niedziela, 13 września 2015

"Wyspa potępionych" Melissa de la Cruz


Na tę książkę, jak na wiele innych, które miałam okazję przeczytać, trafiłam przypadkiem. Leżała sobie spokojnie na biurku w bibliotece, więc ją przygarnęłam, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, na co się piszę. W zasadzie przewertowałam strony na szybko i wzięłam. Teraz uważam, że była to całkiem nieźle podjęta decyzja.

Któż z nas nie pamięta słynnych bajek Walta Disneya? Jeżeli chociaż trochę tęsknicie za dzieciństwem, to to jest książka dla was. Będziecie mieć okazję przypomnieć sobie stare dobre czasy. Chociaż tutaj spotykamy się w większym stopniu z tymi negatywnymi bohaterami takimi jak: Cruella de Mon, Diabolina, Jafar i tak dalej, którzy za swoje złe uczynki zostali skazani na życie na Wyspie Potępionych. Najciekawsze jest to, że owe postacie doczekały się swojego potomstwa. Właśnie ich dzieci odgrywają tutaj kluczową rolę. Czy młodsze pokolenie będzie chciało naprawić błędy rodziców i zmienić swoje życie na lepsze?

Dawno nie czytałam takiej książki. Miło było przypomnieć sobie ulubione bajki z dzieciństwa. Moim faworytem była, jest i zawsze będzie "Śpiąca królewna", chociaż inne również bardzo lubię. W książce tej mamy poniekąd ciąg dalszy znanych przez nas historii, ale złączonych w jedną. Zło zostało zamknięte na Wyspie Potępionych, a dobro rozkwita w baśniowym Auradonie. Na wyspie życie funkcjonuje po swojemu. Jest pewna hierarchia, każdy wypełnia jakieś zadania. Funkcjonuje nawet szkoła dla małych łotrów, chociaż przedmiot, których się w niej naucza, zdecydowanie odbiegają od standardu.

Taki rodzaj książek może nie należy do moich ulubionych, ale była to miła odmiana po przeczytaniu różnych innych. Nie zanudziłam się przy niej. Do końca dobrnęłam dosyć szybko. Fabuła jest bardzo ciekawa. Przyjemnie spędziłam czas z tą lekturą, aczkolwiek uważam, że nadaje się ona bardziej dla młodszych czytelników.

Muszę na koniec dodać, że bardzo spodobał mi się jeden fragment dotyczący czytania książek:

Pewnego razu ojciec odkrył, że spędzili cały dzień schowani w bibliotece, zamiast iść na królewski bankiet, za co straszliwie ich zbeształ. Nie rozumiał, jak mogli opuścić wystawne przyjęcie "dla jakichś bajeczek". Matka z pasją stanęła w ich obronie.
- Ależ to wcale nie są jakieś tam bajeczki!- powiedziała.- To całe królestwa. Światy. Perspektywy i opinie, których ty nie możesz zaoferować. Mówią o życiach, których ty nie przeżyłeś. Są cenniejsze niż złoto i ważniejsze niż jakiś oficjalny obiad. Wydaje mi się, że jako król powinieneś to wiedzieć!

Za książkę dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta 

Wydawnictwo Egmont Polska

wtorek, 8 września 2015

"Zwykły człowiek" Graeme Cameron

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ bardzo zaintrygował mnie jej opis na tylnej okładce. Z pewnością większość czytelników zainteresowałoby się tym, że kryminalna historia jest przedstawiona z perspektywy mordercy. Dobry thriller to ten typ książki, z którym lubię od czasu do czasu (a nawet częściej) spędzić czas. Czy "Zwykły człowiek" okazał się strzałem w dziesiątkę i powieścią, od której nie mogłam się oderwać?

Codziennie mijamy mnóstwo ludzi. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, kim mogą oni być? Jakie jest prawdopodobieństwo, że osoba spotkana przed chwilą na ulicy nie okaże się zwyrodniałym mordercą? Takim "zwykłym człowiekiem" jest główny bohater tej powieści. Niby przeciętny mężczyzna, a jednak nikt nie domyśla się, co rodzi się w jego głowie. Chyba nikt nie byłby w stanie podejrzewać, jak mroczne i przerażające myśli ma ten człowiek. W zasadzie jego podwójne życie nie uległoby jakimkolwiek zmianom, gdyby nie jedna z ofiar i spotkana przypadkiem kobieta, która nie będzie w nim widziała przeciętnego mężczyzny...

Kiedy przeczytałam opis tej książki, pomyślałam, że może być to naprawdę wspaniały thriller. Do tego jeszcze rekomendacja Lee Childa:

 Hipnotyzuje i mrozi krew w żyłach. Tego nie da się zapomnieć

Liczyłam na fantastyczny dreszcz emocji. Lekturę, od której nie można się oderwać. Niestety, jak zaczęłam czytać, tak się oderwałam. Moja ekscytacja została szybko ostudzona. Po dwudziestu stronach byłam zmęczona i nie miałam ochoty wracać do czytania. W zasadzie dopiero po kilku dniach sięgnęłam po nią ponownie i od tej pory, ku miłemu zaskoczeniu, było lepiej. Akcja stawała się coraz ciekawsza. Wciągnęłam się w fabułę, ale muszę przyznać, że nie jestem specjalnie oczarowana. Plusem jest na pewno nietuzinkowe zakończenie. Takiego na pewno się nie spodziewałam, aczkolwiek i to nie chwyciło mnie za czytelnicze serce. Nie można powiedzieć, że autor może nas zanudzić na śmierć. Co to, to nie. Trzeba przyznać, że pomysł z przedstawieniem historii oczami mordercy był strzałem w dziesiątkę. Plusem jest też to, co zaczynało dziać się pod koniec książki. To zdecydowanie ożywiło moje emocje w stosunku do niej. I chociaż mnie nie powaliła na łopatki, właśnie za narrację i półmetek lektury mogę ją polecić fanom thrillerów i kryminałów.

Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Nie powiedziałabym, że jest ona zła, ale też dużo mi w niej brakowało. Nie zżyłam się z bohaterami. Żadna z postaci raczej nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Kilkakrotnie męczyłam się przy opisach, których szczerze nie cierpię. Książka wygrywa jednak dla mnie narracją i zakończeniem, aczkolwiek patrząc na całokształt, to chyba nie jest do końca to, co w tego typu powieściach cenię. 

Za książkę dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta

Wydawnictwo Harper Collins

niedziela, 6 września 2015

"Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego" Wiktor Krajewski, Maria Fredro- Boniecka

"Wojna. Krótkie słowo, pięć liter, ale jakże niebezpiecznych, niosących ze sobą krzywdę, stratę i utratę. Tak, wraz z wojną utraciłam wiarę w Boga. Bo jeżeli Bóg by istniał, nie pozwoliłby na to, żeby tylu ludzi cierpiało, tyle osób zginęło, tylu ludzi straciło najbliższych."

Z pewnością niejeden człowiek patrzący na zniszczenia, jakie siała II wojna światowa, miał dokładnie takie same myśli. Ciężko sobie wyobrazić, zwłaszcza nam- ludziom, którzy znają te wydarzenia wyłącznie z opowiadań, książek, filmów, ile bólu i cierpienia musieli przeżyć ci, którzy w tamtych czasach musieli codziennie zmagać się z okrucieństwem, smutkiem, stratą...
"Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego" to zbiór relacji kobiet, które podczas powstania warszawskiego pełniły funkcję łączniczek. Historie te przedstawiają obraz tego wyjątkowego wydarzenia z różnych ujęć. Jednak wszystkie ukazują jedno. Jak bezwzględni i bezduszni byli okupanci. Nie liczyło się dla nich, czy ofiara jest osobą dorosłą, czy dzieckiem. Strzelali, mordowali, wywozili do obozów praktycznie wszystkich. Zachowanie niczym maszyny stworzone do zabijania. Temat II wojny światowej to temat rzeka. Wiele można o nim mówić i trzeba. Te wydarzenia nigdy nie powinny zostać wymazane z ludzkiej pamięci. Zdobytą wiedzę należy przekazywać dalej, aby wspomnienia o poległych nigdy nie wygasły. 

Z historii przedstawionych w tej książce dowiadujemy się również o niebywałej odwadze i sile ducha wszystkich ludzi, którzy stawili czoła tym przerażającym chwilom i starali się walczyć o wolność ojczyzny. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach nie ma już osób z takim charakterem. Jestem pełna podziwu zwłaszcza dla tych, którzy podczas powstania byli dziećmi lub dopiero co stanęli u progu dorosłości. Za to, że pomimo takiego wieku stawali do walki jak zawodowi żołnierze. Nie bali się spojrzeć śmierci prosto w oczy. Byli jednymi z wielu, którzy udowodnili, że polski naród jest wielki...

Jak najbardziej zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę. Są to historie autentyczne, czego potwierdzeniem są zawarte w książce zdjęcia bohaterek. Wspomnienia niesamowite, pełne przeżyć i  emocji. Polecam.

Wydawnictwo W.A.B

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"Miniaturzystka" Jessie Burton


Nella Oortman w wieku osiemnastu lat trafia do domu swojego męża. Dziewczyna nie ma pojęcia, czego może się spodziewać. Niespodziewanie zamiast ujrzeć małżonka, poznaje jego siostrę, która nie okazuje Nelli cienia sympatii. Johannes pojawia się w domu dopiero po kilku dniach i obdarza swoją młodziutką żonę nietypowym prezentem. Jest nim miniatura ich kamienicy w formie kredensu. Ten maleńki domek ma zostać urządzony przez miniaturzystkę. Kiedy pierwsze figurki trafiają do rąk Nelli, dziewczyna jest zachwycona talentem ich wykonawczyni, jednak z czasem zaczyna odkrywać, że nie do końca wszystko jest tym, na co wygląda...

Rozpoczęłam lekturę tej powieści z wielkim trudem. Z początku wydawała mi się przerażająco nudna. Ciężko mi szło z jej czytaniem. Jednak wreszcie nadszedł taki moment, w którym akcja zaciekawiła mnie do tego stopnia, że nie mogłam się oderwać! W tamtej chwili zaczęłam dostrzegać w tej książce coś niesamowitego. Coś, co bardzo mi się spodobało. 

Historia jest naprawdę bardzo ciekawa. Nietypowa. Przenosimy się do XVII-wiecznej Holandii. "Miniaturzystka" to jedna z tych książek, które potrafią sprawić, że czytając, czujemy się, jakbyśmy faktycznie przebywali między bohaterami powieści. Potrafimy dokładnie wyobrazić sobie scenerię, klimat i ludzi, którzy wówczas żyli. Chociaż nie to jest kluczowym elementem, który sprawia, że fabuła "Miniaturzystki" jest wspaniała. Najbardziej fascynująca jest tytułowa postać. Tajemnicza dziewczyna, o której do końca wiemy niewiele. Praktycznie nic. Dziewczyna, która ma niespotykaną umiejętność. To właśnie przez tę zdolność cieszy się powodzeniem. Z drugiej jednak strony jest to nieco przerażające. Nie każdy chciałby się dowiedzieć, że ktoś zna jego i jego bliskich los...

"Miniaturzystka" to wspaniała opowieść, w której przewija się mnóstwo uczuć i emocji. Jest zakazana miłość, przyjaźń, ale także zdrada, próba zabójstwa, kara śmierci... Cały czas towarzyszą nam tajemnice, które powoli, stopniowo odkrywamy wraz z główną bohaterką. 

Książkę polecam czytelnikom, którzy darzą uznaniem powieści z historycznym tłem. Uwielbiającym wszelkiego rodzaju spiski i sekrety.

Wydawnictwo Literackie

sobota, 22 sierpnia 2015

"Piękny nieznajomy" Christina Lauren

autor: Christina Lauren
wydawnictwo: Zysk i S-ka
liczba stron: 368
moja ocena: 8/10

Chociaż książkę przeczytałam prawie dwa tygodnie temu, jakoś nie miałam chęci, aby zabrać się za jej zrecenzowanie. Nie oznacza to, że nie jest ona dobra.

Sara dopiero co pożegnała się ze swoim długoletnim związkiem. Postanawia zabawić się w klubie. Jej uwagę przyciąga nieziemsko przystojny mężczyzna stojący przy barze. Kobieta postanawia odkryć swoją niegrzeczną stronę, a piękny nieznajomy Max z przyjemnością jej w tym pomoże...

Po książkę sięgnęłam ze zwykłej ciekawości zaraz po przeczytaniu "Pięknego drania". Muszę przyznać, że ta część bardziej mi się podobała. Może nie powaliła mnie na kolana, jak to niektóre powieści mają w zwyczaju, ale uważam, że jest bardzo dobra i lepsza od poprzedniej.

Chociaż historia jest dość przewidywalna, przekonała mnie do siebie. Podobała mi się ta niecodzienna relacja między Sarą, a jej pięknym nieznajomym. Na początku mimo wszystko duży dystans, który stopniowo wbrew ich woli, zmniejszał się. Plusem jest także to, że bohaterowie nie są jakoś bardzo wyidealizowani. Sara nie jest biedną, szarą myszką, która nie ma przyjaciół. Max z kolei jest takim wymarzonym przez większość kobiet facetem, ale nie jest chyba aż tak "idealny" jak pan Grey.

Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Myślę, że spodoba się czytelnikom, którzy lubią niebanalne romanse. Zachęcam zwłaszcza te osoby, którym spodobał się "Piękny drań".

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Zobacz również: | Piękny drań || Piękny nieznajomy |

czwartek, 13 sierpnia 2015

"Piękny drań" Christina Lauren

autor: Christina Lauren
wydawnictwo: Zysk i S-ka
liczba stron: 320
moja ocena: 8/10

W zasadzie nie miałam jakoś specjalnie ochoty na tego typu książki, ale z drugiej strony trochę mnie ciągnęło do "Pięknego drania". Uznałam, że czytanie tej powieści będzie świetną rozrywką.

Chloe Mills jest jedną z najlepszych studentek MBA. Dzięki swoim osiągnięciom dostała szansę współpracowania ze świetnie prosperującą firmą Ryan Media. Jest tylko jeden problem. Jej szefem jest zabójczo przystojny Bennett Ryan, który właśnie wrócił z Paryża. Mężczyzna nie należy do sympatycznych osób, jednak panna Mills świetnie radzi sobie z jego charakterem do czasu, aż pewnego dnia zostaje z nim sam na sam...

Tego typu książki pojawiają się przez ostatnie lata jak grzyby po deszczu. Szał "Pięćdziesięciu twarzy Greya" trwa do teraz i na potęgę powstają powieści, gdzie praktycznie głównym tematem jest seks. I choć należę do tej grupy czytelników, którym Grey przypadł do gustu, miałam nieco sceptyczne nastawienie do "Pięknego drania". Przyznam, że niektóre momenty tej książki trochę mnie denerwowały, ale ogólnie uznaję ją za bardzo dobrą.

Na początku zachowanie Chloe było dla mnie nie do końca zrozumiałe. Nie za bardzo za nią przepadałam. Nie lubię, gdy ktoś coś sobie postanawia tak na mur beton, a wystarczy jeden mały bodziec i cały misterny plan legnie w gruzach. Z kolei Bennett...no cóż. Facet, jak facet (chociaż tutaj nie był to taki typowy, przeciętny facet, zdecydowanie nie). Wykorzystywał maksymalnie swoje warunki, aby osiągnąć zamierzony cel.

Co mi się najbardziej podobało? To, że Chloe choć na początku kojarzyła mi się mimo wszystko z głupiutką stażystką, pod koniec naprawdę mi zaimponowała swoim zachowaniem. Oczywiście, poza tym standardowo podoba mi się przemiana naszego głównego bohatera. Faceci stający się lepszymi pod wpływem kobiety, zawszę będą u mnie wygrani.

Książkę polecam fanom powieści o miłości. Wspaniałej, choć nietypowej.

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Zobacz również: | Piękny drań || Piękny nieznajomy |

niedziela, 9 sierpnia 2015

"W milczeniu" Erica Spindler

autor: Erica Spindler
wydawnictwo: Mira Harlequin
liczba stron: 496
moja ocena: 8/10

Książka trafiła do mnie przypadkiem. Ostatnio miałam ochotę na dobrą sensację, więc sięgnęłam po nią. O Erice Spindler słyszałam już kiedyś, ale nie miałam okazji wcześniej zapoznać się z jej twórczością. Przyszedł czas, aby to zmienić.

Avery Chauvin dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego ojca. Myśl, że miał on się targnąć na własne życie, bardzo jej ciąży. Powrót do małego Cypress Springs ma pomóc jej w odnalezieniu odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Niestety, okazuje się, że zamiast rozwiązania problemów, pojawia się jeszcze więcej zagadek....

Lubię od czasu do czasu przeczytać dobrą książkę sensacyjną. Teraz właśnie nadeszła ta chwila. Muszę przyznać, że mimo iż jest to pierwsza powieść Spindler, którą miałam okazję przeczytać, jestem nastawiona bardzo pozytywnie. Tak, jak lubię, akcja przypomina rozpędzającą się lokomotywę. Przy tej książce nie da się nudzić. Myślę, że z powodzeniem można by ją przeczytać w jeden dzień.

Nie mogę zdradzić, kto jest tym złym, ale muszę napisać o tym, że największe wrażenie wywarło na mnie to, kogo wzięła sobie ta osoba za swoich "wspólników"... To był dla mnie szok. Chyba większy niż sposób, w jaki czarny charakter "zajmował się" swoimi ofiarami. Dla takich zaskakujących momentów warto czytać sensacyjne książki, kryminały, thrillery i tym podobne.

Polecam książkę fanom właśnie takiej literatury, jak wymieniłam wyżej. Myślę, że się nie zawiedziecie. Dobry kryminał raz na jakiś czas jest świetnym pomysłem.

Za książkę dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta

Wydawnictwo Mira Harlequin

środa, 22 lipca 2015

"Uciekinier" Stephen King

autor: Stephen King
wydawnictwo: Albatros
liczba stron: 336
moja ocena: 7/10

Może to i dziwne, ale nie mam jakiegoś specjalnego parcia na książki Stephena Kinga. Owszem, jest kilka tytułów, z którymi chciałabym się zapoznać, ale nie nazwałabym się fanką tego autora.
Dzisiaj przyszedł czas na "Uciekiniera". Książkę, którą poleciła mi koleżanka.

Jest rok 2025. Największą atrakcją ludzkości są gry, w których zdrowie lub życie tracą osoby, pragnące za wszelką cenę zdobyć pieniądze. Najbardziej emocjonującą grą jest "Uciekinier". Polega ona na jak najdłuższym pozostaniu przy życiu, gdy każdy człowiek donosi na uczestnika i wyjawia jego obecne położenie. Jeżeli zawodnik ujdzie z życiem po trzydziestu dniach, wygrywa miliard dolarów. Właśnie w tej "zabawie" chce wziąć udział Ben Richards- główny bohater.

Wizja takiego świata za raptem dziesięć lat mnie przeraża... Ludzie już teraz są zdolni do popełniania okropnych zbrodni dla pieniędzy lub innych własnych korzyści. W tej książce najbardziej zbulwersowało mnie to, że człowiek jest do tego stopnia zdemoralizowany, że robi sobie świetne show, w którym pozbawia życia drugiej osoby. Nikogo nie dziwi to, że jedna osoba ucieka przed innymi, bo każdy może być przyczyną jej śmierci. Mało tego, ludzie zgłaszają się jako uczestnicy dobrowolnie. Chociaż z drugiej strony ta dobrowolność nie jest stuprocentowa. W końcu bogaci ludzie, których stać na leczenie, wyżywienie czy też mieszkanie, są jedynie widzami tej nieludzkiej produkcji.

Ponadto wszechobecna jest propaganda. Ludziom pokazuje się w odbiornikach mordercze gry, ale nikt nie wspomina o tym, że zanieczyszczenie powietrza jest tak wysokie, że większość zgonów jest spowodowana chorobami płuc. Takie skażenie jest niebezpieczne zwłaszcza dla biedniejszych, ponieważ bogaci ludzie są w stanie zapewnić sobie specjalne filtry powietrza. Idealnie sprawdza się tutaj powiedzenie: "biednemu zawsze wiatr w oczy". Problem, jaki jest poruszany w tej powieści, powinien być ostrzeżeniem dla każdego.

Pisząc o książce, jako książce muszę przyznać, że nadal nie jestem wielką fanką Stephena Kinga. Póki co najbardziej podobała mi się "Carrie". "Uciekinier" jest bardzo dobrą powieścią. Chociaż czyta się ją dobrze i bardzo szybko, nie wiem, co mi tak do końca w niej nie pasuje. Ostatnie fragmenty pod koniec były dla mnie prawie nie do zniesienia. Kto czytał, ten wie, o których mowa. Dla mnie coś okropnego. Zdecydowanie dla osób o silnych nerwach i...mocnych żołądkach...

Niemniej jednak polecam fanom Stephena Kinga, a także czytelnikom, którzy cenią w książkach szybką akcję i zaskakujące zakończenie.

Wydawnictwo Albatros

niedziela, 19 lipca 2015

"Zbieracz Burz, Tom 2" Maja Lidia Kossakowska

autor: Maja Lidia Kossakowska
wydawnictwo: Fabryka Słów
liczba stron: 416
moja ocena: 7/10

 Pierwszą część "Zbieracza Burz" przeczytałam ponad rok temu. Teraz postanowiłam powrócić do tych niecodziennych bohaterów, których tak bardzo polubiłam w "Siewcy Wiatru".

Królestwo Niebieskie zostało opuszczone przez Boga. Na domiar złego na Daimonie spoczywa bardzo poważna misja, jaką jest zniszczenie Ziemi. Chociaż boli go decyzja Jasności, jest gotów ją wypełnić. Niestety, jego dawni przyjaciele nie uważają, że tak smutne zadanie mógł wyznaczyć Pan i podejrzewają Daimona o szaleństwo lub zdradę. Do tego Michał wypowiada posłuszeństwo i zaczyna działać na własną rękę. Czy w ostateczności dojdzie do zagłady planety ukochanej przez Boga?

Tak samo, jak w przypadku pierwszego tomu "Zbieracza Burz", tak i tutaj nie byłam zachwycona. To już nie jest to samo, co było przy "Siewcy Wiatru". Jednak trzeba przyznać, że fabuła jest fantastyczna. Zwłaszcza końcówka książki bardzo mi się podobała. Autorka wpadła na wspaniały pomysł tworząc taki świat. Aniołowie, którzy praktycznie niczym nie różnią się od ludzi pod względem stylu życia, czy zachowania. Demony, które z czasem nawiązują współpracę z nimi, jakby wcale nie pochodziły z tej "złej części". Zdecydowanie pod tym względem niesamowicie podoba mi się cały cykl "Zastępów Anielskich".

Natrafiłam również na wiele zabawnych momentów. Wyjątkowo rozbawił mnie fragment, w którym jeden z bohaterów próbuje uratować przed zagładą dzieła sztuki. Tak samo świetne są określenia tamtejszych używek, na przykład: trawka z Fatimy, woda z Lourdes i kruszona skała z Medjugorie.

Książkę polecam fanom fantastyki. Zwłaszcza tym, którzy lekturę pierwszej części "Zbieracza Burz" mają już za sobą. Nie ma tutaj zawiłych kombinacji bohaterów, miliona wątków i tym podobnych. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Zachęcam. A jeżeli nie czytaliście "Siewcy Wiatru" to serdecznie zapraszam do sięgnięcia po właśnie ten tytuł. Siewca jest dla mnie najlepszą częścią całego cyklu. Uwielbiam.

Wydawnictwo Fabryka Słów

Zobacz również: | Obrońcy Królestwa || Siewca Wiatru || Zbieracz Burz, tom 1 || Zbieracz Burz, tom 2 |

czwartek, 16 lipca 2015

"Świat marzeń zakupoholiczki" Sophie Kinsella

autor: Sophie Kinsella
wydawnictwo: Sonia Draga
liczba stron: 372
moja ocena: 7/10

Zakupy... kto ich tak naprawdę nie uwielbia? Zwłaszcza, jeżeli trafi się jakaś wspaniała promocja na coś, o czym od zawsze marzyliśmy. To wszystko jest fantastyczne, dopóki mamy czym za te wymarzone cuda zapłacić. A co jeżeli skończyły nam się środki, a kredyt w banku zamiast maleć wzrasta? Z takim problemem musiała zmierzyć się Rebecca Bloomwood, czyli tytułowa zakupoholiczka.

Rebecca Bloomwood jest dziennikarką zajmującą się głównie pisaniem porad dotyczących finansów. Jest to bardzo zabawne, ponieważ bohaterka sama ma lekką rękę do pieniędzy. Wszystko, co jest w stanie zarobić, wydaje w sklepach z markowymi ubraniami, butami, dodatkami i tak dalej. Nagle okazuje się, że limit na karcie został przekroczony. Co tu dalej zrobić? Rebecca ma na to mnóstwo ciekawych i często niekonwencjonalnych pomysłów. Czy uda jej się wyjść z długów i poskromić swój apetyt na nowości?

Muszę napisać, że na początku bardzo irytowała mnie Rebecca i jej podejście zarówno do finansów, jak i do niektórych osób. Kompletny brak kompetencji, ignorancja i masowe kupowanie wszystkiego nie zważając na to, że ma się coraz większy kredyt, wyjątkowo mnie denerwowały. Chociaż przyznaję, późniejsze pomysły bohaterki nieraz mnie rozbawiły. Najbardziej jednak podobała mi się jej postawa, kiedy zaangażowała się w problem finansowy swoich dobrych sąsiadów. To jest zdecydowanie na plus.

Świetna książka na wakacje. Idealna na odstresowanie i spędzenie miłego, letniego popołudnia. Wspaniała ku przestrodze, gdy ktoś ma lekką rękę do wydawania pieniędzy i nie kontroluje swoich "niezbędnych" wydatków.

Za książkę dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta

Wydawnictwo Sonia Draga




niedziela, 12 lipca 2015

"Windows on the World" Frederic Beigbeder

autor: Frederic Beigbeder
wydawnictwo: Noir sur Blanc
liczba stron: 280
moja ocena: 10/10

Jeżeli Bóg istnieje, to zastanawiam się, co robił w tamtym dniu...

Zapewne nie jedna osoba, która była w jakikolwiek sposób świadkiem wydarzeń z 11.09.2001r., zastanawiała się nad tym. Do teraz wydarzenia z tamtego dnia są dla mnie niepojęte. Byłam wówczas dzieckiem i z pewnością nie miałam świadomości, co tak naprawdę się wydarzyło. Teraz, gdy już jestem osobą dorosłą, za każdym razem, gdy pojawia się temat zamachu na World Trade Center, jestem przerażona i długo myślę o tym, co miało miejsce.

"Windows on the World" to książka, dzięki której możemy poznać wrażenia osób, które tego feralnego dnia utknęły w jednej z najbardziej prestiżowych restauracji na świecie- Windows on the World. Są to oczywiście wyobrażenia autora, bo jak wszyscy dobrze wiemy, nikt z przebywających wówczas w tym miejscu ludzi nie przeżył...

Książka jest bardzo kontrowersyjna. To z pewnością. Temat bardzo ciężki. Ciągle wzbudzający emocje. Wiele osób może być zatem zbulwersowanych kilkoma fragmentami tej powieści. Szczególnie wstrząsającym momentem jest brutalny seks dwójki pracowników, którzy oddają się takiej "rozrywce" w obliczu śmierci, wśród martwych ludzi... Mnie osobiście również zaszokowała taka scena, ale kto z nas może wiedzieć, co czuli w tym momencie ci uwięzieni ludzie? Ciężko przewidzieć, co może zrodzić się w głowie, gdy jest się świadomym wyjątkowo szybko zbliżającej się śmierci i to śmierci tak okrutnej...

Niezależnie od tego, kto tak naprawdę powinien ponieść odpowiedzialność za tamte wydarzenia (jak wiadomo istnienie wiele teorii spiskowych na ten temat), uczynili to ludzie. Człowiek zrobił tak wielką krzywdę (to nawet za mało powiedziane) drugiemu człowiekowi. Nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Zginęło tyle niewinnych osób. Osób, które miały marzenia, plany, rodziny... Zginęły dzieci, które miały przed sobą jeszcze wiele lat życia. W imię czego? Nigdy tego chyba nie zrozumiem...

Autor przedstawia w powieści również po części swoje życie i dostrzega pewne prawidłowości rządzące współczesnym światem. To, że Ameryka jest wielkim powodem do zazdrości. Jest źródłem najnowszych trendów, doskonałości. To prawda. Ja natomiast jestem zdania, że nie wszystko, co pochodzi zza oceanu, jest najlepsze. Często jest wręcz przeciwnie. Niestety, większość krajów Starego Kontynentu pragnie za wszelką cenę być jak USA. Nie zawsze wychodzi to na dobre.

Książkę jak najbardziej polecam. Tym razem jednak czytelnikom o mocnych nerwach. Są momenty, kiedy człowiek ma ochotę się rozpłakać. Zwłaszcza, gdy czyta się o próbach przeżycia osób uwięzionych ponad poziomem uderzenia samolotu, "widzi" ich nadzieję na ocalenie, a wie, jak skończy się ta smutna historia...

Wydawnictwo Noir sur Blanc




Biblioteczka w pełni

Ostatnio postanowiłam zrobić wielki przegląd moich zbiorów. Po zdjęciu z półek wszystkich (no może prawie wszystkich, bo nie liczę tych naukowych, podręczników itp.) książek utworzyły się całkiem spore i ciekawe stosiki :)

Nie będę wypisywać wszystkich tytułów ani opisywać, jakim sposobem dany tytuł trafił do mojej biblioteczki, ponieważ zajęłoby to zbyt wiele czasu ;)

Na pewno znajdziecie tutaj coś ze swoich zbiorów :)



Coś dla fanów fantastyki:


  Ukochane książki z dzieciństwa. Pierwsze wymarzone :)

Teraz trochę ze starszych "klimatów" ;)





Specjalnie przyciemnione, ale mniej więcej tak się prezentowała zdecydowana większość :)

Kilka książek zostało pożyczonych i niestety nie ma ich na przedstawionych zdjęciach. Zabrakło m.in. : "Malowany człowiek" (obie księgi), "Księgi Jakubowe", "Wieczny Grunwald", "Mistrz bladych świętych", "Ogród cieni".


piątek, 10 lipca 2015

"Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela. Tom III" Agnieszka Lingas- Łoniewska

autor: Agnieszka Lingas- Łoniewska
wydawnictwo: Novae Res
liczba stron: 224
moja ocena: 10/10

Po raz kolejny miałam przyjemność zapoznać się z książką napisaną przez moją ulubioną autorkę, czyli Agnieszkę Lingas- Łoniewską. Osoby, które śledzą moje recenzje wiedzą, że przeczytam absolutnie wszystko, co tylko pani Agnieszka napisze. Uwielbiam ten styl. Uwielbiam każdą z jej książek. Po prostu, jest to dla mnie strzał w dziesiątkę i wiem w ciemno, że wszystko, co zostanie napisane przez tę autorkę, będzie mi się podobać.

To już ostatnia część lawendowej trylogii. Tym razem dowiadujemy się, co wydarzyło się w życiu trzeciej siostry Skotnickiej- Gabi. Po uszy zakochana w Ivo, nie jest w stanie wydusić z siebie prawdy. Czy miłość po raz kolejny zwycięży i szalenie zakochani w sobie ludzie w końcu odnajdą się wśród lawendy?

Jest mi smutno, że na kolejną książkę autorki będę musiała poczekać jeszcze trochę. We wszystkich jej powieściach jestem po prostu zakochana. Ktoś mógłby stwierdzić, że to zwykłe romansidła, bajki, które nigdy nie miałyby prawa wydarzyć w rzeczywistości. A może właśnie dlatego są takie fantastyczne? Może w obliczu tego, że w realnym świecie mamy do czynienia z wszechobecnym złem, zdradą, kłamstwem, warto sięgnąć po którąś z właśnie takich książek i choć chwilę pomarzyć? Poza tym, nigdzie nie jest napisane, że takie historie nie mogą zdarzyć się rzeczywiście. Los jest różny. Życie układa się bardzo niespodziewanie i to nie zawsze w tym negatywnym sensie.

O tym, że uwielbiam bohaterów tej powieści, nie muszę chyba pisać. Chociaż tutaj pojawiła się postać, która wyjątkowo zagrała mi na nerwach, bardzo delikatnie mówiąc. Wyjątkowo wryło mi się w pamięć jedno zdanie:

"To on mieszał w naszym życiu, potrafił nawet na odległość siać ziarno zwątpienia."

Tak. Zdecydowanie zbyt często w parach pojawia się ktoś trzeci. I nie mówię tu o różnego rodzaju fantazjach. Problem tkwi w zazdrości. Są na świecie takie osoby, które są w stanie zrobić wszystko, aby zniszczyć ludzkie szczęście. Dlaczego? A no właśnie ze zwyczajnej, chorej zazdrości. Ja nie jestem szczęśliwy, to dlaczego ktoś ma być? Nie mam słów, aby opisać, jak wstrętna jest dla mnie ludzka zazdrość i to w dodatku taka, która niszczy to, co piękne- miłość. Nigdy tego nie zrozumiem i zawsze będę potępiać. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że często w parze z ową zazdrością idzie również chęć manipulacji drugą osobą. Takie idealne wmieszanie się w czyiś związek, po czym stopniowe szeptanie zakłamanych słów tej jednej, konkretnej osobie. Naginanie prawdy i śmianie się w duchu z naiwności "ofiary", która nieświadomie niszczy swoje uczucie, ale nie widzi winy w tej osobie, która za to odpowiada. Nie życzę nikomu, aby przeżył coś podobnego. Niestety, nasza bohaterka, jak i Ivo musieli się zmierzyć z takowym problemem.

Jak wiadomo, wszystko dobre, co się dobrze kończy. To fakt. Dla jednych jest to happy-end w stylu Disneya, a dla innych życie w pojedynkę, ale bez uczucia bezradności, gdy ukochana osoba podlega manipulacji i nie daje sobie pomóc. Które zakończenie dotyczy trzeciego tomu "Szukaj mnie wśród lawendy", dowiecie się, gdy sięgniecie po lekturę.

Serdecznie polecam, jak każdą książkę pani Agnieszki. Idealna na zły dzień. Idealna, żeby przy niej odpocząć. Idealna zawsze i wszędzie.

Wydawnictwo Novae Res


Zobacz również: | Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna || Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia || Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela |

poniedziałek, 6 lipca 2015

"Żółte oczy krokodyla" Katherine Pancol

autor: Katherine Pancol
wydawnictwo: Sonia Draga
liczba stron: 624
moja ocena: 10/10

Tyle bym chciała napisać o tej książce. Myśli po przeczytaniu bombardują mnie niesamowicie. W zasadzie nie wiem, od czego zacząć...

Dwie kobiety. Siostry. Siostry, a jednak tak bardzo różnią się od siebie. Jedna piękna, bogata, uwielbiana przez wszystkich, a przede wszystkim przez samą siebie. Druga "szara myszka", żyjąca w cieniu siostry. Wiecznie świecąca niczym gwiazda Iris, znudzona brakiem większego zainteresowania swoją osobą, podrzuca informację, że zamierza napisać powieść historyczną osadzoną w XII wieku. Wzbudza tym niemałą ciekawość. Wszystko byłoby dobrze, gdyby jeszcze miała jakiekolwiek pojęcie na ten temat. Na szczęście ma wierną siostrę, która specjalizuje się w tematyce tamtych czasów...

Moją uwagę przykuła okładka. Nie napiszę, że nie. Przeczytałam opis książki i uznałam, że będzie to ciekawa, miła  i lekka lektura idealna na ten wakacyjny czas. Trochę się zmartwiłam, że ma ponad sześćset stron i że będzie mi się bardzo dłużyć. Na szczęście "Żółte oczy krokodyla" nie należy do książek, które się czyta i czyta i ma się wrażenie, że stoi się w miejscu. W pewnym momencie akcja tak porywa, że chce się wiedzieć więcej. Jest niczym rozpędzająca się lokomotywa.

Historia jest bardzo złożona. Poznajemy wielu bohaterów. Wszystkich razem i każdego z osobna. Dawno tak nie miałam, ale w tym wypadku po raz kolejny bardzo zżyłam się z większością. Kilka osób posłałabym, nie napiszę gdzie. Sami możecie się tego domyślić. Zwłaszcza wstrętną Henriettę. Kobieta działała na mnie, jak czerwona płachta na byka. I chociaż jej mąż nie był amantem, za którym obejrzałaby się każda kobieta (wręcz odwrotnie), miał w sobie coś pozytywnego i naprawdę go polubiłam. Ogromnie mu współczułam małżeństwa z tą bezduszną kobietą. Mogłabym opisać każdą postać, jaka wystąpiła w tej powieści, jednak zabrałoby to zbyt dużo czasu (i miejsca). Dzięki autorce wszystkich bohaterów bardzo dokładnie. Każdy z nich ma odmienny charakter. Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego zarówno pozytywnego, jak i negatywnego.

Warto jednak zastanowić się, co niesie ze sobą ta powieść. Możemy dowiedzieć się, że nasza zbyt duża pewność siebie może odwrócić się przeciwko nam. Życie w ciągłym luksusie, gdy uważa się, że osiem tysięcy euro za ubranie nie jest żadną ceną. Bycie rozkapryszoną księżniczką, której wszystko się należy. Uważanie, że wszystko można kupić za pieniądze. Manipulacja osobą słabszą psychicznie i podatną na takie traktowanie. Z pewnością są to zachowania, których należy się wystrzegać, aby nie ponosić ich późniejszych konsekwencji. W tej książce dowiecie się, jakich.

Dzięki tej książce wywnioskowałam jeszcze jedno. To, że jest się osobą, którą wszyscy uwielbiają, której wszystko w życiu łatwo przychodzi, bo ma pieniądze, pozycję, wysokie mniemanie o sobie nie oznacza, że jest się osobą silną, zdolną do przetrwania przez wszystkie życiowe próby. To właśnie te osoby, które pod wpływem różnych wydarzeń (zwłaszcza tych mało przyjemnych) przechodzą metamorfozę, stają się twardsze. Te osoby są w stanie przetrwać każdą burzę. Nie to co ci ludzie, którym wszystko łatwo przychodzi. Które nie muszą o nic walczyć ani się starać.

Książkę zdecydowanie polecam. Jest wspaniałą opcją na letnie dni. Rozbawi, niekiedy zdenerwuje zachowaniem bohaterów, ale tak jak już wspominałam, przekazuje ważne przesłanie. Przede wszystkim takie: pieniądze szczęścia nie dają.

Za książkę dziękuję Ósemkowemu Klubowi Recenzenta

Wydawnictwo Sonia Draga

Zobacz również: | Żółte oczy krokodyla || Wolny walc żółwi |
| Wiewiórki z Central Parku są smutne w poniedziałki |

czwartek, 2 lipca 2015

"Esesman i Żydówka" Justyna Wydra

autor: Justyna Wydra
wydawnictwo: Zysk i S-ka
liczba stron: 280
moja ocena: 8/10

Kiedy pierwszy raz trafiłam na tę książkę, pomyślałam: "Muszę ją mieć!". Czekałam na dzień, w którym pojawi się ona na mojej półce. Dzień ten nastąpił całkiem niedawno i oto przed chwilą dotarłam do ostatniej strony.

II wojna światowa. Młoda Debora Singer decyduje się na desperacką ucieczkę z pociągu, którym są przewożeni Żydzi do obozu koncentracyjnego. Niestety, skok z rozpędzonego wagonu kończy się skręceniem kostki, co uniemożliwia dziewczynie dalszą ucieczkę. Na domiar złego zostaje dostrzeżona przez niemieckiego oficera. To jednak dopiero początek historii, jaką przyjdzie przeżyć Deborze...

Wiele osób uważa, że książki o miłości są banalne, przewidywalne, wszystkie ze wspaniałym happy-endem i z pewnością różniące się od realnego świata. Zgadzam się z większością przypadków, ale są również i takie książki, w których miłość nie jest schematyczna, prosta i w stu procentach możliwa do odgadnięcia. Tak jest właśnie z tą powieścią. Pisząc, że jest to książka o wielkim uczuciu, niczego nie zdradzam, bo tego każdy może się domyślić. Z pewnością większość osób po przeczytaniu opisu z tyłu okładki uzna, że to na pewno kończy się słowami "żyli długo i szczęśliwe". Nie mogę ujawnić, jakie jest zakończenie tej historii, ale nie jest ono tak oczywiste, jak może się wydawać.

Zamiast rozpisywać się na temat wielkiej miłości wolę skupić się na innym aspekcie tej powieści jakim jest wojna. Wszyscy dobrze wiemy, jak wiele cierpienia, zniszczenia i smutku wniosła ona w historię całego świata, a zwłaszcza w dzieje Polski. I chociaż tutaj nie ma aż tak drastycznych opisów, jakie można przeczytać w innych książkach poświęconych tematyce II wojny światowej, to doskonale ukazuje postawę niektórych jednostek.

Dzięki tej powieści możemy dostrzec, że medal faktycznie ma dwie strony. Nie każdy bowiem oficer niemiecki był zwyrodnialcem, ale też nie każdy obrońca Polski miał czyste sumienie. Pozytywną postacią jest na pewno Bruno Kramer. Nie stał się może kolejnym moim ulubionym bohaterem, ale na pewno darzę go sympatią i jestem pełna podziwu dla jego odwagi. Natomiast jest też postać, która na początku zdawała się być pozytywną, ale niekoniecznie takową się okazała. Postawa tego człowieka wyraźnie pokazuje, że chęć zemsty wcale nie uspokaja duszy, a jedynie potęguje nienawiść.

Ta historia pokazuje, że czasami warto spojrzeć na niektórych ludzi z różnych stron. Często stereotypy zaburzają prawidłowe postrzeganie człowieka. Ktoś, kto jest dobry, bo pochodzi z takiego i takiego narodu, na pewno taki jest. Ktoś, kto należy do narodu okupanta, na pewno jest zły i zasługuje na potępienie. Tak nie jest i warto się nad tym zastanowić. Zwłaszcza, jeżeli ktoś wierzy w dane ideologie, które okazują się być złą drogą, dostrzega popełniony przez siebie błąd i stara się go naprawić. Właśnie tacy ludzie zasługują na drugą szansę. Na szansę rozpoczęcia życia na nowo. Ludzką rzeczą jest błądzić, ale należy szczególnie zauważać osoby, które owe pomyłki dostrzegły i starają się wyjść na dobrą drogę.
 

Wydawnictwo Zysk i S-ka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...