa, z którym zaczyna spędzać coraz więcej czasu, a dzięki któremu zmienia się jej postrzeganie świata. Pewnego dnia następuje w jej życiu przełomowy moment i Margo już nigdy nie będzie taka sama...

Wrażenia po przeczytaniu.
Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu? Szok. W zasadzie zakończenie zbiło mnie z tropu, ale cała powieść jest niesamowicie wciągająca, poruszająca, momentami przerażająca. Nie jest to jednak taki klasyczny strach. To jakaś głębsza mroczna siła, która, zdaje się, na dobre zagościła w Bone, a później również w samej Margo. Przerażająca jest także niewątpliwie owa znieczulica, o której wspominałam wcześniej. Przyzwolenie na przemoc, również wobec dzieci. Zwłaszcza jeden fragment opisujący właśnie ten rodzaj znęcania się nad bezbronnymi, najbardziej mną wstrząsnął. Myślę, że ci, którzy czytali już "Margo", wiedzą, o jaki fragment chodzi. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie sytuacje nadal mają miejsce na świecie.

Bohaterowie.
Co do bohaterów, postanowiłam skupić się na Margo. Kiedy "poznałam" główną bohaterkę, nie przypuszczałam, że jej losy potoczą się w takim kierunku. Z każdą kolejną stroną przekonywałam się, że żyje ona według własnych zasad, które zdecydowanie różnią się od tych przyjętych przez ludzi za właściwe. Czy można ją za to krytykować? To kwestia dość kontrowersyjna. Trudno ocenić kogoś, jeśli samemu nie było się w podobnej sytuacji, a to, co jej się przytrafiło, było wyjątkowo tragiczne. Z drugiej strony nie wiem, czy bardziej powinnam ją podziwiać, czy uznawać jej zachowanie za wynik traumy, jaką wywołało u niej całe życie. Przyznam szczerze, że jej "zimna krew", gdy stała się ofiarą (i nie tylko), była sama w sobie napawająca strachem.

Co zapamiętam z tej historii?
Z tej powieści na pewno zapamiętam tę wszechobecną obojętność na los drugiego człowieka i w zasadzie też własny. To ciche przyzwolenie na przemoc i patologię. To, jak należy doceniać, że żyjemy w świecie, w którym takie sytuacje nie mają miejsca...

Polecić, czy nie?
"Margo" to genialna książka, która porusza bardzo trudne tematy. Jest smutna, wstrząsająca, ale bardzo dobra. Nie poprawi Wam humoru jako tako. Zapomnijcie o tym. To zdecydowanie nie te klimaty. Jednak jeśli chcecie przeczytać coś naprawdę mocnego, co momentami dosłownie wbije Was w fotel, to jak najbardziej zachęcam do sięgnięcia po nią. Zanim ją poznałam, myślałam, że to taki młodzieżowy thriller. Według mnie, owszem, jest to thriller, ale nie do końca młodzieżowy, co jednak nie należy uznawać za wadę tej książki. Ja z pewnością długo będę o niej pamiętać. Polecam.

Książka przeczytana w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl


Wydawnictwo Sine Qua Non

wtorek, 2 stycznia 2018

"Noc Kupały" Katarzyna Berenika Miszczuk

Jak cudownie było wrócić do przygód praktykującej szeptuchy Gosi. Pierwsza część cyklu "Kwiat paproci" stała się jedną z moich ulubionych książek, dlatego bardzo się cieszę, że wreszcie znalazłam chwilę, żeby zabrać się za kolejny tom.

Tym razem Gosia musi zmierzyć się z dawną ukochaną Mieszka - Ote. Okazuje się, że nie jest ona wcale tak martwa, jakby się mogło wydawać. Na dodatek byłej żonie władcy wcale nie podoba się, że młoda szeptucha zawładnęła sercem jej ex-męża. Na domiar złego nieuchronnie zbliża się Noc Kupały...

Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni tak się uśmiałam w trakcie czytania. Gdyby ktoś podjął się kiedyś ekranizacji, z pewnością byłaby to świetna komedia. Zabawne sytuacje czy wypowiedzi są tutaj na porządku dziennym i nie ukrywam, jak dla mnie to ogromna zaleta tej książki.

Bardzo mi się podoba, że dzięki tym książkom możemy poznać mitologię słowiańską w niesamowicie przystępnej postaci. Do tej pory nie miałam okazji przeczytać powieści, które nawiązywałyby do niej, a teraz z wielką przyjemnością rozejrzę się za podobną tematyką. Myślę, że warto zapoznać się z dawnymi wierzeniami, które obowiązywały na terenach naszego kraju. Moim zdaniem jest to niezwykle interesujące.

Co do samej fabuły tej części to jedna z najbardziej wciągających powieści, jakie czytałam. Pochłonęłam ją prawie za jednym razem. Jest skonstruowana w taki sposób, że chce się wiedzieć więcej i więcej i to jak najszybciej. A samo zakończenie? Nie pozwala poprzestać na drugiej części, dlatego od razu zabrałam się za "Żercę". Do tego nie możemy pominąć, oczywiście, kluczowego wątku miłosnego. Osoby, które w tym momencie zniechęciły się myśląc, że to pewnie kolejny romans w stylu harlequina, uspokajam. Nic z tych rzeczy.

"Noc Kupały" to wspaniała kontynuacja "Szeptuchy". Moc słowiańskich wierzeń i ogromna dawka humoru sprawiają, że jest to idealna lektura dla wszystkich, którzy chcą poprawić sobie nastrój, pośmiać się, a przy okazji poznać naprawdę ciekawą przygodę. Ogromnie polecam.

Wydawnictwo W.A.B


tytuł: "Noc Kupały"
autor: Katarzyna Berenika Miszczuk 

wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 2016
liczba stron: 352
okładka: miękka
źródło okładki






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...