czwartek, 27 kwietnia 2017

"Mati, Rafi i chomik z kosmosu" Rafał Kotek

Tego jeszcze tutaj nie było. Chodzi o książkę dla dzieci, a konkretnie "Mati, Rafi i chomik z kosmosu". Przyznam, że dość ciekawie sięgnąć po tylu latach po historię przeznaczoną dla młodszych miłośników literatury.

Pewnego dnia Mateusz i Rafał ratują chomika. Z czasem okazuje się, że nie jest on zwykłym zwierzątkiem, a kosmitą, który przybył na naszą planetę, aby przestrzec przed jej dalszą degradacją i zachęcić już tych najmłodszych, do dbania o środowisko.

To bardzo krótka książka (a w zasadzie ebook), która jest świetną lekturą dla maluchów i doskonałą zachętą do zainteresowania się naszym otoczeniem. Tym, jak wygląda i jak go nie niszczyć. Pomysł na tę historię jest genialny, ponieważ psucie Ziemi, zwłaszcza poprzez jej zaśmiecanie, to temat, który był, jest i niestety, prawdopodobnie będzie problemem. Wydaje mi się, że trudno go przekazać czy wytłumaczyć niejednemu dorosłemu, a co dopiero dziecku. Autor podjął się tego wyzwania i moim zdaniem udało mu się stworzyć treść, która zostanie zrozumiana nawet przez tych najmłodszych, dzięki czemu już od małego mogą się "zarazić" dbaniem o swoje środowisko.

Poza tym pokazany jest tutaj motyw przyjaźni. Zarówno przyjaźni pomiędzy dwoma chłopcami, jak i w stosunku do chomika. To również bardzo ważny temat. Warto o nim mówić jak najwcześniej. Często naszymi przyjaciółmi okazują się osoby, których o to nie podejrzewaliśmy. Wszak tych najlepszych poznaje się w biedzie.

Polecam tę książkę rodzicom, którzy chcieliby zainteresować swoje pociechy ekologią. Jest krótko, zwięźle, ale jakże na temat. Treść dopełniają ładne ilustracje, dzięki którym łatwiej zwizualizować sobie historię.

Za możliwość przeczytania dziękuję autorowi — Panu Rafałowi Kotkowi

Wydawnictwo Ridero

sobota, 22 kwietnia 2017

Book Haul zimowo - wiosenny

Dawno nie chwaliłam się swoimi nowościami na półkach, a w sumie jest tych książek dosyć sporo...Na bieżąco dodawałam je na Instagramie, ale wiadomo, nie każdy obserwuje, nie każdy z niego korzysta.

Dlatego postanowiłam, między różnymi recenzjami, wstawić teraz coś, co każdy książkoholik uwielbia, czyli zestaw moich nowych powieściowych nabytków. A że dawno tego nie było, pojawią się poniżej książki, które trafiły do mnie zarówno niedawno, wiosenną porą, jak i te, które trafiły do mnie od początku 2017 roku. Wydaje mi się, że ujęłam wszystkie, chociaż możliwe, że któreś mi umknęły :P  (i tak, właśnie teraz się zorientowałam, że o jednej zapomniałam :D ).

Nie wstawiam tym razem moich zdobyczy na Legimi, ponieważ jest ich tak dużo, że nie ma to sensu, ale na samym końcu egzemplarzy recenzenckich wstawię informację o dwóch ebookach, które otrzymałam od autorów. Wczoraj pojawiła się recenzja jednego "Iskry Czasoświatu".

Nie ma co przedłużać. Zapraszam do oglądania ;)

Zacznę od mojej nowości z kolekcji Barnes&Nobel. Te książki są najpiękniejszymi wydaniami, jakie kiedykolwiek widziałam. Na mojej anglojęzycznej półce znajdują się już: "Classic Fairy Tales" Andersena, "Grimm's Complete Fairy Tales" braci Grimm oraz "The Snow Queen and Other Winter Tales". Teraz przyszedł czas na "Star Wars Trilogy", które znalazłam w księgarni Autorskiej w Warszawie i wydanie jest równie boskie, jak tych trzech poprzednich :)



Kolejne książki to te, które otrzymałam od wydawnictw. Część z nich przyszła do mnie niespodziewanie i nadal czekają na swoją kolej, a o części mogliście już przeczytać na moim blogu.


I tak od lewego górnego rogu:

"Trupojad i dziewczyna" Ahsan Ridha Hassan - od wydawnictwa Genius Creations. Zaczęłam czytać i jest dość ciekawie. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się ją skończyć.
 "Zatopić "Niezatapialną""Anna Hrycyszyn - również od wydawnictwa Genius Creations.
"Dobro złem czyń" antologia - j.w.
"Wojny przestrzeni" Paweł Majka - j.w.

"Załatw pogodę, ja zajmę się resztą" Renata Frydrych - od Wydawnictwa Literackiego. To była dla mnie największa niespodzianka, bo nie podejrzewałam, że trafi na moją półkę.

"Nigdy nie jesteś sama" Renata Adwent - od wydawnictwa Feeria. Bardzo dobra książka, która porusza bardzo trudny temat. Moja recenzja tutaj.

"Hrabia Monte Christo" Aleksander Dumas - od wydawnictwa MG. Pierwsza część za mną, druga w trakcie, ale po prostu to jest tak obszerna historia, że ciągle brakuje czasu, żeby ją dokończyć. Co nie zmienia faktu, że to fenomenalne dzieło. Moje klasyczne odkrycie tego roku. Recenzja pierwszej części tutaj.
"Dobrawa pisze CV" Janina Lesiak - od wydawnictwa MG. Już za mną. Kolejna ciekawa powieść. Już trzecia do kolekcji. Wcześniej czytałam "Wspomnienie o Cecylii smutnej królowej" oraz "Miłosną karetę Anny J.". Jeżeli interesujecie się historią, a zwłaszcza żeńskimi postaciami, to ta seria jest zdecydowanie dla Was. Moja recenzja "Dobrawa pisze CV" tutaj. Tutaj recenzja "Miłosnej karety Anny J.", a tutaj "Wspomnień o Cecylii smutnej królowej".

"Z każdym oddechem" Maya Banks - od wydawnictwa Harper Collins Polska. Też już za mną. Czytałam wcześniej trylogię "Bez tchu" i były to o niebo lepsze książki, niż właśnie ta. Moja recenzja tutaj.
"Epidemia" Alex Kava - również od wydawnictwa Harper Collins Polska. Tym razem to spore rozczarowanie. Moja recenzja tutaj.

"Pył Ziemi" Rafał Cichowski - od wydawnictwa Sine Qua Non. Dobry pomysł, ale nie powaliła mnie na łopatki. Moja recenzja tutaj.

A teraz dwa ebooki, które dostałam od autorów:

"Iskry Czasoświatu" Krzysztof Bonk - bardzo dobra powieść SF. Krótka, ale dzieje się naprawdę mnóstwo, a od przeskoków czasowych może rozboleć głowa. Moja recenzja pojawiła się na blogu wczoraj. Możecie ją przeczytać tutaj.


"Mati, Rafi i chomik z kosmosu" Rafał Kotek - jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar zabrać się za nią dzisiaj wieczorem. Do tej pory nie pojawiały się na moim blogu recenzje książek dla dzieci, ale zawsze musi być ten pierwszy raz ;) Spodziewajcie się jej już niebawem ;)

Teraz czas na moje zakupowe nowości :) Uwaga, są to książki "ustrzelone" na mega promocjach. Wszystkie poza "Za sceną" kupiłam w księgarni "Tak Czytam" za naprawdę niewielkie pieniądze, bo najdroższa kosztowała około 14 zł :)


"Za sceną" Olivia Cunning - dorwana w Dedalusie za 10 zł, o ile dobrze pamiętam. Z reguły nie kupuję tego typu książek, ale dla tej serii zrobię chyba wyjątek ;)

"Dom czarów" James Herbert - dzięki Oldze z Wielkiego Buka zaczęłam interesować się horrorami, a kiedy przeczytałam opis z tyłu tej książki, uznałam, że koniecznie muszę ją mieć.
"Nieprzekraczalna granica" Colleen Hoover - po przeczytaniu "Hopeless" oraz "Losing Hope" zakochałam się w twórczości tej autorki i chciałabym poznać wszystkie jej powieści. Dlatego nie mogłam się oprzeć, czy zobaczyłam za 12 zł "Nieprzekraczalną granicę" :P.
"Podróż po miłość. Emilia" Dorota Ponińska - już od dawna zachwycam się okładką tej książki. Spodobał mi się też jej opis, więc, oczywiście, nie mogłam jej sobie odmówić.
"Ludzie z bagien" oraz "Golem" Edward Lee- za inspirację do przeczytania tych książek dziękuję po raz kolejny Oldze z Wielkiego Buka. Dopóki nie przeczytałam jej recenzji, nawet nie wiedziałam, że tego typu horrory istnieją i bardzo mnie to zaciekawiło. Już nie mogę się doczekać tej krwawej lektury :D

Teraz nadszedł czas na książki, które ostatnio dostałam w prezencie :) Fani Remigiusza Mroza, szykujcie się ;)


"2666" Roberto Bolaño - prezent od moich rodziców. To będzie z pewnością wyjątkowa lektura.

"Inwigilacja", "Immunitet", "Wotum nieufności" oraz długo wyczekiwane przeze mnie "Turkusowe szale" Remigiusz Mróz - jak już, zdaje się, wcześniej wspominałam, postanowiłam zebrać wszystkie książki autora w mojej biblioteczce :) Jestem zakochana w Parabellum, a po "Chórze zapomnianych głosów" (moja recenzja tutaj) zaczęłam częściej sięgać po powieści SF :) Powyższe książki dostałam od mojej cioci :)
 "Królowa" i "Harda" Elżbieta Cherezińska - również od mojej cioci. Miałam już okazję zapoznać się z twórczością autorki i bardzo mi się spodobał jej styl oraz tematy, jakimi się zajmuje :)

Teraz przyszedł czas na już ostatnią część Book Haulu. To moje biblioteczne nabytki oraz książka, którą pożyczył mi kolega z prośbą o recenzję (właśnie przed chwilą zaczęłam ją czytać) :)



"Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" Radosław Lewandowski - wypatrzyłam tę książkę jakiś czas temu w Empiku, ale z racji tego, że postanowiłam zaprzestać kupowania nowych powieści, udało mi się ją wypożyczyć w bibliotece. Liczę, że dam radę ją przeczytać w majowy weekend, bo zapowiada się naprawdę ciekawa lektura.
"Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury" Philip Pullman - zaczęłam wczoraj. Zobaczymy, jak będzie, bo sporo osób napisało mi, że rozczarowało się tą pozycją.
"Gra Endera" Orson Scott Card - "polowałam" na nią już od dawna. Lekko zniszczone wydanie, ale mi to absolutnie nie przeszkadza. Bardzo lubię czytać takie trochę zużyte biblioteczne egzemplarze :D

"Sekretne życie drzew" Peter Wohlleben - książka, którą pożyczył mi kolega z prośbą o recenzję. Zaczęłam dzisiaj rano. Mam nadzieję, że nie będzie to nic nudnego :D

A już naprawdę na sam koniec powieść, o której zapomniałam w trakcie robienia tego zestawienia, a to książka, która na bank jest warta uwagi


"Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas - dostałam ją od rodziców i tak bardzo chcę już ją przeczytać, ale najpierw muszę dokończyć wszystkie pozostałe, które zaczęłam :P

I to już wszystko na dziś :) Jeżeli macie ochotę, zostawcie w komentarzu linki do Waszych książkowych zdobyczy :) Oprócz tego zachęcam do obserwowania Fascynacji książką na Instagramie i Facebookowym fanpage'u ;)

piątek, 21 kwietnia 2017

"Iskry Czasoświatu" Krzysztof Bonk

Zdecydowanie, jak już znajdę czas, dominują u mnie ostatnio powieści science fiction. Tym razem przyszło mi zapoznać się z "Iskrami Czasoświatu". Dość intrygujący tytuł, prawda?

W zasadzie trudno streścić w kilku słowach tę historię, ponieważ dzieje się tak wiele i mamy do czynienia poniekąd z tyloma postaciami, że opisanie tego wszystkiego zajęłoby sporo czasu, a co najgorsze, zdradziłoby zbyt wiele. W każdym razie przeszłość miesza się tutaj z przyszłością. Wydaje się, że nie istnieje coś takiego, jak wolna wola, a całe istnienie ludzkości jest z góry przesądzone. Mimo to, są osoby, które za wszelką cenę pragną zmienić bieg wydarzeń.


Tę powieść można skrócić w trzech słowach — skoki w czasie. Na początku domyślałam się, że będę czytać o przenoszeniu się w inne wymiary, ale przyznam, że autor zaskoczył mnie sposobem wprowadzania czytelnika w wymyśloną przez siebie fabułę. Zaczęłam od, wydawałoby się, współczesności, a kończąc przeszłam wraz z bohaterami przez tyle rzeczywistości i taki przekrój czasowy, że trudno to zapamiętać, a momentami można było się wręcz pogubić. Niemniej jednak uważam to za bardzo ciekawy pomysł.


Sami bohaterowie są również intrygujący. Spotykamy się z różnymi postaciami, charakterami czy kulturami. Przeskakujemy od starożytności po daleką przyszłość, po drodze napotykając teraźniejszość i ludzi, którzy dostosowali się do danych warunków życiowych. Niektóre fragmenty, kiedy bohaterowie przenoszą się w inny czas, są dość zabawne. Na przykład kiedy jedna z postaci myśli, że trafiła na plan filmowy, a tak naprawdę jest świadkiem prawdziwej zbrodni. Oczywiście, nie jest zabawny fakt robienia komuś krzywdy, ale komentarze osoby, która dopiero co się pojawiła i konsternacja tamtejszej ludności. 


Co ciekawe mamy tutaj przedstawioną wizję przyszłości, kiedy ludzie odkrywają pewien nieznany dotąd pierwiastek i to właśnie dzięki niemu jest możliwe przenoszenie się w czasie. Jednak jest to również zdeterminowane przez odpowiedni moment. Tak czy siak, warto się zastanowić, czy takie odkrycie, jeżeli miałoby kiedykolwiek nastąpić, byłoby korzystne dla dalszego rozwoju ludzkości. Chociaż z drugiej strony, jeśli w przyszłości ktokolwiek wynalazł sposób na podróże w czasie, to pewnie teraz mielibyśmy tutaj niemałe wycieczki turystów z lat, które dopiero nastąpią. 


Autor przestawia swój pomysł w sposób przystępny, ale nie banalny. Spotykamy się tutaj z wciągającą fabułą i szybką akcją. Mi czytało się tę historię bardzo dobrze, co również uważam za zaletę, bo nie ma nic gorszego niż książka czy ebook, które męczą, zamiast dostarczać rozrywki. Przy tej powieści można się, na szczęście, zrelaksować (o ile lubi się tego typu literaturę).


"Iskry Czasoświatu" to ciekawa powieść science fiction, w której przeszłość i przyszłość łączą się ze sobą w różnych momentach. Jeżeli jesteście fanami tego typu historii, lubicie SF i chcecie miło spędzić wieczór z lekturą, zachęcam do sięgnięcia po "Iskry Czasoświatu". Polecam.



Za możliwość przeczytania dziękuję samemu autorowi — Panu Krzysztofowi Bonkowi


Wydawnictwo Self Publishing

czwartek, 20 kwietnia 2017

"Pył Ziemi" Rafał Cichowski

Ostatnio bardzo polubiłam powieści science fiction, dlatego chętnie sięgnęłam po nową książkę Rafała Cichowskiego, czyli "Pył Ziemi". Już na wstępnie muszę wspomnieć, że okładka jest przegenialna! Lekko wydrążone litery i Ziemia, do tego wszystko w tonach szarości, co niewątpliwie może kojarzyć się z pyłem. Naprawdę projekt tej okładki jest świetny.

Przechodząc do fabuły. Mamy XXIV wiek. Ziemia umiera. Ludzie, aby przetrwać zagładę, konstruują statek kosmiczny — Yggdrasil. Ma on zapewnić idealne warunki do przeżycia dla wielu pokoleń ludzkości. W zasadzie misja ta okazuje się sukcesem, bo po siedmiuset latach, statek nadal istnieje, ale pojawiają się pewne problemy, a dalszy żywot Yggdrasil stoi pod znakiem zapytania.

Dwoje nieśmiertelnych mieszkańców statku (wszak przez wieki technologiczne postępy zapewniły ludziom wieczne życie) wraca na Ziemię, aby odnaleźć Bibliotekę Snów, czyli miejsce, gdzie zostały zachowane wszelkie ludzkie wspomnienia. Ma to im pomóc rozwiązać problem, który zagraża Yggdrasil i wszystkim jego mieszkańcom.

Pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki? Miałam wrażenie, że to bardzo skomplikowany sen, w którym nic nie wydaje się normalne, obrazy szybko przeskakują i łatwo się w nim pogubić. Lilo i Rez, czyli główni bohaterowie, spotykają na swojej drodze dość ciekawe postacie. Z jednej strony na przysłowiowe "dzień dobry" mają do czynienia z dość prymitywnym plemieniem, którego członkowie nie mają za bardzo pojęcia o cudach techniki, a raczej kompletnie o nich zapomnieli. Innym razem poznają lorda, który sprawuje władzę nad kopią Londynu rodem z czasów wiktoriańskich. Miasto to boryka się z problemem morderstwa pewnej prostytutki. Sprawę mają pomóc rozwikłać nasi kosmiczni bohaterowie. Innym miejscem, do którego trafią Lilo i Rez jest Aurora, czyli miasto, w którym znajduje się poszukiwana przez nich Biblioteka Snów. Niestety, droga do wspomnień nie jest prosta, ponieważ Aurorą włada despotyczna królowa, która nie jest chętna do współpracy. Dlaczego zatem przypomina mi to wszystko dość skomplikowany sen? Dlatego, że tak, jak we śnie, przeskakujemy w zupełnie różne od siebie miejsca, spotykamy odmiennych ludzi, a często mamy do czynienia z sytuacjami, które nas szokują.

Co do samych bohaterów, jakoś specjalnie ich nie polubiłam. Moim zdaniem trudno ich dokładnie poznać, co niestety, nie gra na korzyść tej powieści. W zasadzie mam wrażenie, że dało się poznać bliżej lorda Jacka, niż Reza czy Lilo, a chyba nie o to miało chodzić. Co do pozostałych postaci, może warto skupić się na tej przyszłościowej ludzkiej społeczności. To akurat było ciekawe, zwłaszcza fragment, w którym dowiadujemy się, jak powstawał pomysł na stworzenie Yggdrasil. Z jednej strony stanowi to pewną nadzieję dla rodzaju ludzkiego i alternatywę dla śmierci podczas końca świata. Z drugiej natomiast pokazuje, że człowiek nawet w obliczu zagłady, myśli wyłącznie o sobie i jest na najlepszej drodze, aby otrzymaną szansę na przeżycie zwyczajnie zmarnować przez chęć władzy, arogancję czy poczucie wyższości w stosunku do innych.

Trudno mi dokładnie określić moje uczucia po przeczytaniu "Pyłu Ziemi". Uważam, że pomysł był bardzo dobry, aczkolwiek chyba nie został do końca wykorzystany. Zabrakło mi tutaj lepszego poznania głównych bohaterów. Coś niecoś o nich wiemy, ale z pewnością staliby się bliżsi, gdybym wiedziała o nich więcej i pewnie dzięki temu książka spodobałaby mi się bardziej. Nie do końca przemawiały do mnie przejścia między opisanymi przeze mnie wyżej miejscami. To również można byłoby trochę inaczej połączyć, ale to tylko moje zdanie. Patrząc całościowo na całą historię jest to jednak dość ciekawa lektura, a pomijając tych kilka niedociągnięć, byłoby naprawdę świetnie.

"Pył Ziemi" to książka, która przedstawia wizję Ziemi i ludzkości. Myślę, że może spodobać się fanom powieści science fiction i poleciłabym ją właśnie tym czytelnikom. Sama natomiast mam mieszane uczucia, bo po przeczytaniu ukochanego przeze mnie "Chóru zapomnianych głosów" trudno mi znaleźć powieść traktującą o przyszłości, która równie jak ona, trafiłaby idealnie w mój czytelniczy gust.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non



tytuł:"Pył Ziemi"
autor: Rafał Cichowski
wydawnictwo: Sine Qua Non
data wydania: 2017
liczba stron: 320
okładka: miękka
źródło okładki








piątek, 14 kwietnia 2017

"Epidemia" Alex Kava

Czasu brak, jak zawsze... niestety, takie życie. Najgorsze jest to, kiedy tego czasu braknie na takie przyjemności jak czytanie, a stosy coraz to nowszych książek z każdym dniem wydają się większe i większe... co zrobić.. Powoli "odkopuję" się z moich książkowych zaległości i tak właśnie nadszedł moment, aby coś niecoś napisać o "Epidemii" Alex Kavy, którą przeczytałam całkiem niedawno.

Dochodzi do dziwnych zdarzeń. Młody mężczyzna popełnia samobójstwo skacząc z osiemnastego piętra hotelu. W tym samym czasie, ale w zupełnie innym miejscu, ginie młoda kobieta. Co ciekawe, na jej ciało natrafiono w wodzie, a w kieszeniach znajdują się kamienie. Trochę to podejrzane i przerażające. Jednak jest coś jeszcze bardziej wstrząsającego. Okazuje się, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta byli nosicielami niebezpiecznego wirusa. Śledztwem w tej sprawie zaczyna zajmować się FBI i wywiad wojskowy. Do sprawy zostaje przydzielona Magiie O'Dell. Agentka podejmuje współpracę z Ryderem Creedem. W czasie dochodzenia natrafiają na trop szokującego spisku, który zagraża całej ludzkości. Na domiar złego szaleniec, który stoi za zmutowaniem wirusa, znalazł sposób, aby zarazić jak najwięcej osób... Czy zagłada jest blisko?

Nie lubię tego uczucia, kiedy sięgam po książkę pełna entuzjazmu, a okazuje się, że w zasadzie moja ekscytacja jest przesadzona. Spodziewałam się wystrzałowego thrillera, a ten, niestety, nie powalił mnie na łopatki. Może coraz trudniej mnie czymś zaskoczyć i trafić do mojego czytelniczego serca? Nie wiem. W każdym razie po przeczytaniu opisu tej książki podejrzewałam, że będzie to mrożący krew w żyłach dreszczowiec, że akcja będzie biegła w zawrotnym tempie, a z każdą stroną będę coraz bardziej zaskoczona jej zwrotem. Smutno mi, bo tego zabrakło...

Uważam, że pomysł na tę powieść był genialny. Czyhające niebezpieczeństwo. Śmiercionośny wirus, który może doprowadzić do zagłady większości ludzkości. Walka z czasem. Szkoda, że na pomyśle się zakończyło, bo z wykonaniem jest tutaj trochę gorzej. Przynajmniej dla mnie. Kiedy skończyłam czytać "Epidemię", pojawiło się w mojej głowie: "Ale jak to? To już?!" Czułam niedosyt i to wielki. Niestety, nie niedosyt spowodowany tym, że książka tak bardzo mi się spodobała, że chcę jej więcej. Tutaj niedosyt wynika z tego, że zabrakło mi większego rozwinięcia. Wielu kluczowych, moim zdaniem, elementów. Nawet w bohaterach brakowało mi ich charakteru. Niby każdy z nich coś w sobie ma, ale nie zostało to w jakiś sposób rozwinięte. Na plus mogę ocenić jedynie Christinę. Wydaje mi się, że jest to najbardziej wyrazista postać tej książki. Mam wrażenie, że wzięła sprawę w swoje ręce w większej mierze, niż główni bohaterowie.

Pomimo tego wszystkiego, znajdzie się kilka zalet "Epidemii". Po pierwsze, to bardzo krótkie rozdziały. Przyspiesza i umila to czytanie, przynajmniej mi. Zawsze zyskuje to w moich oczach, bo chce się wiedzieć więcej i więcej, a treść przelatuje w zaskakującym tempie. Tutaj też tak było, ale niestety, dotarłam do ostatniej strony i... więcej się nie dowiedziałam. Zdecydowanym plusem jest też sam pomysł na tę powieść, ale jak już wcześniej napisałam, moim zdaniem, potencjał nie został wykorzystany. Może to dlatego, że przypomniało mi się genialne "Inferno" Dana Browna, w którym motyw swego rodzaju epidemii jest naprawdę wyczerpany.

Cóż więcej napisać? Tym razem niestety, nie jestem zadowolona po przeczytaniu książki, czego naprawdę żałuję, bo zapowiadało się ciekawie. Mimo to, nie zraziłam się co do autorki i z pewnością chętnie sięgnę po jej inne książki. Tym bardziej, że słyszałam/czytałam raczej pochlebne recenzje dotyczące jej twórczości, więc kto wie, może inne powieści Alex Kavy przypadną mi do gustu.

Jeżeli Wy już jesteście jej fanami, to z pewnością i tak sięgniecie po "Epidemię". Innych czytelników specjalnie nie zachęcam, ponieważ uważam, że powstały zdecydowanie lepsze thrillery, kryminały, czy powieści sensacyjne, z którymi warto spędzić wolny wieczór.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska
http://www.harpercollins.pl/

tytuł:"Epidemia"
tytuł oryginału: "Reckless Creed"
autor: Alex Kava
tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
wydawnictwo: Harper Collins Polska
data wydania: 2017
liczba stron: 320
okładka: miękka
źródło okładki





wtorek, 21 marca 2017

"Hrabia Monte Christo. Część 1" Aleksander Dumas

Już od ubiegłych wakacji zabierałam się za przeczytanie "Hrabiego Monte Christo", jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie. Jakiś czas temu dostałam przepiękne wydanie tego dzieła, co tym razem zmotywowało mnie do czytania.

Pierwsza część dotyczy losów Edmunda, kiedy to wraca do Marsylii. Wydaje się być człowiekiem niezwykle szczęśliwym. Już niebawem ma ożenić się z ukochaną Mercedes, a na horyzoncie widnieje awans. Niestety, przed śmiercią dowódcy statku, Edmund został poproszony o dostarczenie pewnych dokumentów, które zostały zabrane z Elby, czyli miejsca uwięzienia Napoleona.

Niefortunny bieg zdarzeń sprawia, że przesyłka stanie się świetnym pretekstem dla wrogów Edmunda, aby został on skazany na więzienie. I to nie byle jakie... Tam dokonuje się przemiana bohatera, który misternie zaplanuje swoją zemstę na tych, którzy pozbawili go szczęścia...

W moim przypadku bywa, niestety, tak, że klasyki rzadko trafiają w mój gust. Tym razem było zupełnie inaczej. "Hrabia Monte Christo. Część 1" to wciągająca, pełna przygód opowieść, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Takiej akcji nie doświadczyłam już dawno w żadnej powieści. Dzieje się naprawdę mnóstwo, a Aleksander Dumas za każdym razem jest w stanie zaskoczyć czytelnika czymś, czego ten się nie spodziewa. Jest to ogromna zaleta tej książki.

Bardzo podoba mi się również to, że fabuła jest skonstruowana wyjątkowo przemyślanie. Mimo ogromu treści, wątków, bohaterów, wszystko jest klarowne, nie ma jakichś skomplikowanych zawirowań. Widać, że wszystko tworzy wspaniałą całość niczym wieloelementowe puzzle.

Oczywiście, sam pomysł na tę historię jest według mnie fenomenalny. Mamy do czynienia z całym arsenałem intryg, sekretów, spisków i to wszystko po kolei w odpowiednim tempie wychodzi na jaw zaskakując raz po raz każdego, kto tylko chce zagłębić się w treść tej powieści. Po prostu coś niesamowitego, co wyjątkowo chwyciło mnie za moje czytelnicze serce. Poza tym, uwielbiam, gdy bohater danej historii zmienia się nie do poznania, a to właśnie dzieje się z Edmundem po wielu latach spędzonych w twierdzy If. W tym wypadku chęć zemsty jest uzasadniona. Zresztą, Edmund dokonuje jej w sposób dość nietypowy, robiący wrażenie nie tylko na czytelniku, ale również na bohaterach, których owa zemsta dosięga.

"Hrabia Monte Christo. Część 1" trafiła do kolekcji moich ulubionych, a wręcz ukochanych powieści. Od razu zabrałam się za kolejną, drugą część, bo nie mogłabym tak po prostu oderwać się od tylu wspaniałych przygód. To niesamowita historia o tym, do czego doprowadza zazdrość, o potędze intryg i spisków, zemście, a także ludzkiej przemianie, która dokonuje się pod wpływem trudnych życiowych sytuacji. Z pewnością jest to idealna, a nawet obowiązkowa lektura dla miłośników przygód, spisków i ogromu akcji, które wypełniają po brzegi tę powieść. Na pewno przeczytanie drugiej części nie będzie moim ostatnim spotkaniem z twórczością Aleksandra Dumasa, a Wam już teraz gorąco polecam "Hrabiego Monte Christo" i niech Was nie przerazi liczba stron. Naprawdę warto sięgnąć po to ponadczasowe dzieło.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG



tytuł:"Hrabia Monte Christo. Część 1"
tytuł oryginału: "Le comte de Monte Christo"
autor: Aleksander Dumas (ojciec)
tłumaczenie: Klemens Łukasiewicz
wydawnictwo: MG
data wydania: 2017
liczba stron: 704
okładka: twarda
źródło okładki





sobota, 18 marca 2017

"Nigdy nie jesteś sama" Renata Adwent

Natłok wszelkich obowiązków uniemożliwiał mi ostatnio czytanie w takim wymiarze, jak zwykle, ale na szczęście znalazłam chwilę, żeby sięgnąć po "Nigdy nie jesteś sama" Renaty Adwent. Książkę, która bardzo mnie zaskoczyła...

Historia dotyczy w zasadzie czterech sióstr, chociaż ta jednaAniela, odgrywa tutaj znaczącą rolę. Na początku wszystko wydaje się być w porządku. Zgodna rodzina, bez większych problemów, a jedynie jakieś drobnostki, które szybko udaje się zniwelować. Niestety, pewnego dnia dochodzi do tragedii, którą każdy przeżywa na swój sposób. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze dopiero nadejdzie i dotknie właśnie bezpośrednio Anielę...

 Dlaczego zdecydowałam się przeczytać tę powieść? Zaintrygował mnie jej opis. Dawno nie czytałam książki, w której bohater czy bohaterka musi się zmierzyć z przeciwnością losu, jaką jest choroba psychiczna. Wiadomo, jest to przerażające, ale z drugiej strony bardzo ciekawe. Poruszenie tak trudnego tematu to nie lada wyzwanie. Chociaż wiedziałam, bo w końcu zaznajomiłam się z opisem na okładce, czego mniej więcej się spodziewać, byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i tego, co dokładnie stanie się z główną bohaterką. Aż ciarki przechodzą po ciele...

Nie chcę zdradzać szczegółów tej strasznej dolegliwości, jaka zabrała Anieli radość życia. Warto natomiast skupić się na tym, co doprowadziło ją do takiego stanu, ponieważ osób o podobnym charakterze i sposobie myślenia jest na tym świecie całkiem sporo. Chodzi o poczucie, że czegoś nam brakuje, że wszyscy wokół są od nas lepsi, mają więcej, wszystko im się udaje i tak dalej. Często dochodzi do tego stopniowa utrata wiary w siebie, brak akceptacji, poczucie osamotnienia i ciągłe poszukiwanie drogi do zainteresowania innych swoją osobą. Chęć zaimponowania. Jednym do rozwiązania tego typu problemu wystarczy rozmowa z rodziną, przyjaciółmi, znalezienie nowego hobby. Niestety, inni idą dalej, co może doprowadzić do swego rodzaju obsesji, która z kolei może zakończyć się tragedią. Jest to przerażające, ale też często występujące zjawisko w rzeczywistości. Z jednej strony mnóstwo bogatych celebrytów, którym, wydawałoby się, wszystko się udaje, a z drugiej strony coraz więcej osób z kompleksami, niskim poczuciem własnej wartości, wszechobecna depresja. Myślę, że warto się nad tym zastanowić.

To moja kluczowa refleksja po przeczytaniu tej powieści. Co do samej książki i jej bohaterów muszę napisać, że są to bardzo ciekawe postacie. Każda z nich jest inna, wyrazista. Każda ma inny charakter. Jedne lubi się bardziej, drugie mniej. Wszystkie są, moim zdaniem, bardzo dobrze wykreowane. Nie będę opisywać po kolei, kto jaki jest, bo zajęłoby to zdecydowanie za wiele miejsca. Największą uwagę należy jednak zwrócić na Anielę, ponieważ to ona odgrywa tutaj znaczącą rolę i momentami nadaje historii klimat dobrego dreszczowca, za co przyznaję tej książce ogromnego plusa.

Skupiając się na stylu autorki, jest to bardzo lekko napisana powieść, chociaż dotyka trudnych tematów. Ostatnio miałam problem z czytaniem tak, jak dawniej, czyli po trzysta stron dziennie, nie tylko ze względu na brak czasu, ale przełamałam to właśnie przy "Nigdy nie jesteś sama", co świadczy o tym, że jest to historia wciągająca i nie dająca się odłożyć nawet na chwilę. Pochłonęłam ją prawie na poczekaniu. To kolejna jej zaleta.

O tej powieści mogłabym pisać i pisać, ponieważ bardzo przypadła mi do gustu i nie pozostawiła mnie po przeczytaniu bez kilku refleksji, a takie lektury wprost uwielbiam i najbardziej cenię. Chwyciła mnie za serce nie tylko fabułą i niebanalnymi bohaterami, ale przede wszystkim próbą poruszenia trudnego tematu, jakim jest choroba psychiczna, a także przekazaniem czytelnikowi tego wszystkiego w sposób niezwykle przystępny. Gorąco polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria




tytuł:"Nigdy nie jesteś sama"
autor: Renata Adwent
wydawnictwo: Feeria
data wydania: 2017
liczba stron: 416

okładka: miękka
źródło okładki







piątek, 24 lutego 2017

"Z każdym oddechem" Maya Banks

Miałam już okazję nieco poznać styl autorki. Podczytywałam trochę trylogii "Bez tchu", ale prawdę powiedziawszy, nigdy jej tak od przysłowiowej "dechy do dechy" nie przeczytałam, dlatego z chęcią sięgnęłam po "Z każdym oddechem".

Eliza jako nastolatka była bezgranicznie zakochana w Thomasie. Niestety, idealna miłość stała się największym koszmarem jej życia. Mężczyzna okazał się zwyrodnialcem
i seryjnym mordercą. Dziewczyna przyczyniła się do tego, aby ten człowiek całą resztę swojego życia spędził w więzieniu. Starannie ukryła własną tożsamość i postanowiła rozpocząć nowe życie. Po dziesięciu latach przeszłość powraca. Thomas dziwnym sposobem zostaje oczyszczony z zarzutów i niewątpliwie planuje zemstę na Elizie. Kobieta chce sama wymierzyć sprawiedliwość, ale nie wie, że na jej drodze stanie wyjątkowo arogancki i nieziemsko przystojny Wade Sterling...

Dawno nie spotkałam się z książką, która na początku raczej mnie do siebie zniechęciła, żeby po połowie wciągnąć mnie bez reszty. Do tych stu sześćdziesięciu stron bardzo mi się dłużyło. Główna bohaterka lekko mnie irytowała i nie przypuszczałam, żeby nagle miało się to zmienić. Zależy kto, co lubi, ale ja nie przepadam za takimi przemyśleniami, jak na przykład:

Jego słowa wypaliły zwęgloną ścieżkę w jej umyśle, prosto do spustoszonej i już sczerniałej duszy.

Tak samo opis pierwszego zbliżenia pomiędzy Elizą a Wadem... Wyjątkowo nie przypadło mi to do gustu. Naprawdę nie kupuję tego typu tekstów. Wolę coś konkretnego, niż rozwodzenie się i idealizowanie drugiego bohatera w takim momencie. W innych książkach również sypią się komplementy garściami, ale tutaj było to dla mnie tak przesłodzone, że wcale nie miałam frajdy z czytania.

Na szczęście druga połowa książki nadrobiła. Jest tutaj więcej akcji, mniej dłużyzny. Dowiadujemy się więcej o relacji Elizy i Thomasa. Poznajemy naprawdę mroczny charakter tego człowieka. Jego zachowanie bez dwóch zdań napawa strachem. Teraz mamy do czynienia z thillerem i to już o wiele bardziej przypadło mi do gustu. Nie powiem, mogło być jeszcze lepiej, ale w porównaniu z początkiem powieści, druga część tej książki jest bardzo dobra.

Oczywiście, nie należy zapominać o wątku miłosnym, który jest tutaj również obecny i chyba każdy czytelnik byłby w stanie się go domyślić. Uważam jednak, że zamiast skupiać się na relacji pomiędzy Elizą a Wadem, warto przyjrzeć się temu, co łączyło ją z Thomasem. To przerażające, że chodzą po tym świecie osoby tak wynaturzone i zdolne do okrucieństwa. Chora obsesja tej postaci doprowadziła do śmierci wielu niewinnych kobiet, ale najgorsze jest to, że Thomas miał niesłychane zdolności. Potrafił czytać w myślach i manipulować ludźmi do tego stopnia, że stawali się jego umysłowymi niewolnikami. To samo zastosował w przypadku Elizy. Przeraża mnie fakt, że jeden człowiek jest w stanie wyczuć podatność drugiego i sterować nim tylko i wyłączenie dla własnych korzyści. Myślę, że warto się nad tym zastanowić, bo chociaż tutaj jest to fikcją literacką, to w rzeczywistości również możemy spotkać się z tego typu ludźmi.

"Z każdym oddechem" to z pewnością książka dla wielbicieli historii miłosnych z thrillerem w tle. Plusem tej powieści jest ukazanie owej miłości także z tej niebezpiecznej strony. Jako obsesji, a także, dla kontrastu, kwintesencji naiwności. Moim zdaniem przypadnie do gustu również tym, którzy szukają nie za wiele wymagającej od czytelnika lektury. Jeżeli macie ochotę na coś dobrego do przeczytania na weekend czy inny wolny wieczór, to z pewnością ta książka się do tego nada.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska
tytuł:"Z każdym oddechem"
tytuł oryginału: "With Every Breath"
autor: Maya Banks
tłumaczenie: Janusz Maćczak
wydawnictwo: Harper Collins Polska
data wydania: 2017
liczba stron: 320
okładka: miękka
źródło okładki




czwartek, 16 lutego 2017

"Losing Hope" Colleen Hoover

Pamiętam, jak kilka miesięcy temu pochłonęło mnie bez reszty "Hopeless". Niestety, ze względu na różnego rodzaju obowiązki, z "Losing hope" musiałam poczekać aż do wczoraj. Jednak jak tylko zabrałam się za czytanie, od razu wciągnęłam się w fabułę i skończyło się tym, że książkę przeczytałam jednym tchem od początku do końca.

"Losing Hope" jest uzupełnieniem "Hopeless" o bardzo ważne informacje. Wydarzenia są tutaj przedstawione z perspektywy Holdera. Dowiadujemy się, co przeżywał, kiedy po raz pierwszy zobaczył Sky i jakie emocje nim wówczas targały. Dodatkowo poznajemy treść swego rodzaju pamiętnika w formie listów, które główny bohater kierował do swojej zmarłej siostry. Z kolei zakończenie powieści daje nam możliwość pełnego poznania tej tragicznej historii...

Zdecydowanie, po przeczytaniu "Losing Hope" jestem przekonana, że sięgnę po inne książki autorstwa Colleen Hoover. Lubię tego typu historie o miłości, dlatego tak bardzo podoba mi się zarówno "Hopeless" jak i "Losing Hope". Jestem wręcz zakochana w każdym bohaterze, który tak, jak między innymi Dean Holder, zmienia się pod wpływem prawdziwego, pięknego uczucia, jakim jest miłość. Ktoś mógłby pomyśleć, że to typowe romansidło dla nastolatek. Uważam inaczej, ponieważ nasi zakochani nie patrzą sobie wiecznie w oczy, nie wymieniają się uprzejmościami i tym podobne. Często wzajemnie sobie docinają, ale jest to tak sympatyczne, że nie ma możliwości, by któreś było obrażone. Bardzo mi się to podoba.

Kolejną zaletą tej książki są wspomniane przeze mnie wyżej listy, które Holder pisał do swojej zmarłej siostry. To dzięki nim dowiadujemy się dokładnie, jaki jest bohater, jak wiele smutku i żalu w sobie nosi. To uzewnętrznienie się daje trochę do myślenia czytelnikowi. Zdarza się, że uważamy, że ktoś jest wręcz niezniszczalny, nic go nie rusza, jest pozbawiony wszelkich uczuć, a często właśnie takie osoby mają ich w sobie więcej niż przeciętny człowiek, tylko nie chcą ich okazywać.

Sama historia tych dwojga zakochanych w sobie nastolatków jest jednocześnie piękna i dramatyczna. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. To, co musieli przeżyć bohaterowie w tak młodym wieku, mogłoby przerosnąć niejednego dorosłego człowieka. Wydawałoby się, że wyczerpali limit nieszczęść na całe życie już jako dzieci, ale widać, że los czasami bywa łaskawy i jest w stanie wynagrodzić nawet największe krzywdy.

Ta książka ma mnóstwo zalet. Przede wszystkim napisana jest stylem, który sprawia, że czytanie staje się samą przyjemnością i nawet nie spostrzegłam, kiedy dotarłam do ostatniej strony, a ja takie książki lubię najbardziej. Do tego dochodzi ciekawa, według mnie, fabuła, charyzmatyczni bohaterowie i mnóstwo, naprawdę mnóstwo, emocji. To wszystko składa się na świetną powieść, którą polecam zarówno nastoletnim czytelnikom, jak i tym już nieco starszym.

Wydawnictwo Otwarte

tytuł:"Losing Hope"
tytuł oryginału: "Losing Hope"
autor: Colleen Hoover
tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski 
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 2015
liczba stron: 355
okładka: miękka
źródło okładki








poniedziałek, 13 lutego 2017

"Dobrawa pisze CV" Janina Lesiak

Postacie historyczne to bardzo ciekawy temat. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z bohaterkami. Tym razem dzięki autorce dostajemy szansę na poznanie Dobrawy Przemyślidki. Kobiety mądrej, odważnej i pełnej miłości.

Dobrawa, jako młoda dziewczyna, stała się ofiarą pijaństwa i rozpusty margrabiego Miśni Guntera z Merseburga. To nieszczęśliwe zdarzenie sprawiło, że wkrótce na świat przyszedł syn - Guncelin - Ekkehard. Chociaż dziecko było wynikiem okrutnego czynu, Dobrawa obdarzyła je ogromną miłością. Niestety, wówczas wszędzie liczyła się tylko polityka i władza. Jako córka Bolka Srogiego została przeznaczona do zamążpójścia bez większej chęci. Wszystko dla korzyści ojca i przyszłego męża. Musiała pożegnać się z ukochanym synem i równie ukochaną siostrą, którą z kolei los zaprowadził do zakonu. Dobrawa, będąc żoną władcy, narażała się na intrygi i spiski. Była jednak głęboko wierząca i nie poddawała się nawet w trudnych chwilach.

Miałam okazję przeczytać poprzednie książki autorki. Uważam, że z każdą kolejną jest coraz lepiej. Zdecydowanie spośród tych trzech wygrywa Dobrawa. Przede wszystkim bardzo podoba mi się to, że w sposób lekki i przyjemny możemy poszerzyć naszą historyczną wiedzę. Pewnie mało kto sięgnąłby po jakieś "suche" informacje dotyczące tej postaci, prawda? A po tego typu książkę już prędzej. Tym bardziej, że autorka nie zadręcza nas długimi opisami, które mogłyby zanudzać. Owszem, czasami bywa dość szczegółowo, ale wszystko odpowiednio wyważone i z pewnością nie zniechęca do lektury.

Mnie zaciekawiła też sama Dobrawa. Kobieta inteligentna, mądra, kochająca. Nie sposób nie poczuć do niej sympatii. Bardzo było mi jej żal, kiedy musiała pożegnać się na zawsze ze swoimi bliskimi i ruszyć w zasadzie w nieznane. Nie każdy byłby na tyle silny, aby przetrwać rozłąkę i stawić czoła nowym wyzwaniom, często bardzo trudnym, w otoczeniu osób, które w pewnej chwili mogą uknuć jakąś intrygę. Tak samo umiejętność komunikacji z mężem należy do jej mocnych stron. Potrafiła rozmawiać z Mieszkiem w taki sposób, aby ani go nie urazić, ani nie rozgniewać, a jednak przedstawić swoje zdanie. Uważam, że Dobrawa zasługuje zatem na miano jednej z najwspanialszych kobiet będących u boku władcy Polski.

"Dobrawa pisze CV" to wyjątkowo interesująca książka, dzięki której można przybliżyć sobie postać księżnej. To zaledwie dwieście stron wspaniałej historii o wyjątkowej kobiecie, która poświęciła, można powiedzieć, całe swoje życie dla innych. Której odebrano cenny skarb, jakim był jej syn. Która często musiała wykazywać się umiejętnością prowadzenia konwersacji, aby nie doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu. Ta powieść zdecydowanie przypadła mi do gustu i jeżeli lubicie tego typu książki lub interesujecie się historią, to tym bardziej polecam.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG


tytuł:"Dobrawa pisze CV"
autor: Janina Lesiak
wydawnictwo: MG
data wydania: 2016
liczba stron: 208
okładka: twarda
źródło okładki








piątek, 3 lutego 2017

"Projekt Mefisto" Marcin Mortka

Muszę to napisać... Jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło mi się, żebym tyle czasu spędziła nad jedną książką. Od bardzo dawna nie miałam takiej sytuacji, że po około pięćdziesięciu stronach zwyczajnie odechciało mi się dalszego czytania, a szkoda, bo zapowiadało się dość ciekawie...

"Projekt Mefisto" to historia małego miasteczka, które próbują dosięgnąć piekielne moce. Do Wyplut przybywa przedstawiciel Piekła - Zygmunt. Jego zadaniem jest wprowadzenie w życiu projektu Mefisto 2.0. Założeniem jest pogrążenie mieszkańców w grzechu. Misja mogłaby zakończyć się powodzeniem, gdyby nie to, że napotkani przez Zygmunta ludzie są bardziej zaawansowani w byciu złymi niż sami wysłannicy Piekła.

No i właśnie... zapowiadało się ciekawie, a wyszło, jak wyszło. Prawdę powiedziawszy trudno było mi przez tę książkę przebrnąć. Zdarzyły się momenty, kiedy już myślałam, że będzie dobrze, ale za moment znowu nie mogłam się wdrożyć i przyjemności z czytania, niestety, nie było, czego bardzo żałuję.

Rzecz, jaka mi się podobała to humor, który często gęsto jest bardzo cięty, a to akurat lubię, więc w tym momencie należy się plus tej powieści. Sam pomysł na nią też nie był zły. Groteskowe przedstawienie małomiasteczkowości i poniekąd pracy w korporacji. Diabeł będący wysłannikiem jakby firmy, który musi bić rekordy za wszelką cenę. Z drugiej strony mieszkańcy Wyplut, którzy dzielą społeczeństwo, mają własny światopogląd, a czasami ich zachowanie powaliłoby na łopatki przedstawiciela piekielnych czeluści. To, przyznaję, również zaleta, jednak jest w tej książce coś, co do mnie nie przemawia. Nie mogłam się wciągnąć w ten świat, a szkoda, bo zapowiadało się naprawdę intrygująco.

W zasadzie trudno jest mi napisać cokolwiek więcej. Do mnie ta powieść nie przemówiła. Niemniej jednak, jeżeli macie ochotę sami się przekonać co do tej powieści, to sięgnijcie po nią. Ile czytelników, tyle opinii i być może Wam przypadnie do gustu. Ja, niestety, nie miałam zbytniej przyjemności z tej lektury.

Za możliwość przeczytania dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal




czwartek, 5 stycznia 2017

"Piąta pora roku" Nora K. Jemisin

Kiedy "Piąta pora roku" trafiła w moje ręce, od razu miałam ochotę ją przeczytać. W zależności od nastroju lubię sięgać po różnego rodzaju książki. Czasami jest to nawet najbardziej banalna powieść obyczajowa, innym razem kryminał, a niekiedy właśnie coś z fantastyki. Tak było ostatnim razem, dlatego zabrałam się za dzieło Nory K. Jemisin.

Wszystko wskazuje na to, że zbliża się zagłada. Większość byłaby przerażona taką wizją, ale nie Essun. Jej koniec świata zaczął się już wcześniej. Mąż najpierw zabił ich syna, a następnie uprowadził córkę. Zrozpaczona kobieta postanawia wyruszyć w rozpadający się świat, aby odzyskać utracone dziecko. Jest przy tym zdolna do wszystkiego...

Mam nieco mieszane uczucia co do tej książki. Bardzo podoba mi się świat wykreowany przez autorkę. Uważam, że jest to ciekawy pomysł i coś, z czym jeszcze nie miałam styczności, a takie nowości bardzo sobie cenię. Potężna moc ziemi, która może służyć za przerażającą broń. Zjadacze kamieni, geodziarze, czy wreszcie tytułowa Piąta Pora Roku oznaczająca długą zimę, wywołaną przez aktywność sejsmiczną lub jakiś kataklizm, to tylko część fantastycznej, interesującej fabuły. Bohaterowie również są intrygujący. Szczególnie spodobały mi się rozdziały, w których główną postacią jest Damaya. Bardzo przypadł mi do gustu również sposób rozdzielania treści. Cyklicznie każdy rozdział należy do innego bohatera. Takie rozwiązanie sprawiło, że czytałam szybciej, bo byłam ciekawa, co tym razem wydarzy się u danej osoby, a wiedziałam, że odpowiedź znajdę dopiero po kilku lub kilkunastu stronach. To wszystko składa się na plus tej powieści.

Niestety, w pewnym momencie miałam czytelniczy zastój. Niby historia wciągająca, a jednak nie miałam ochoty na dalszą lekturę i częściej musiałam robić sobie przerwy. Nie wiem, czym było to spowodowane. Być może w którejś chwili nie czułam już takiego "wow", jak na początku. Czytałam po kilkanaście stron i miałam dosyć mimo, że przecież fabuła bardzo mi się podobała i właśnie dlatego, mam co do niej mieszane uczucia. Cóż, czasami bywa i tak.

"Piąta pora roku" to książka, w której na pewno odnajdą się fani fantastyki. Mamy tutaj ciekawie stworzony świat, interesujących bohaterów, a przede wszystkim niesamowitą moc ziemi, z którą, wydaje mi się, nigdy wcześniej nie spotkałam się w literaturze, a jak już wspomniałam wcześniej, lubię nowości. Zachęcam do sięgnięcia po nią czytelników, którzy kochają fantastykę i dobrze bawią się przy tego typu książkach. Polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non




tytuł:"Piąta pora roku" 
tytuł oryginału: "The Fifth Season" 
autor: Nory K. Jemisin 
tłumaczenie: Jakub Małecki 
wydawnictwo: Sine Qua Non 
data wydania: 2016 
liczba stron:440 
okładka: miękka 
źródło okładki



piątek, 30 grudnia 2016

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

O Harrym Potterze chyba nikomu nie muszę mówić, bo czy jest ktokolwiek, kto nigdy wcześniej nie słyszał chociażby wzmianki o przygodach młodego czarodzieja i jego przyjaciół? Chyba nie. Ja sama od dziecka jestem ogromną fanką świata wykreowanego przez J.K. Rowling, dlatego koniecznie musiałam sięgnąć po tę najnowszą książkę.

Tym razem Harry nie jest głównym bohaterem. Jego miejsce zajmuje syn - Albus Severus Potter, z którym nie może za bardzo znaleźć wspólnego języka. Młody Potter nie trafia tradycyjnie do Gryffindoru i zaprzyjaźnia się z synem szkolnego wroga ojca - Malfoyem. Na domiar tego wszystkiego dowiaduje się o zmieniaczu czasu. Dobre intencje powodują ogromne problemy...

Mimo, że mam już ponad dwadzieścia lat, nadal lubię od czasu do czasu wrócić do tego świata. Zastanawiałam się, do której grupy czytelników trafię po przeczytaniu tej książki, ponieważ ma ona zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników. Niestety, należę jednak do tej drugiej grupy. To już nie jest to samo, co w poprzednich siedmiu książkach. Nie ma tego magicznego klimatu, a przynajmniej ja już go nie czuję. Faktycznie, dawni bohaterowie wydają się inni, niż jakimi ich poznałam, bo jak inaczej uważać, kiedy Harry, wielki czarodziejski bohater, nagle sprawia wrażenie bycia nieporadnym, jakimś takim bez wyrazu? Czuję się nieco rozczarowana. Trochę tak, jakby ktoś podarował mi przysmak z czasów dzieciństwa, a po spróbowaniu okazałoby się, że to tylko zaledwie namiastka tego, co było kiedyś.

Z fabułą też różnie bywa. Zawirowania związane ze zmianą czasu są w zasadzie dobrym pomysłem, ale czy na pewno najlepiej zrealizowanym? Momentami miałam wrażenie, że jest to wszystko za bardzo naciągane. Zwłaszcza jedna sytuacja związana z Voldermortem. Trzeba jednak przyznać, że mimo wszystko, tę książkę czyta się lekko. Akcja biegnie dość szybko. Sporo się dzieje i być może, gdybym nie znała wcześniej przygód Harry'ego i twórczości J.K. Rowling, bardziej przypadłaby mi do gustu ta historia.

Niestety, brakuje mi tutaj tej niesamowitości, którą poznałam wcześniej. Bohaterowie już nie ci sami. Wykreowany świat nie ma tego magicznego blasku, co kiedyś. Wielka szkoda. Jednak jest to tylko moja subiektywna opinia. Jak już wcześniej wspomniałam, być może, gdybym w dzieciństwie nie zakochała się swoim czytelniczym sercem w genialnej serii poświęconej przygodom Harry'ego Pottera, ta książka raczej bardzo by mi się spodobała.

Tym razem nie będę specjalnie polecać. Oczywiście, kto chce, niech sam się przekona, ale nic się nie stanie, jeżeli pozostaniecie przy znajomości tylko siedmiu tomów przygód młodego czarodzieja i jego przyjaciół.

Wydawnictwo Media Rodzina

tytuł:"Harry Potter i Przeklęte Dziecko"
tytuł oryginału: "Harry Potter and the Cursed Child"
autor: Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne, John Tiffany
tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: 2016
liczba stron: 368
okładka: miękka





wtorek, 27 grudnia 2016

"Pryncypium" Melissa Darwood

Po miesięcznej przerwie czas nadrobić czytelnicze zaległości. Dzisiaj przedstawiam Wam "Pryncypium", czyli niespodziewanie świetną książkę (w moim przypadku ebooka), która w minione Święta pochłonęła mnie bez reszty.

Zoltan jest bezwzględnym przedsiębiorcą, który za nic ma innych. Wydaje się być człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć. Jednak to tylko pozory. Tak naprawdę jest on członkiem starożytnej organizacji, która strzeże praw Pryncypium i wiedzy o Nominach. Jego życie zmienia się diametralnie, kiedy pojawia się w nim Aniela. Zupełne przeciwieństwo Zoltana. Dziewczyna młoda, ale już ze sporym bagażem życiowych doświadczeń. Ciężko pracuje i jednocześnie studiuje, aby pomóc swojej rodzinie. Dzieli ich dosłownie wszystko, a jednak los postanowił w jakiś sposób ich połączyć...

Naprawdę, kiedy sięgałam po tego ebooka, nie spodziewałam się, że będzie to tak wciągająca i wspaniała historia. Mam słabość do powieści, w których występują ci na pozór źli mężczyźni, przepełnieni pewnością siebie, wręcz arogancją, a w głębi duszy to dobrzy ludzie. Są w stanie darzyć niebywałym uczuciem i przejść metamorfozę pod wpływem drugiej osoby, która pokazuje im, czym jest prawdziwa miłość. Po prostu uwielbiam tego typu historie. Zawsze chwytają mnie za serce. Tak było i tym razem. Zoltan stał się kolejnym bohaterem literackim, którego darzę ogromną sympatią. Anieli też należy się miejsce wśród moich ulubionych bohaterek. Podejrzewałam, że będzie trochę taką przysłowiową szarą myszką, ale nie. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Ogromny plus dla autorki za główne postacie "Pryncypium".

Sama fabuła również zasługuje na pochwałę. Było to dla mnie coś nowego, świeżego. Lubię książki, w których współczesność łączy się z nutą fantazji, czegoś niesamowitego, niespotykanego, nadprzyrodzonego. Tutaj mamy do czynienia z przeznaczeniem imion. Możecie się przekonać o tym, jaką posiadają moc. Jednak nie tylko Nomina odgrywają znaczącą rolę w naszym życiu. Ważna jest również harmonia pomiędzy nimi, a Lokum i Ipsum. Uważam, że pomysł autorki na tę książkę jest naprawdę świetny i moim zdaniem został bardzo dobrze zrealizowany.

Ta historia pokazuje, że tak naprawdę nie ma znaczenia, jak bardzo się różnimy. To właśnie przeciwieństwa najbardziej się przyciągają i tworzą najciekawsze duety. Liczy się przede wszystkim kierowana przeznaczeniem miłość, która pokonuje wszelkie niedogodności i przeciwieństwa. 

Wyjątkowo miło spędziłam czas z "Pryncypium". Wciągająca, ciekawa lektura. Konkretni bohaterowie. Sporo akcji. Intrygująca fabuła. Czego chcieć więcej? Być może jedynie kontynuacji. Gorąco polecam zwłaszcza tym czytelnikom, którzy tak jak ja, uwielbiają tego typu historie miłosne. Moim zdaniem "Pryncypium" spodoba się także osobom, które poszukują niezbyt obszernej, ale wciągającej lektury, którą czyta się lekko i przyjemnie.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Genius Creations




tytuł: "Pryncypium"   
autor: Melissa Darwood  
wydawnictwo: Genius Creations
data wydania: 2016  
liczba stron: 370   
źródło okładki










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...